Dziennik Gazeta Prawana logo

Marcinkiewicz: Zbyt mało zajmujemy się przyszłością

5 listopada 2007, 23:13
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Obserwując polską scenę polityczną, łatwo można odnieść wrażenie, że więcej w niej tematów przeszłości niż przyszłości. W naszych warunkach trzeba jednak mieć na uwadze, że przeszłość wciąż nie daje o sobie zapomnieć. Nawet więc jeśli jej rozliczaniu politycy poświęcają za dużo uwagi, nie dzieje się tak bez przyczyny - pisze w DZIENNIKU Kazimierz Marcinkiewicz.

Gdyby nawet stwierdzić, że ostatnie dwa lata rządów PiS były poświęcone w dużym - dla niektórych zbyt dużym - stopniu rozliczeniom III Rzeczypospolitej, to wypada przy tym dodać: owszem, ale dlatego, że owych dwóch lat zabrakło na samym początku wolnej Polski, 18 lat temu.

Jeśli został wreszcie uruchomiony proces lustracji, jeśli rozwiązano najbardziej dla PRL symboliczne służby specjalne - Wojskowe Służby Informacyjne, jeśli powstała pierwsza służba specjalna prawdziwie niepodległego kraju - Centralne Biuro Antykorupcyjne, jeśli w parlamencie rozmawia się poważnie o dekomunizacji, jeśli nareszcie sprawnie działa Instytut Pamięci Narodowej, to znaczy, że proces rozliczania się z pozostałościami po PRL jest już nie do powstrzymania. To wreszcie musi się dokonać - bez względu na bieżącą politykę.

Przy wszystkich tych zastrzeżeniach trudno jednak nie zauważyć, że myśląc o niedawnej historii, wciąż za mało zajmujemy się kwestiami decydującymi dla przyszłości - na przykład gospodarką. Inne kraje dawnego bloku wschodniego szybciej uporały się z demonami przeszłości i uporządkowały spadek po komunizmie. Dziś mogą iść naprzód. Myśmy z tym zwlekali przez cały okres III RP. Dlatego pozostajemy w jakimś stopniu europejskim ewenementem: nigdzie już chyba tak żywo nie dyskutuje się o sprawach przeszłych.

To polskie oglądanie się w tył zauważa się może najlepiej, pozostając za granicą. Tu skojarzenia z dzisiejszą Polską to nieustanna wojna polityczna, dziwna koalicja i ciągłe konflikty budowane na sporach historycznych. Wciąż nie jesteśmy kojarzeni z tym, z czym byśmy chcieli: ekonomiści europejscy są zdumieni, kiedy mówię im o naszym blisko 7-procentowym wzroście gospodarczym, o ponad 11 mld euro zagranicznych inwestycji w Polsce, o kapitalizacji giełdy idącej w dziesiątki miliardów euro. Oni nie zdają sobie sprawy z tego, jak dobrze radzi sobie polska ekonomia, bo słuchając przekazów medialnych, mają wrażenie, że żyjemy tylko przeszłością i doraźnym politycznym chaosem.

Może tak już musi być, że moje pokolenie - pokolenie ludzi wiele lat żyjących w PRL - jest w dużej mierze zajęte historią, którą widziało i przeżyło. Trudno się dziwić, że dla wielu z nas rozliczenia dawnych nieprawidłowości są wciąż sprawą żywotną. Ale wiem też, że to zupełnie nie dotyczy pokoleń młodszych. Na co dzień mam do czynienia z ludźmi sporo ode mnie młodszymi, choćby tu w Londynie z młodą polską emigracją - ich tamte sprawy kompletnie nie interesują. Oni chcą rozmawiać o rozwoju Polski, tak by znów zechcieli do niej wrócić; o tym, by przypominała nowoczesny europejski kraj, z siecią autostrad, rozwojem przedsiębiorstw i miejsc do pracy. Przeszłość ma z tym niewiele wspólnego.

Wrażenie wczorajszości, jakie sprawia Polska, ma też i drugą przyczynę. Trzeba zauważyć, że polityków, którzy potrafią rozmawiać o historii i mają twarde poglądy na jej rozliczenie, jest dużo więcej niż tych, którzy potrafią rozmawiać o gospodarce i mają twarde poglądy na kwestie jej rozwoju. Liderów, specjalistów, doradców od gospodarki jest w Polsce znacznie mniej od osób kompetentnych w dziedzinie polityki historycznej. Taki stan rzeczy przekłada się na media, które dużo chętniej i przystępniej opisują kolejne epizody wojny polsko-polskiej niż sprawy przyszłości.

Te zarzuty można by stawiać dziś rządzącym, z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Można by, gdyby nie to, że samo zwycięstwo w wyborach - zarówno prezydenckich, jak i parlamentarnych - braci Kaczyńskich doprowadziło wreszcie do poważnego ukrócenia korupcji. To ma bezpośrednie przełożenie na gospodarkę. Przedsiębiorcy nie muszą już płacić horrendalnego podatku korupcyjnego. Dla gospodarki jest to jak głęboki oddech, który z pewnością przyniósł wzrost o co najmniej jeden procent.

Problemem tego rządu nie jest wcale brak spojrzenia w przód. Pracują w nim bowiem chociażby wspaniałe kobiety, świetnie znające się na gospodarce: minister Zyta Gilowska i minister Grażyna Gęsicka. To daje gwarancję, że przechył z "jutra" na "wczoraj" nie okaże się niebezpieczny dla przyszłości gospodarki. Wypada to jednak wyraźnie powiedzieć: ciężar pracy politycznej trzeba w Polsce nareszcie przenieść z przeszłości do przyszłości.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj