Posłanka Jolanta Szymanek-Deresz z LiD nie musi się obawiać drogówki, nawet jeśli łamie przepisy. "Fakt" podejrzał, jak policjanci tłumaczą się posłance z zatrzymania jej samochodu. "Nie dość, że nie wlepili mandatu, to jeszcze nie wpisali interwencji do swoich akt" - podaje gazeta.
I to mimo że samochód terenowy, którym jechała posłanka, za szybko pędził po Wisłostradzie, łamiąc przepisy. Funkcjonariusze drogówki zatrzymali go więc i porozmawiali z kierowcą - mężem Szymanek-Deresz.
Mundurowi poprosili o dokumenty. "Wtedy jednak do akcji wkroczyła pasażerka samochodu. Zdecydowanym tonem powiedziała coś do policjantów" - opisuje "Fakt".
Ci wysłuchali posłankę i odjechali, nie wlepiwszy mandatu. Do tego okazało się, że interwencja policji nie została odnotowana w policyjnych aktach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz