Piebiak równolegle wniósł do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu Lubnauer w związku z tą sprawą - podał w środę portal.

Pozew za "kreaturę" i nie tylko

Sędzia Piebiak oskarżył Lubnauer, że 2 lutego 2021 r. w publicznej wypowiedzi, która wyemitował portal tvn24.pl pomówiła go o to, że był jednym ze współautorów "hasła na w" w stosunku do byłej I prezes SN Małgorzaty Gersdorf oraz mówiła o nim, że jest to "straszna kreatura", "obrzydliwy człowiek" oraz "bohater afery hejterskiej".

Reklama

Według wiceministra te pomówienia ze strony Lubnauer są przestępstwem, ponieważ mogą poniżyć go w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do pełnienia urzędu sędziego.

Wniosek o uchylenie immunitetu

Żeby doszło do procesu, Sejm musi uchylić posłance immunitet. Dlatego Piebiak skierował do Sejmu wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie jej do odpowiedzialności karnej.

Portal przypomina, że chodzi o sprawę tzw. farmy trolli w resorcie sprawiedliwości, która rzekomo miała reagować na protesty przeciw zmianom w sądownictwie. W sierpniu 2019 r. po doniesieniach w tej sprawie Piebiak podał się do dymisji i odszedł ze stanowiska wiceministra.

Piebiak: Każdy, kto będzie mnie pomawiał, może spodziewać się reakcji

Reklama

- Każdy, kto będzie mnie pomawiał czy wyzywał publicznie, może się spodziewać takiej reakcji - tak prywatny akt oskarżenia przeciw posłance Katarzynie Lubnauer komentuje sędzia Łukasz Piebiak. Były wiceszef MS podkreśla, że nie uczestniczył w akcji oczerniania sędziów, a "aferę hejterską" uważa za wykreowaną przez media.

- Pani Katarzyna Lubnauer pełni zaszczytną funkcję posła na Sejm RP. To oznacza, że powinna cechować się kulturą wypowiedzi. Wypowiedź dotycząca mnie była ewidentnie obraźliwa, niesprawiedliwa i napastliwa. Nie uszłaby osobie bez żadnego wykształcenia i obycia, pijakowi spod budki z piwem nie przystoi, a mówimy tutaj o osobie wykształconej, reprezentującej swoich wyborców, wypowiadającej się w Sejmie. Obrażanie innych jest nieakceptowalne w każdym kręgu kulturowym. To język, którego nie powinno się używać w debacie publicznej. Kojarzy mi się z wulgaryzmami, jakie padają na marszach kobiet - powiedział o akcie PAP Piebiak.

Jak tłumaczył, nie zamierza tego rodzaju sformułowań tolerować. - Nie zasłużyłem sobie na to. Jeżeli tego rodzaju wypowiedzi nie wyczerpują znamion przestępstwa określonego w art. 212 par. 2 Kodeksu karnego, to właściwe jakie wypowiedzi miałyby być penalizowane? - dodał.

- Z tych przyczyn złożyłem prywatny akt oskarżenia, a ponieważ pani Lubnauer jest posłanką, to postępowanie karne może się toczyć wobec niej wtedy, kiedy uchylony zostanie jej immunitet. Liczę na to, że każdy, kto to usłyszał, w tym posłowie, którzy będą decydowali o tym, czy uchylić swojej koleżance immunitet czy nie, zapoznawszy się z tą wypowiedzią, nie będą mieli wątpliwości, że proces karny powinien się toczyć przeciwko tej pani - podkreślił.

Sędzia zapowiedział ponadto: Każdy, kto będzie mnie pomawiał czy wyzywał publicznie, może się spodziewać dokładnie takiej samej reakcji. Jestem i będę w tym zakresie konsekwentny i niezależnie od tego, kto będzie mnie pomawiać publicznie. Będę na to reagował konsekwentnie i bezwzględnie, również po to, aby zniechęcić kogokolwiek do prowadzenia debaty publicznej poprzez rzucanie obelg i inwektyw.

Pozew przeciw Scheuring-Wielgus

- Zwracam uwagę, że od przeszło pół roku w sądzie znajduje się prywatny akt oskarżenia przeciw Joannie Scheuring-Wielgus, a w Sejmie wniosek o uchylenie tej pani poseł immunitetu. W tym przypadku pani poseł też pozwoliła sobie obrażać mnie z trybuny sejmowej, twierdząc, że byłem głową układu, którego celem miało być poszukiwanie haków na sędziów i prokuratorów, oczywiście również nie mając żadnych dowodów na poparcie tych rewelacji - wyjaśnił.

Zapytany też został o kierowane w jego stronę zarzuty dotyczące tzw. farmy trolii w resorcie sprawiedliwości, o której pisał portal Onet wtedy, gdy Piebiak był wiceministrem. Piebiak zrezygnował z tej funkcji 20 sierpnia 2019 r. po publikacji portalu. Onet opisał w niej kontakt, jaki ówczesny wiceszef MS miał utrzymywać z kobietą o imieniu Emilia. Kobieta miała prowadzić akcje dyskredytujące niektórych sędziów. Miało się to odbywać za wiedzą wiceministra.

- Co najmniej od roku, odkąd zdecydowałem się skomentować rewelacje Onetu, mówię, że ta cała afera jest aferą medialną, wykreowaną przez określony krąg mediów, które można nazwać obcymi mediami polskojęzycznymi - odpowiedział sędzia.

- Zaprzeczam, bym był członkiem jakiejś grupy czy tym bardziej osobą, którą organizowała proceder oczerniania kogokolwiek, w tym sędziów - zapewnił sędzia. Jak dodał, wytoczył w tej sprawie procesy cywilne i złożył prywatne akty oskarżenia także przeciwko dziennikarce, autorce tekstu Onetu. - Około 2 tygodni temu sąd udzielił mi w tym procesie zabezpieczenia, nakazując opatrzenie tego tekstu wzmianką, że toczy się postępowanie przeciwko wydawcy i dziennikarzowi. Postanowienie sądu nie zostało wykonane, więc w ostatni piątek złożyłem wniosek o przymuszenie koncernu Ringier Axel Springer do umieszczenia tej adnotacji - wskazał.

- Zainicjowałem szereg postępowań w związku z bezpodstawnymi zarzutami dotyczącymi tej całej pseudoafery hejterskiej. Sądy udzielają mi zabezpieczeń nie z sympatii, tylko dlatego, że uznają moje roszczenia za wysoce prawdopodobne. Nic w tym dziwnego skoro Ci, którzy zarzucają mi udział w aferze hejterskiej, nie są w stanie przedstawić żadnych dowodów. Mają tylko wytworzone przez nieustalone osoby materiały wyglądające jak zrzuty z ekranów telefonicznych, a jedyny prawdziwy dowód, jakim dysponują, czyli świadek, słynna "Emi", czyli Emilia Szmydt, zapadła się pod ziemię. Ja i inni sędziowie, którzy zostali w tę aferę wmanewrowani, zaprzeczaliśmy, zaprzeczamy i będziemy zaprzeczać, że coś takiego miało miejsce, a jeżeli ktoś twierdzi inaczej, to niech swoje twierdzenia udowodni albo niech oczekuje na pozwy i prywatne akty oskarżenia. Tego nie wolno tolerować - powiedział Piebiak.