Renata Kim: Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny pomagała Alicji Tysiąc w jej sądowych bataliach o odszkodowanie za odmowę wykonania aborcji. Czy otoczyliście ją i jej dzieci także opieką psychologiczną?
Wanda Nowicka:
Alicja jest kobietą bardzo silną. Gdyby życzyła sobie jakiejś porady psychologa, to oczywiście postaralibyśmy się o to, mogłaby taką pomoc od nas uzyskać. Ale akurat to nie jest dla niej najważniejsze. Najważniejszym problemem jest to, że ona nie ma czego włożyć do garnka, nie ma czym nakarmić dzieci. To są dla niej sprawy najistotniejsze.

Z czego żyje jej rodzina?
Alicja Tysiąc ma jakąś marną rentę, dostaje jakieś zasiłki, ale jest w naprawdę bardzo trudnej sytuacji. Związanie końca z końcem często jest dla niej nie lada wyzwaniem. Ona ciągle powtarza, że martwi się, za co kupić książki, buty i ubrania dla całej trójki.

Myśli pani, że w tej całej nędzy finansowej ona naprawdę znajduje czas na to, żeby rozmawiać z dziećmi, dlaczego mama znowu jest w telewizji? Że rozumieją, o co chodzi w tym całym szumie medialnym?
Ależ oczywiście! Jestem tego absolutnie pewna. Ta kobieta wie dokładnie, co się z nią dzieje i potrafi o tych sprawach rozmawiać nie tylko na forum publicznym, ale również z własnymi dziećmi. I one potrafią wszystko zrozumieć. Nie znaczy to, że wytłumaczenie im wszystkiego zawsze jest łatwe, ale dzieci Alicji Tysiąc są bardzo świadome tego, co się wokół nich dzieje.
Jeśli się żyje w jednym pokoju - tak jak ta rodzina - to trudno nie zadawać pytań, widząc mamę w telewizji, trudno uciec przed panią przedszkolanką, która też potrafi wtrącić swoje trzy grosze do całej sprawy...

Słyszała pani o takich przypadkach?
Wiem, że w życiu tej rodziny bywają różne trudne sytuacje związane z całą tą sprawą, ale wolałabym nie podawać żadnych szczegółów.

Czy pani zna osobiście te dzieci?
Oczywiście, one po tysiąc razy były w siedzibie Federacji, biorą udział w naszych spotkaniach. Więc doskonale wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi. A najstarsza córka Alicji przychodzi nawet na organizowane przez nas manifestacje. Dwoje starszych dzieci ma po kilkanaście lat, a najmłodsza Julia skończyła sześć.

A jaką matką jest Alicja Tysiąc?
Wspaniałą. Ma fantastyczny kontakt ze swoimi dziećmi. Chciałaby im zapewnić wszystko to, co mają inne dzieci, i cierpi, że nie stać jej na to. Alicja ma ogromną ambicję, aby zapewnić im dobrą przyszłość, wie, że we współczesnym świecie bez wykształcenia będą startowały z gorszej pozycji. Ona o tym wszystkim wie i bardzo chciałaby im dać wszystko, co najlepsze.

Dlaczego więc pani Tysiąc rozpoczęła swoją walkę o prawo do aborcji?
Kiedy osiem lat temu trafiła do Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, miała wielkie poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, ale nie wiedziała, w jaki sposób jej prawa zostały naruszone. Teraz, po tylu latach okropnych doświadczeń z polskimi sądami, prokuratorami, zobaczyła, jak źle była traktowana. Zrozumiała, że jej sytuacja jest kompletnie ignorowana, że nikt się nie przejmuje tym, że ona nie ma za co żyć. To wszystko sprawiło, że Alicja Tysiąc miała ogromne poczucie dyskryminacji i niesprawiedliwości. Bo jej zdaniem, w jej konkretnym przypadku zawiódł cały system opieki zdrowotnej, a potem jeszcze system opieki prawnej w Polsce.

Teraz pani Tysiąc stała się ikoną ruchu na rzecz prawa kobiet do aborcji. Czy sądzi pani, że jest to jej zupełnie świadoma decyzja?
Kiedy media ją pytają o jej przypadek, odpowiada zupełnie szczerze, w sposób całkiem jednoznaczny. Bo przecież ona nie snuje żadnych wydumanych teorii tylko o własnym życiu. Ale z pewnością nie jest osobą, która maszeruje w pierwszej linii, by walczyć o ustawę aborcyjną. To nie jej sprawa, ona musi walczyć o swoje życie.

Czy w czasie swojej długiej batalii prawnej Alicja Tysiąc bardziej walczyła o prawo czy może raczej o pieniądze?
Oczywiście, że nie. Kiedy składała pierwszą skargę na odmowę wykonania zabiegu aborcji, to w ogóle nie występowała o pieniądze. Bo, jak już mówiłam, Alicja ma wielkie poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Więc chodziło jej o to, żeby doczekać takiego momentu, że ktoś jej wreszcie przyzna rację. Chciała udowodnić, że nikt nie miał prawa tak zadecydować o jej życiu, nie ponosząc jednocześnie żadnej odpowiedzialności za to życie. Bo to ona ponosi całkowitą odpowiedzialność za decyzję, którą podjęli za nią inni. Więc nie walczyła o pieniądze, tylko podstawową ludzką godność, o prawo do sprawiedliwości. A teraz ma świadomość, że nie robi tego tylko dla siebie, ale dla wszystkich kobiet w podobnej sytuacji.

Więc jednak stała się ikoną ruchu proaborcyjnego...
Nie wiem, czy to dobre określenie. Nie wiem, czy sama Alicja życzyłaby sobie tego. Ale na pewno jest to osoba niezwykle ważna dla naszego ruchu. I miejmy nadzieję, że jej wygrana potrząśnie trochę politykami i w momencie, gdy będą chcieli przegłosować jeszcze bardziej restrykcyjną ustawę aborcyjną, to przez chwilę się zastanowią, jakie będą skutki ich decyzji. Że przez chwilę pomyślą o życiu konkretnych osób, a nie tylko o ideologii.





























Drogie Czytelniczki!

Jeżeli stanęłyście przed podobnym dylematem jak Alicja Tysiąc, opiszcie swoje doświadczenia i historie.

E-maile prosimy przysyłać na adres:
opinie@dziennik.pl