PAP: Jesteśmy w przededniu rocznicy katastrofy samolotowej pod Smoleńskiem. Czy pana zdaniem są szanse na zniwelowanie podziałów w społeczeństwie związanych z tą tragedią?

Reklama

Aleksander Kwaśniewski: Rocznica powinna być obchodzona godnie, w zgodzie, jednak moim zdaniem będzie to kolejna manifestacja politycznych różnic. Przez ten rok wyczerpaliśmy się emocjonalnie. Uczciwy Polak, który nie chce patrzeć na katastrofę w kontekście politycznym, nie ma już łez, które mógłby wypłakać. Rozumiem stanowisko tych rodzin ofiar, które nie chcą uczestniczyć w niektórych uroczystościach, wyłączają telewizor, bo to jest ciągłe trwanie w tym dramatycznym wydarzeniu, które tak mocno przeżyli i te emocje mają swoje granice.

PAP: Jak Pana zdaniem powinny wyglądać uroczystości rocznicowe?

Aleksander Kwaśniewski: Powinna być jedna uroczystość pod patronatem najwyższych władz państwowych, na którą wszyscy by przybyli. Mogłaby się ona składać z części państwowej, religijnej, artystycznej i odbyć się w Warszawie. Potem rodziny ofiar powinny obchodzić rocznicę tak, jak uważają. Bez kamer, bez transmisji. Wiemy już, że tak nie będzie. Uważam, że uroczystości powinny być organizowane przy założeniu, że chcemy się porozumieć i składamy hołd ofiarom. Dziś dominuje dyskusja, czy państwo polskie istnieje, czy był to zamach, czy katastrofa, czy pomnik ma stanąć, czy nie, czyje racje mają być na wierzchu.

PAP: Jaki jest cel takiej dyskusji?

Aleksander Kwaśniewski: Normalne jest to, że ludzie się dzielą, demokracja najlepiej organizuje zróżnicowanie postaw. Nie wolno natomiast doprowadzić do podziałów, sprawiających, że różnice przypominają nie rowy, a kaniony, których nie da się ani przeskoczyć, ani przejechać. Mamy do czynienia z dwiema różnymi wizjami, które są całkowicie sprzeczne i konfrontacyjne.

PiS zakłada, że katastrofa smoleńska pokazała, że państwo polskie nie istnieje - jest to fałszywa i nieuprawniona teza. Natomiast powiedzenie, że katastrofa dowiodła, że w wielu elementach tego państwa mamy bałagan, nieprzestrzeganie procedur, to jest prawda. Od tego rodzaju słabości żadne państwo nie jest wolne. Jeżeli w wizję mówiącą, że państwa polskiego nie ma, uwierzy 25 proc. Polaków, to będzie ich bardzo trudno włączyć do konstruktywnego działania, znaleźć choćby nić porozumienia ponad partyjnymi podziałami.

Rozmawiali: Paweł Rozwód, Stanisław Karnacewicz

Reklama