Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak anarchiści i bojownicy czyścili służby? Wspominają Sienkiewicz, Brochwicz, Niemczyk i Miodowicz. "Jazda bez trzymanki..."

16 czerwca 2014, 22:15
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Grzegorz Chlasta, "Czterech. Brochwicz, Niemczyk, Miodowicz, Sienkiewicz", Wydawnictwo Czarna Owca
Grzegorz Chlasta, "Czterech. Brochwicz, Niemczyk, Miodowicz, Sienkiewicz", Wydawnictwo Czarna Owca/Media
Pierwsze spotkanie ze Służbą Bezpieczeństwa? "Esbecy wpadli i spuścili mi łomot..." – opowiada Bartłomiej Sienkiewicz w książce Grzegorza Chlasty "Czterech".

W mieszkaniu, w którym znajdowała się część archiwum Niezależnego Zrzeszenia Studentów (NZS). Kapuś – jak się potem okazało sąsiad – ich zawiadomił. Przyszedłem do tego mieszkania, czekałem na spotkanie, a oni zaczęli się dobijać do drzwi. Nie otworzyłem, tylko darłem się przez balkon, żeby ostrzec tego, kto do mnie szedł. Zacząłem wywalać całe to archiwum przez balkon z jedenastego piętra. Oni wyważyli drwi i wpadli z bronią. To zabawne – pierwszy raz zobaczyłem broń wymierzoną we mnie. Skopali mnie i zbili. Człowiek wtedy myśli tylko o tym, żeby mniej bolało. Zbierali papiery, które wyrzuciłem, a było strasznie zimno, więc mieli zgrabiałe ręce i byli wściekli. Ile razy wychodzili, po powrocie dostawałem z liścia – wspominał Bartłomiej Sienkiewicz.

Jak przyznaje w rozmowie z dziennikarzem i publicystą Grzegorzem Chlastą obecny minister spraw wewnętrznych, a w latach 80. wywodzący się z krakowskiego środowiska opozycji zbuntowany młody członek ruchu Wolność i Pokój, funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa on i jego przyjaciele traktowali jak strażników systemu. – – przyznaje. Kilka lat po tym, jak esbecy spuścili mu łomot, Sienkiewicz wszedł do służb i zaczął czyścić je od środka.

Do Urzędu Ochrony Państwa zaprosił go Krzysztof Kozłowski, który 11 maja 1990 roku został szefem UOP. – – dodaje.

Obracanie machiny o sto osiemdziesiąt stopni – tak Bartłomiej Sienkiewicz opisuje to, co czekało bohaterów książki Grzegorza Chlasty po wejściu do nowo powstających służb III RP. Tytułowych "Czterech" to Wojciech Brochwicz, który od doradcy prawnego i sprzedawcy dywanów szybko awansował na dyrektora w UOP, Piotr Niemczyk, walczący z komuną anarchista, który objął stanowisko dyrektora zarządu wywiadu UOP, Konstanty Miodowicz – szef ówczesnego kontrwywiadu, z którym Grzegorz Chlasta nie zdążył porozmawiać, a którego postać przewija się we wspomnieniach pozostałych "Trzech" i wreszcie sam Bartłomiej Sienkiewicz, doradca zarządu wywiadu Urzędu Ochrony Państwa.

Z rozmów, które składają się na całość książki, rysuje się ogrom zadania, jakie przed nowymi służbami postawił premier Tadeusz Mazowiecki. Z jednej strony czyszczenie komunistycznych struktur, weryfikacje starych funkcjonariuszy i dobieranie nowych współpracowników, z drugiej – budowa służby praktycznie od zera, w warunkach przypominających stąpanie po polu minowym. Krótki sen w internacie milicyjnym, parówki na śniadanie i kolację, kawa i praca od rana do wieczora, w kłębach papierosowego dymu, w brzydkich gabinetach wśród korytarzy o ścianach pomalowanych w lamperię, setki godzin rozmów z esbekami, sprawdzanie ich prawdomówności, odkrywanie ich prawdziwych, często głęboko skrywanych w strzępkach akt zadań, odzyskiwanie informacji puszczonych z dymem w stosach spalonych akt. Czuli się dziwnie w nowych rolach, po drugiej stronie biurek, tym razem w rolach przesłuchujących, a nie przesłuchiwanych.

