Czy generał Kiszczak był człowiekiem honoru? Pytanie to stawia już w tytule swojej książki Jerzy Diatłowicki, socjolog i dziennikarz telewizyjny. Adam Michnik, w czasach PRL nieprzejednany wróg Jaruzelskiego i Kiszczaka, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości znacząco skorygował swój pogląd na obu autorów stanu wojennego.
– pisze Diatłowicki. Michnik zasłynął potem dość kontrowersyjną opinią, przypominaną mu do dziś przez jego politycznych i publicystycznych przeciwników. W wywiadzie udzielonym Monice Olejnik i Agnieszcze Kublik na łamach „Gazety Wyborczej” przyznał, że Czesław Kiszczak .
– wyjaśniał Michnik.
Diatłowicki w rozmowach z Kiszczakiem parokrotnie próbuje uzyskać od niego odpowiedź, czy jest on człowiekiem honoru i to pytanie pozostaje zawieszone w próżni do ostatniej strony książki, kiedy generał nie może już od niego uciec. Jest to również pytanie skierowane do czytelników, którym Jerzy Diatłowicki serwuje szereg interesujących szczegółów z życia Kiszczaka – począwszy od jego dzieciństwa, przez dorastanie w domu rodzinnym, drogę żołnierza przez fronty II wojny światowej i budzący najwięcej pytań i emocji okres powojenny, kiedy angażuje się w budowę polskiego komunizmu i już na samym początku swojej partyjnej kariery daje się poznać jako gorliwy oficer wywiadu wojskowego w czasie swojej londyńskiej misji, na którą wyjeżdża w 1946 roku.
– opowiada Kiszczak.
– wyjaśnia i korzystając z faktu, że Diatłowicki słucha bardzo uważnie, ale nie poddaje jego słów wnikliwej weryfikacji, dodaje:– podkreśla i jak dodaje, uprzedził również pewnego sędziego, który sądził komunistów, że .
Kiszczak jako początkujący, ale dobrze się zapowiadający oficer kontrwywiadu wojskowego szybko piął się po szczeblach kariery. Całe jego życie czynnego żołnierza, jego awanse i kolejne zaszczyty można porównać do etapów w historii Polski pod panowaniem komunistów. Jako generał stoi już na najwyższych szczytach władzy, zarządza służbami, czyli jej porządkowym i zbrojnym ramieniem, ma dostęp do informacji, które do dziś pozostają tajne, a od jego decyzji zależą na przykład losy internowanych działaczy Solidarności. Dlatego szereg szczegółów, jakimi dzieli się ze swoim rozmówcą, uzupełnianych fotografiami i dokumentami także z jego prywatnego archiwum, to gratka dla badaczy dziejów PRL.
Na uwagę zasługuje rozdział poświęcony aferze „Żelazo”, a zwłaszcza zawarte w nim informacje na temat operacji „Truteń”, która miała na celu „wyeliminowanie” Adama Michnika.
Diatłowicki w rozmowie na ten temat prowokuje Kiszczaka, podsuwa tropy prowadzące do zleceniodawców, pyta na przykład o Stanisława Kanię, wieloletniego sekretarza KC PZPR, którego Kiszczak w prasowych potyczkach sam wzywał do wyjaśnienia operacji „Truteń”, wskazuje na bliską zażyłość łączącą Kanię z generałem Mieczysławem Milewskim, który w latach 1969-71 obejmujących aferę „Żelazo” był dyrektorem I Departamentu MSW zajmującego się wywiadem, a następnie wiceministrem i ministrem spraw wewnętrznych. Przypomina słowa Kani, który pytany o swoją rolę w działaniach skierowanych przeciwko Michnikowi, odpowiedział Diatłowickiemu, że służbom zajmowania się tą sprawą. Kiszczak jednak zachowuje daleko posuniętą lojalność wobec swego środowiska, niektóre pytania kwitując milczeniem, na inne udzielając zdawkowych odpowiedzi. Diatłowicki podpiera się jednak dokumentami, między innymi stenogramem z rozmowy generała z Mieczysławem Janoszem w maju 1984 roku.
Janosz był współpracownikiem służb specjalnych i – jak pisze Diatłowicki – pospolitym przestępcą. Trzej bracia, Mieczysław, Jan i Kazimierz, stworzyli gang złodziei okradający w Niemczech sklepy jubilerskie. Działali w porozumieniu i współpracy z wywiadem PRL, a dzięki temu przyzwoleniu bracia Janoszowie zaopatrywali polskie służby w zrabowane kosztowności. Dokładnie – w dwa wagony kosztowności, w tym co najmniej 100 kilogramów złota oraz drogocenne kamienie szlachetne. Ale to inne zlecenie zwróciło uwagę Kiszczaka.
Ze stenogramu cytowanego w książce wynika, że Janosz uchyla się od odpowiedzi na pytanie o szczegóły akcji i zleceniodawcę, sugerując, iż boi się o własne życie. Przyznaje jednak, że choć zlecenie przyjął, to nie podjął się tego zadania.
– mówi Janosz. – dopytuje Kiszczak. – wije się skruszony przestępca. – dociska przesłuchujący. – stwierdza mężczyzna. – konkretyzuje Kiszczak. – poddaje się Janosz.
Szczegółów na temat przygotowywanego zamachu na Adama Michnika można szukać za to gdzie indziej. Diatłowicki cytuje raport generała Jana Słowikowskiego, dyrektora I Departamentu MSW w latach 1974-81, w którym to dokumencie Słowikowski wyjaśnia okoliczności, w jakich służby podjęły kontakty z Janoszem. Przestępca miał dokonać „napadu rabunkowego” i pozbawić działacza Solidarności paszportu. Warto jednak czytać raport Słowikowskiego między wierszami.
Po ujawnieniu afery „Żelazo” zapłacił za nią generał Milewski, którego usunięto z kręgów władzy i z partii. Czy Czesław Kiszczak znał wcześniej szczegóły przestępczego procederu? Czy miał informacje na temat planowanego zamachu na Adama Michnika? Jeśli tak, to wiedzę na ten temat zabrał do grobu. Autor książki na to wymowne milczenie generała odpowiada dokumentami i relacjami z partyjnych kręgów. Dobrym podsumowaniem jest fragment wspomnień Mieczysława Rakowskiego na temat afery „Żelazo” wynotowany z jego „Dzienników”.
Ówczesny wicepremier rządu Wojciecha Jaruzelskiego tak zareagował na informacje na temat afery „Żelazo”:
CZYTAJ TAKŻE: Adam Michnik pisze z więzienia list do Kiszczaka: Wiem, że zapłacę wysoką cenę >>>