Jestem absolutnie przekonany, że po raz pierwszy PO dostrzegła niebezpieczeństwo grożące jej z lewej strony. I pierwszy raz PO potraktowała to poważnie. Miło mi, że Paweł Śpiewak dostrzega to zjawisko.
Do tej pory kierunkiem działania PO było wypychanie Prawa i Sprawiedliwości. Stąd widzieliśmy takie ruchy w kierunku elektoratu prawicowego, jak np. kastracja pedofilów czy rozliczanie ubeckich emerytur. To ewidentnie było powiększanie się kosztem PiS i odbieranie haseł tej partii. Teraz jestem przekonany, że kierownictwo PO uznało, że musi zabezpieczyć sobie drugi bok, bo pojawiło się niebezpieczeństwo wypchnięcia Platformy z lewej strony. Do tej pory było tam poczucie, że nic im nie zagraża z lewa i że nie trzeba dbać o wyborców centrowo-liberalnych.
Nie chcę przeceniać swojej aktywności, ale jest to wynik tego, że po raz pierwszy do długiego czasu na obszarze centrolewicy pojawiła się alternatywa dla PO. Dotychczas alternatywą mogło być PiS, ale to partia nieakceptowalna i niezdolna pozyskiwać ludzi głosujących na Platformę; albo SLD, na który ludzie głosujący na PO też nie byli w stanie oddać głosów. Szczególnie w obecnym radykalnym wydaniu reprezentowanym przez Grzegorza Napieralskiego.
Teraz to, co PO zaproponowała Włodzimierzowi Cimoszewiczowi, Danucie Huebner, a także Andrzejowi Olechowskiemu (bo oferta na wybory europejskie była, ale on odmówił), to niewątpliwie próba zdetonowania niebezpieczeństwa z lewej strony. Tym samym są też pomysły programowe, czyli sprawa in vitro i debata o eutanazji.
To świadoma polityka polegająca na przejęciu ważnych postaci. Trzeba też podkreślić, że pół roku temu Tuskowi nie przeszłoby przez gardło zainicjowanie debaty o eutanazji. Wtedy chciał być politykiem prawicowym, bo nie czuł się zagrożony z lewa. A teraz się to zmieniło.