Prawo i Sprawiedliwość zorganizowało w środę w Sejmie konferencję ekspercką na temat 20 lat funkcjonowania traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 roku. Znajdują się w nim zapisy mówiące m.in. o rozwoju kontaktów polsko-niemieckich na płaszczyźnie politycznej, kulturowej i gospodarczej oraz o współpracy pomiędzy polską a niemiecką młodzieżą.

"Traktat sprawił, że sytuacja mniejszości niemieckiej w Polsce i mniejszości polskiej w Niemczech jest asymetryczna" - powiedział szef klubu PiS Mariusz Błaszczak na konferencji prasowej zorganizowanej przed rozpoczęciem obrad. Jak dodał, nie może być tak, że Polacy w Niemczech nie mają statusu mniejszości narodowej, podczas gdy mniejszość niemiecka w Polsce funkcjonuje i otrzymuje pomoc finansową.

Art. 20 traktatu z 1991 roku mówi o prawach "członków mniejszości niemieckiej w Rzeczypospolitej Polskiej", których definiuje jako "osoby posiadające polskie obywatelstwo, które są niemieckiego pochodzenia albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji niemieckiej" oraz "osób w Republice Federalnej Niemiec, posiadających niemieckie obywatelstwo, które są polskiego pochodzenia albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji polskiej".

"Środowisko polityczne tworzące PiS od wielu lat wskazywało na potrzebę zrównoważenia pozycji stron w traktacie" - napisał w wydanym w środę specjalnym oświadczeniu z okazji 20-lecia traktatu, prezes PiS Jarosław Kaczyński.

"Asymetrię dostrzegaliśmy przede wszystkim w statusie prawnym i wsparciu, jakie uzyskiwały mniejszość niemiecka na terenie Polski i mniejszość polska na terenie Republiki Federalnej Niemiec" - podkreślił J. Kaczyński.

Politycy PiS skrytykowali też podpisane w niedzielę przez przedstawicieli obu krajów Wspólne Oświadczenie Okrągłego Stołu. Jeden z jego punktów mówi o powołaniu "pełnomocników ds. mniejszości narodowych i etnicznych w województwach (w których jeszcze ich brak), do kompetencji których należeć będą sprawy mniejszości niemieckiej w Polsce".


W swoim oświadczeniu prezes PiS za "skandaliczne" uznał zawarcie w treści porozumienia postanowień "odnoszących się do postępowania władz Polski wobec zamieszkujących nasze terytorium (innych niż niemiecka) mniejszości narodowych i grup etnicznych".

Również Błaszczak skrytykował ten zapis. W jego opinii może on prowadzić do "wykreowania mniejszości nieistniejących". Zaznaczył, że mówi to "w kontekście tzw. narodowości śląskiej". "Zarówno Sąd Najwyższy, jak i Trybunał w Strasburgu przyznał, że takiej mniejszości nie ma" - podkreślił szef klubu PiS.

Ponadto - według Błaszczaka - strona polska zrezygnowała w oświadczeniu "z ubiegania się o status polskiej mniejszości" dla zamieszkałych w Niemczech Polaków.

"To, co zostało podpisane i odtrąbione w Polsce jako wielki sukces polskiej dyplomacji, tak naprawdę jest wypadkową tej polityki, która jest prowadzona przez premiera Donalda Tuska i ministra Radosława Sikorskiego: milczenia i niepodejmowania żadnych trudnych tematów w relacji z Niemcami" - ocenił z kolei europoseł PiS Tomasz Poręba.

Wspólne Oświadczenie Okrągłego Stołu zakłada także m.in. utworzenie Centrum Dokumentacji Kultury i Historii Polaków w Niemczech i biura w Berlinie, które będzie reprezentować interesy wszystkich polskich organizacji w Niemczech. Zapowiada też działania na rzec mniejszości niemieckiej w Polsce - strona polska zobowiązała się np. do dokonania "analizy naukowej niedemokratycznych praktyk PRL wobec obywateli polskich narodowości niemieckiej i bezpaństwowców tej narodowości w okresie władzy komunistycznej".

Na środowej konferencji Błaszczak nawiązał ponadto do przyjętej w piątek przez Bundestag uchwały podsumowującej 20 lat stosunków polsko-niemieckich, w której m.in. wyraził on wolę rehabilitacji działaczy przedwojennej mniejszości polskiej w Niemczech i opowiedział się za większym wsparciem dla niemieckiej Polonii.


Błaszczak ocenił, że pozytywny wydźwięk tej uchwały burzą sformułowania o "wypędzonych", które się w niej znalazły. W dokumencie zapisano m.in., że "wypędzeni ze stron ojczystych angażowali się w pielęgnowanie wspólnego dziedzictwa kulturowego i nawiązywali kontakty z Polską".

W trakcie konferencji eksperckiej dziennikarz akredytowany w Niemczech Piotr Cywiński wskazywał na "sentymentalizm", "poklepywactwo", "indolencję" oraz nieprzygotowanie merytoryczne większości polskiej klasy politycznej ws. relacji polsko-niemieckich. "Niestety nasi politycy mają poglądy, nie mając wiedzy" - ubolewał.

"Niemcy jak każdy kraj mają prawo do obrony swoich interesów i do walki o nie. Nie chodzi o to, żebyśmy ich ciągle potrącali, że o nie walczą. Chodzi (o to), żebyśmy potrafili reprezentować swoje interesy w skuteczny sposób. Z tym niestety nie jest najlepiej" - ocenił.

Prof. Klaus Ziemer mówił natomiast o dziedzinach, które powinny być przedmiotem polsko-niemieckich stosunków w najbliższych latach. Wymienił wśród nich m.in. ożywienie Trójkąta Weimarskiego, budowę i wzmacnianie Partnerstwa Wschodniego, współdziałanie wojska obu krajów w Afganistanie, współpracę przy ustalaniu europejskiej i międzynarodowej polityki klimatycznej oraz integrację Polski z europejskimi sieciami energetycznymi.

Adwokat Stefan Hambura powiedział z kolei, że o trudnej sytuacji Polaków w Niemczech mówi się o dwadzieścia lat za późno. "Cieszymy się z tego, co de facto 20 lat temu zostało zapisane i od 20 lat powinno być na co dzień wprowadzane w życie, a tak nie było" - zaznaczył. Zwrócił również uwagę, że należy przeznaczyć większe środki na stowarzyszenia zajmujące się nauczaniem języka polskiego w Niemczech.

Uczestnicy konferencji dowodzili ponadto, że polska dyplomacja w niewystarczający sposób sygnalizowała o zagrożeniach dla środowiska, jakie niesie ze sobą Gazociąg Północny.

"Niemcy poparli inwestycję wymarzoną w Moskwie wiedząc, co czynią (...) Niemcy wykazały daleko idące lekceważenie wobec sąsiadów. Ta rura będzie pomnikiem niemieckiej arogancji nad Bałtykiem. Zapisy traktatowe, litera traktatu nie zostały złamane. Podważony został duch traktatu" - podkreślił wiceminister gospodarki w rządzie PiS Piotr Naimski.