7 września prezydent Lech Kaczyński na prośbę premiera zdymisjonował 16 członków rządu. Tych, których odwołania PO domagała się od lipca. W ten sposób bracia Kaczyńscy uchronili ministrów przed kilkugodzinną morderczą debatą w sprawie wotum nieufności.
Gdy zagrożenie minęło, prezydent ministrów powołał ponownie. Objęli teki po kilku dniach. Ale ta krótka przerwa wystarczyła, by stracili ciągłość pracy. I odchodząc z rządu, zamiast trzymiesięcznego wyrównania, dostaną tylko miesięczne.
Średnia pensja ministerialna brutto to kilkanaście tysięcy złotych (około 12 tysiące złotych podstawowej pensji plus dodatki za wysługę lat, funkcyjne i premie). Oznacza to, że ten manewr Kaczyńskiego pozbawił ministrów co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Ale samego Kaczyńskiego już nie - prezydent go nie odwoływał, bo premiera nie było we wniosku PO. Przez trzy miesiące będzie zatem dostawał różnicę między swoją premierowską pensją a wynagrodzeniem posła.