Każdy zapytany poseł o pracę, nawet się nie zająknie, opowiadając, jak wiele czasu poświęca najważniejszym sprawom dla Polaków. Ale gdy przyjrzeć się bliżej Sejmowi, czar pryska. Sala obrad to 460 miejsc. Ale trudno naliczyć więcej niż kilkunastu posłów już godzinę po starcie posiedzenia.
"To był tydzień rekordów w Sejmie. Posłowie pracowali zaledwie półtora dnia - naturalnie, tylko ci, którzy w ogóle raczyli zjawić się w pracy" - kpi "Fakt". W środę obrady rozpoczęły się o godzinie 14.00. Bulwarówka naliczyła wtedy w sali obrad czterystu parlamentarzystów. Ale po 40 minutach i krótkim głosowaniu, posłowie zerwali się z krzeseł - relacjonuje tabloid.
Według bulwarówki, około 150 posłów powinno wybrać się w tym czasie na posiedzenia sejmowych komisji. A reszta? "Zakotwiczyła się w palarniach, restauracjach lub w hotelu sejmowym. A dla niektórych dzień pracy w ogóle się zakończył" - twierdzi "Fakt".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl