: Ten traktat wynegocjował poprzedni premier a podpisał go obecny prezydent, premier i ja. To zobowiązuje. Przede wszystkim jednak jest w tym dokumencie wiele rzeczy,
które uważamy za pożyteczne dla Polski. Wymienię tylko jedną: dzięki powołaniu ministra spraw zagranicznych i unijnej służby dyplomatycznej UE, która jest największą gospodarką świata,
zacznie też odgrywać większą rolę w międzynarodowej grze politycznej. Bardzo zachęciło nas doświadczenie ze zniesieniem embarga na eksport polskich produktów żywnościowych do Rosji. To
był test solidarności europejskiej, także z nowymi członkami Unii, który Bruksela zdała. To stwarza precedens do skutecznej obrony interesów europejskich także w innych sprawach, jak import
nośników energii. Bez traktatu lizbońskiego będzie jednak o to dużo trudniej.
Nie ma mowy o zmuszaniu. To sama Irlandia musi określić, co chce w tej sprawie zrobić. Spodziewamy się, że rząd w Dublinie po pewnym okresie refleksji, po analizie przyczyn decyzji
Irlandczyków, sam nam powie, czy to jest decyzja ostateczna, czy nie. Jakakolwiek by nie była, uszanujemy ją.
.
Rozróżnijmy terminy. Unię o różnych prędkościach mamy już dziś. Bo przecież niektórzy są w strefie Schengen a inni nie, niektórzy są we wspólnej polityce zagranicznej i obronnej, inni
nie, niektórzy są w strefie euro, inni nie. My w tej ostatniej chcemy być, ale jeszcze nie jesteśmy. Jeśli więc ktoś mówi o Europie dwóch prędkości, mam nadzieję, że nie ma na myśli
drugiej Komisji Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego, bo to jest zupełnie nierealne.
.
Ale my idziemy do przodu, przystępując do Schengen, do wspólnej polityki zagranicznej i obronnej i przyjmując bardzo zdyscyplinowaną ścieżkę wypełnienia kryteriów budżetowych
pozwalających przystąpić do euro. W każdej organizacji, wręcz w każdym zbiorowisku ludzkim, jest grupa inicjatywna i my chcemy w tym uczestniczyć. Najlepszym tego przedsmakiem jest powrót
Polski do Trójkąta Weimarskiego, na którego spotkaniu w Paryżu mieliśmy dogłębną dyskusję o przyszłości Unii. Jesteśmy też gotowi podjąć złożoną kilka dni temu przez prezydenta
Francji inicjatywę rozwijania europejskiej polityki obronnej.
Polska chce być w głównym nurcie Unii, a najlepiej w tym gronie, które ma największy wpływ na jej przyszłość. Starałem się w moim expose sejmowym zdefiniować nasz interes narodowy jako
działanie na rzecz możliwie dużego wpływu Polski na całą Unię.
Prezydent zapowiedział, że traktat podpisze. Ale wiemy, że ma z tym kłopot polityczny. Spoczywa na nim ogromna odpowiedzialność. Ten problem będzie z pewnością przedmiotem rozmów premiera i
moich z prezydentem. Szkoda zresztą, że nie doszło do takich konsultacji przed naszym przylotem do Brukseli. Zapewniam, że nie było to z powodu braku woli premiera.
Decyzja Brytyjczyków jest bardzo znacząca. Dziś, w dniu unijnego szczytu, pod traktatem ma złożyć swój podpis królowa Elżbieta II.
Rzeczywiście powinniśmy teraz dokonać pewnego rachunku sumienia. I przestrzegałbym kolegów polityków przed wypowiedziami, które mogłyby spotęgować u Irlandczyków wrażenie, że politycy
europejscy nie słuchają, co się do nich mówi. Europa potrzebuje dozy zdrowego populizmu. Faktem jest, że traktaty oraz decyzje europejskie stały się bardzo techniczne i trudne do zrozumienia.
Referendum irlandzkie jest dla nas sygnałem, że trzeba nakreślić prostszą, bardziej zrozumiałą wizję tego, dokąd ma zmierzać Europa.
Solidaryzuje się z tym, co kiedyś powiedział Tony Blair: Unia nie powinna być superpaństem, ale powinna być superpotęgą. Jesteśmy największą gospodarką na świecie, razem jest nam
łatwiej realizować wspólne interesy i tam, gdzie w integracji jest wartość dodana dla każdego społeczeństwa, tam tej integracji warto dokonywać. Ale pewne rzeczy powinny być na zawsze
zawarowane dla państw członkowskich.
* Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych