W kampanii wyborczej liderzy przejmującej dziś rządy Platformy Obywatelskiej odwoływali się wielokrotnie do irlandzkiego cudu gospodarczego i zapowiadali chęć jego powtórzenia w Polsce. Przyznam, że przykład Irlandii jest rzeczywiście w warunkach polskich bardzo inspirujący. Nie tylko jednak ze względu na imponujący stan irlandzkiej gospodarki, lecz także poprzez sposób, w jaki Irlandia osiągnęła tak wielki sukces.
Stało się tak przede wszystkim dlatego, że w Irlandii doszło w latach 80. do szerokiego kompromisu pomiędzy głównymi partiami politycznymi, związkami zawodowymi i organizacjami pracodawców. Kompromis ten dotyczył całego pakietu reform społecznych i ekonomicznych opartych przede wszystkim na racjonalnym i efektywnym wykorzystaniu możliwości, które dawało członkostwo w Unii Europejskiej. Podjęte wówczas decyzje nie były potem kwestionowane przez długie lata. Dotyczyły reformy finansów publicznych, edukacji, rozwoju infrastruktury i sposobów wykorzystania środków płynących z Unii. To właśnie ówczesnej powszechnej zgodzie co do strategicznych kierunków reform Irlandia zawdzięcza swoje dzisiejsze osiągnięcia.
Dziś takiego irlandzkiego cudu - politycznego konsensusu co do reform modernizujących kraj - potrzebuje także Polska. Przez całe lata korzystać będziemy ze środków płynących z Unii Europejskiej i z polskiego wzrostu gospodarczego. By tych środków nie przejeść - tak jak zrobili to Grecy, lecz rozsądnie je zainwestować i obrócić w rzeczywistą siłę naszej gospodarki - tak jak się udało Irlandczykom - musimy i my porozumieć się co do tego, w jakim kierunku będzie zmierzać nasz kraj przez najbliższy czas. Nie tylko przez 4 lata obecnej kadencji parlamentarnej, lecz także za lat pięć czy dziesięć.
Jeżeli dziś nie ustalimy priorytetów polskiego rozwoju, w przyszłości możemy mieć mniejszy potencjał. Już dziś Unia Europejska zastanawia się nad przesunięciem środków ze wspólnej polityki rolnej czy polityki spójności - których jesteśmy głównym beneficjentem - na obszar badań i rozwoju czy rewitalizacji miast - na czym zyskałyby kraje starej Unii.
Dlatego więc musimy podjąć strategiczne decyzje i wyłączyć z bieżącej walki politycznej sprawy kluczowe dla przyszłości Polski. Na zasadzie kompromisu między rządzącą PO a opozycyjnym PiS powinny być tworzone prawne ramy dla gospodarczego i społecznego rozwoju. Właśnie dlatego, że PiS i PO różnią się w wielu gospodarczych kwestiach, takie porozumienie ma sens. Jeśli bowiem zostanie zawarte, będzie to szansa na zrównoważenie liberalnych i socjalnych postaw obu partii, a zarazem na przetrwanie tego kompromisu przez długi czas.
Wydaje mi się, że można wyliczyć siedem zasadniczych kwestii, w których powinno zostać wypracowane wspólne stanowisko najważniejszych polskich sił politycznych. Pozwoliłoby to stworzyć ramy planu strategicznego rozwoju Polski na długie lata.
Po pierwsze - powinniśmy osiągnąć porozumienie dotyczące wykorzystania środków, które zostały przyznane nam przez Unię tuż po akcesji - na lata 2004 - 2006. Choć ten okres już minął, środki te wciąż są rozliczane, a finansowane z nich projekty często są jeszcze nieukończone. Istotne jest to, by zostały dokończone, by nie zostały zmienione ich założenia. By rząd nie wycofywał się z niektórych zobowiązań - zwłaszcza dotyczących inwestycji drogowych.
Po drugie - powinniśmy utrzymać projekty wynegocjowane już w ramach perspektywy budżetowej 2007 - 2013. Tu również nie powinniśmy się cofać i kwestionować podjętych już ustaleń. Oznaczałoby to wdanie się w nowe negocjacje i kolejną stratę czasu.
Po trzecie - należy zmierzać do uelastycznienia rozliczania wieloletnich projektów unijnych - ułatwi to i przyspieszy ich realizowanie przez samorządy.
Po czwarte - powinniśmy zastanowić się nad przygotowaniem pakietu ułatwień inwestycyjnych. Dziś, gdy spieramy się o Rospudę, robimy to także dlatego, że przygotowanie nowej trasy zajęłoby wiele lat. Jeżeli udało nam się więc przygotować specjalną ustawę skracającą przygotowania do inwestycji związanych z Euro 2012, to dlaczego nie zrobić tego z budownictwem drogowym lub mieszkaniowym? I skrócić etapy przygotowawcze takich inwestycji z obecnych nawet 8 lat - do roku lub dwóch.
Po piąte - musimy zwiększyć nakłady na edukację i sektor badawczy. Nie chodzi jednak tylko o nakłady budżetowe. Polskie firmy niemal nie inwestują w projekty badawcze - wszak mogą się one zwracać dopiero po ok. 10 latach. Warto więc pomyśleć na przykład o ulgach podatkowych dla firm inwestujących w badania o charakterze rozwojowym.
Po szóste - musimy się przygotować do dyskusji w kwestii budżetu Unii Europejskiej na lata 2014 - 2020. Istnieją bowiem pokusy, by zmienić politykę finansową Unii na znacznie mniej korzystną dla nowych państw członkowskich - w tym Polski.
Po siódme wreszcie - czas zacząć prace nad przygotowaniem się do prezydencji Polski w UE w roku 2011. To wtedy będą się decydować m.in. kwestie związane z nowym budżetem Unii. Dlatego musimy wspólnie przygotować listę priorytetów do zrealizowania w trakcie naszej prezydencji.
Przedmiotem kompromisu między stroną rządzącą a opozycją w Polsce powinny stać się więc dziś dwa obszary spraw. Z jednej strony strategiczne reformy wewnętrzne pozwalające na rzeczywistą modernizację naszej gospodarki i z drugiej - relacje z Unią Europejską.
To kwestie, w których nie da się wiele osiągnąć bez szerokiego zaplecza politycznego - dlatego dwie największe siły polityczne w Polsce powinny w nich dążyć do porozumienia i konsensusu. Chodzi o decyzje długoterminowe - podjęcie ich dziś oznacza wytyczenie kierunku zmian w Polsce na długie lata. Dopiero wtedy zaś zobaczymy wymierne, namacalne efekty tych zmian. Przybliżmy ten moment. Nie traćmy czasu i próbujmy się porozumieć już teraz.