"To był tydzień rekordów w Sejmie. Posłowie pracowali zaledwie półtora dnia - naturalnie, tylko ci, którzy w ogóle raczyli zjawić się w pracy" - kpi "Fakt". W środę obrady rozpoczęły się o godzinie 14.00. Bulwarówka naliczyła wtedy w sali obrad czterystu parlamentarzystów. Ale po 40 minutach i krótkim głosowaniu, posłowie zerwali się z krzeseł - relacjonuje tabloid.
Według bulwarówki, około 150 posłów powinno wybrać się w tym czasie na posiedzenia sejmowych komisji. A reszta? "Zakotwiczyła się w palarniach, restauracjach lub w hotelu sejmowym. A dla niektórych dzień pracy w ogóle się zakończył" - twierdzi "Fakt".