Ale jednocześnie udawało im się odnosić sukcesy. Bartłomiej Sienkiewicz przytacza kilka przykładów:

Wielkim przełomem, takim wielkim świętem dla nas była sytuacja, w której ten nieopierzony Urząd Ochrony Państwa, złożony z dziwnego konglomeratu starej Służby Bezpieczeństwa i niewielkiej grupki nowych, pod kierownictwem, które politycznie za chwilę może zniknąć w tym kompletnym rozgardiaszu, nagle łapie rosyjskiego szpiega w Polsce. I to nie jakiegoś tam szpiega, a niezwykle sprawnego oficera GRU – i demaskuje jego agenta, i nie gdzieś tam w Ministerstwie Rolnictwa czy na kolei, tylko w samym MSW. To była niezapomniana chwila. Kostek Miodowicz, autor tego sukcesu, opowiedziałby o tym więcej, tym bardziej że sprawa miała swój finał: szpieg skazany, wszystko zrobione. Słowem – dało się obrócić tę maszynę o sto osiemdziesiąt stopni.

Chodziło o Wojciecha Marka Zielińskiego, emerytowanego oficera MSW, którego aresztowano pod zarzutem prowadzenia szpiegostwa na rzecz wywiadu ZSRR, a potem Rosji. Razem z nim wpadło dwóch pracowników rosyjskiej ambasady.

6435698-grzegorz-chlasta-czterech.jpg
Grzegorz Chlasta, "Czterech. Brochwicz, Niemczyk, Miodowicz, Sienkiewicz", Wydawnictwo Czarna Owca

– przyznaje Piotr Niemczyk. – – wylicza. – – to zdanie dobrze oddaje sytuację w młodych polskich służbach. Do tego dochodziły inne problemy, jak słynna "noc teczek", wyreżyserowana przez Antoniego Macierewicza, "szafa pułkownika Lesiaka", która miała być dowodem na inwigilację prawicy, podobnie jak tajemnicza instrukcja 0015, którą wydał Piotr Niemczyk, a której istnienie ujawnił Jarosław Kaczyński w 1993 roku, do tego "moskiewska pożyczka" i podejrzane kontakty lewicy z Rosją – Urzędowi Ochrony Państwa nie brakowało zajęcia. Wyrazistym kontrastem do tych "grubych afer" są fotografie uzupełniające "Czterech", a na nich bohaterowie tych wydarzeń o młodzieńczych, wręcz studenckich twarzach. – tak nazywa ich Grzegorz Chlasta we wstępie do wywiadu-rzeki, który choć nie jest książką typowo historyczną, dotyka bardzo ważnego momentu w historii Polski i dzięki temu staje się zbiorem wątków i szczegółów, których nie sposób pominąć, zajmując się dziejami polskiej transformacji z PRL do III RP.

– podsumowuje Grzegorz Chlasta. – .

– zauważa Sienkiewicz. Jak przyznaje, w pewnym momencie zrozumiał, że przyczynił się do zmian w nowym państwie. Namacalnie poczuł tę zmianę w lipcu 1990 roku.

Jest taka scena. Wychodzę przed budynek, bo mamy jechać gdzieś z Kozłowskim, lecz orientuję się, że jeszcze go nie ma. Świeci słońce, kiedy ja od paru tygodni siedzę w jakichś ciemnych pomieszczeniach, nie wychodząc w ogóle na zewnątrz. Ja, który urodziłem się i wychowałem na wsi, kocham góry, nagle zostałem zamknięty w czterech ścianach, w brzydkim gmachu, w większości z nieciekawymi ludźmi. W tej chwili stoję w słońcu. Jest ciepło, siadam na stopniach tego najświętszego miejsca, zdejmuję marynarkę, wyciągam papierosa, zapalam, wystawiam twarz do słońca... Przez moment czuję się wolny. I nagle widzę wokół siebie, w oknach wychodzących na wewnętrzny dziedziniec MSW, twarze, w niektórych oknach po dwie, po trzy – i wszystkie patrzą na mnie. (...) Po pewnym czasie jeden z funkcjonariuszy wywiadu powiedział, że to był moment, który dla niego i dla jego kolegów oznaczał koniec starego systemu. Dokładnie w tej jednej chwili zrozumieli, że już będzie całkiem inaczej. (...) Większość tych ludzi widziała mnie po raz pierwszy, więc przypuszczam, że to było tak: „O, popatrzcie, to ten od tego Kozłowskiego... Ale szczyl... Na schodach się opala...”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj