Publikacja DZIENNIKA na temat spotkania Lecha Kaczyńskiego z mieszkańcami Bełchatowa była przyczynkiem do dyskusji publicystów na temat możliwych kandydatur na urząd prezydenta w przyszłym roku. Podczas spotkania padły bowiem pytania o to, czy Lech Kaczyński będzie ubiegał się o reelekcję.
"Lech Kaczyński zastanawia się, czy w przyszłym roku ponownie ubiegać się o urząd prezydenta. Podczas spotkania z mieszkańcami Bełchatowa pytany o to, czy wystartuje w wyborach, zaskakująco oświadczył, że jeszcze o tym nie zdecydował. Nigdy nie podejmuję takiej decyzji zbyt wcześnie, choć normalnie prezydenci kandydują na drugą kadencję, jeśli im zdrowie na to pozwala - tłumaczył Lech Kaczyński." - napisał DZIENNIK. Prezydent miał też podczas spotkania wyrazić obawę, czy "wytrzyma kampanię pomówień" wobec jego osoby.
- Mam wrażenie, że to było szczere wyznanie - ocenia Michał Karnowski. Twierdzi, że Lech Kaczyński do pewnego czasu był zdeterminowany i pewny tego, że wystartuje. - Próbował walczyć o sondaże przez ściągnięcie Michała Kamińskiego, a później Piotra Kownackiego. To szło w kierunku odwojujemy jeszcze ocenę tej prezydentury. Teraz mam wrażenie, że Lech Kaczyński pogodził się z sondażami. Nie wykluczyłbym, że ktoś inny może pisowską stronę reprezentować - mówi Karnowski.
- Pytanie tylko, kto? - odpowiada Piotr Zaremba. Jego zdaniem prezydentura Lecha Kaczyńskiego składa się z wiecznych wątpliwości. - Myślę, że Lech Kaczyński nie ma stuprocentowego przekonania, i do tego żeby być prezydentem, i do tego aby kandydować - ocenia. Według Zaremby logika obozu PiS wskazuje na to, że to Lech jest skazany na kandydowanie. - Kaczyńscy zawsze sobie tłumaczą, że sondaże będą do zmiany poprzez kampanię wyborczą. W niej się wszystko rozstrzygnie, a do niej jeszcze daleko - argumentuje Zaremba.
Piotr Zaremba: Alfabet prezydentury Lecha Kaczyńskiego
Karnowski przypomina, że na giełdzie nazwisk pojawiały się wskazania na Jarosława Kaczyńskiego czy Zbigniewa Ziobrę. - Rozumiem tę logikę. Ale jak patrzysz na sondaże i widzisz, że dwie trzecie Polaków źle ocenia twoją działalność, a tylko jedna trzecia w miarę, to masz takie poczucie, że może nie warto - mówi Karnowski.
- Z pewnością takie poczucie pojawia się u prezydenta i stąd takie akty zwątpienia - zgadza się Zaremba. Jednak wskazuje, że gdyby prezydentem był Jarosław Kaczyński, to sytuacja byłaby podobna, a może nawet gorsza. - Zbigniew Ziobro to jest z kolei zupełnie nowe rozdanie i kompletnie nowa logika tego obozu. Ziobro nieprzypadkowo wyjeżdża do Brukseli. To nie jest jeszcze ten etap i to rozdanie - przypuszcza publicysta.
Ostatecznie według Zaremby to obecny prezydent będzie kontrkandydatem Tuska. - Są tysiące argumentów za tym, aby Lech Kaczyński nie kandydował, a jednocześnie cała logika wskazuje na to, że podobnie jak Donald Tusk, Lech Kaczyński stanie do wyborów - twierdzi.
- Jeśli chodzi o Donalda Tuska, to się zgadzam - dodaje Karnowski. - Premier już zdecydował i w dużo większym stopniu niż myślimy jest zdeterminowany, aby po prezydenturę sięgnąć. Lech Kaczyński też tak myślał, ale przecież widzisz brak energii w otoczeniu prezydenta. Są co prawda wielkie zapowiedzi wyjazdów po kraju, odbywają się one, ale przechodzą bez echa. Nie wiem, media są winne? Nie wiem. To po prostu nie pracuje - mówi Karnowski.
- Na pewno ostatnio spada energia prezydentowi - zgadza się co prawda Zaremba. Ale zaraz dodaje, że zdecydowany bój się jeszcze nie zaczął. - Wszystko to, co się dzieje obecnie, jest jeszcze preludium. Bracia mają doświadczenia ze złymi sondażami i złą passą, i wychodzili z tej złej passy - przypomina Zaremba.
- To się zgadzam. Walczą do końca - mówi Karnowski.
- Czy państwo podzielają mój pogląd - pyta Michał Karnowski - że możliwy jest start kogoś innego z pisowskiej strony zamiast Lecha Kaczyńskiego? Czy też Piotra Zaremby, że to na pewno będzie Lech Kaczyński kontra Donald Tusk w 2010 roku?
Publicyści zapraszają do dyskusji na forum.