Minister pracy Anna Kalata robi wszystko, by zachęcić do pracy w Polsce obcokrajowców. Aby to się udało, urzędnicy Kalaty chcą zagwarantować robotnikom z Białorusi, Ukrainy czy Chin zarobki, jakich nie ma wielu Polaków.
Minimalna płaca w Polsce to 936 zł brutto. To niewiele, zwłaszcza że po potrąceniu składek na ubezpieczenie i podatku zostaje zaledwie 675 zł na rękę.
"Jak za to utrzymać rodzinę? Dom?" - głowi się w rozmowie z "Faktem" Krzysztof Wieczorek, pracownik budowlany z Łomży.
Ale minister Kalata bardziej przejmuje się tym, że za taką pensję cudzoziemcy - zwłaszcza Białorusini czy Ukraińcy - nie chcą w Polsce wcale pracować. Dlaczego? Bo im się to... nie opłaca. "Cudzoziemiec musi przecież mieć pieniądze na podróż, wizy i jeszcze musi z czegoś żyć" - mówi Marcin Kulinicz z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. "Dlatego, by praca w Polsce im się opłacała, powinni zarabiać tu więcej. Gdyby pracodawca musiał oferować na przykład 1200 zł brutto (ok. 900 zł na rękę), to na pewno łatwiej znalazłby pracownika z zagranicy" - dodaje.
I właśnie w taki sposób ministerstwo chce zachęcić obcokrajowców do pracy przy zbiorze owoców, czy w budownictwie w Polsce. Przypilnować pracodawców, by Białorusinów, Ukraińców, a nawet Chińczyków godziwie wynagradzał - pisze "Fakt".
Pomysł minister Kalaty nie podoba się ekonomistom. "Pracodawcy powinni sami decydować, ile płacić. I sami oceniać, ile warci są jego pracownicy. Poza tym w Polsce to cudzoziemcy powinni z nami konkurować i udowadniać, że są lepsi" - mówi Jan Fijor z Centrum im. Adama Smitha.
Ale minister Kalata bardziej przejmuje się tym, że za taką pensję cudzoziemcy - zwłaszcza Białorusini czy Ukraińcy - nie chcą w Polsce wcale pracować. Dlaczego? Bo im się to... nie opłaca. "Cudzoziemiec musi przecież mieć pieniądze na podróż, wizy i jeszcze musi z czegoś żyć" - mówi Marcin Kulinicz z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. "Dlatego, by praca w Polsce im się opłacała, powinni zarabiać tu więcej. Gdyby pracodawca musiał oferować na przykład 1200 zł brutto (ok. 900 zł na rękę), to na pewno łatwiej znalazłby pracownika z zagranicy" - dodaje.
I właśnie w taki sposób ministerstwo chce zachęcić obcokrajowców do pracy przy zbiorze owoców, czy w budownictwie w Polsce. Przypilnować pracodawców, by Białorusinów, Ukraińców, a nawet Chińczyków godziwie wynagradzał - pisze "Fakt".
Pomysł minister Kalaty nie podoba się ekonomistom. "Pracodawcy powinni sami decydować, ile płacić. I sami oceniać, ile warci są jego pracownicy. Poza tym w Polsce to cudzoziemcy powinni z nami konkurować i udowadniać, że są lepsi" - mówi Jan Fijor z Centrum im. Adama Smitha.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|