Sprawę opisuje Onet.pl. Wyszukiwarka po wpisaniu zapytania "kłamca" zwraca, jako pierwszy, link do informacji o polskim premierze zamieszczonej w internetowej encyklopedii Wikipedia. Wśród pierwszych odnośników można jeszcze znaleźć inne prowadzące do witryn piszących o Donaldzie Tusku, w tym oficjalną stronę Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Reklama

Jak to możliwe? Sprawa jest skomplikowana dla osoby nie znającej się głębiej na funkcjonowaniu internetu.

"W ten sposób można wypozycjonować stronę nie mając do niej dostępu. Nie są potrzebne żadne włamania. Wystarczy właściwe podlinkowanie strony, czyli umieszczenie w linku prowadzącym do interesującej nas strony słowa kluczowego. Jeśli będzie ich odpowiednio dużo albo w odpowiednich miejscach, np. poprzez czołowe portale albo strony tematyczne, to osiągniemy zamierzony skutek" - wyjaśnia w Onet.pl Bartłomiej Zobek z firmy Eurobrand zajmującej się szkoleniami z zakresu pozycjonowania.

Specjalista dodaje, że odpowiedzialność za to jest tak bardzo rozproszona, że nie sposób znaleźć winnych.

Do tej pory jednym z najbardziej znanych "dowcipów" tego typu było spozycjonowanie witryn z nazwiskiem Andrzeja Leppera. Tylko w przypadku szefa Samoobrony, w Google trzeba było wpisać słowo "kretyn".