Dziennik.pl logo

Niemcy skręcają w prawo? Dr Skóra: AfD świetnie mobilizuje nowych wyborców [ROZMOWA]

dzisiaj, 16:43
[aktualizacja dzisiaj, 20:58]
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Niemcy skręcają w prawo? Eksperta: To nie jest już tylko głos protestu
Niemcy skręcają w prawo? Eksperta: To nie jest już tylko głos protestu/Inne
Niemiecka scena polityczna wysyła coraz bardziej wyraźne sygnały zmian. AfD odniosła mocne zwycięstwo w Meklemburgii-Pomorzu Przednim oraz w Saksonii Anhalt, podczas gdy w Berlinie wyborcy postawili na Lewicę. Czy wyniki te są zapowiedzią dalszego przesuwania się Niemiec na prawo, czy raczej dowodem rosnącej frustracji wobec partii głównego nurtu? O przyczynach sukcesu AfD, jej elektoracie i politycznych nastrojach za Odrą rozmawiamy z dr Marią Skórą z Instytutu Polityki Europejskiej w Berlinie.

Aneta Malinowska, Dziennik.pl: Czy zwycięstwo AfD w kolejnym landzie to jedynie wyraz frustracji lokalnego społeczeństwa, czy możemy już mówić o wyraźnym kursie na niemieckiej scenie politycznej? Czy sukcesy AfD są sygnałem ostrzegawczym dla całej Unii Europejskiej przed możliwym zwrotem Niemiec w prawo?

Dr Maria Skóra, socjolożka, doktor nauk ekonomicznych, analityczka na stałe mieszkająca w Berlinie: Myślę, że i tak, i nie. Może zacznę od tego, co przemawia na "tak". Rzeczywiście AfD udało się wygrać wybory w kolejnym landzie. Szczególnie zwycięstwo w Meklemburgii-Pomorzu Przednim jest bardzo mocnym wynikiem i na pewno jest objawem z jednej strony wzrostu popularności skrajnej prawicy, ale też kompletnego kryzysu obecnego rządu. Więc z jednej strony na pewno tak manifestuje się zmiana. Pytanie tylko, czy niemieckie społeczeństwo się radykalizuje, czy raczej jest to znak protestu wobec braku braku sprawczości aktualnej sceny politycznej. Są badania dotyczące tego, kim są wyborcy AfD. Na pewno część z nich jest radykalna, na pewno część jest ekstremistyczna, ale są też ludzie, którzy głosują na AfD w ramach protestu, niekoniecznie utożsamiając się z jej najbardziej radykalnymi pomysłami. Powoduje nimi zmęczenie marazmem w kraju, brak reakcji na artykułowanie problemy: życie stało się trudniejsze i nikt nie ponosi za to politycznej odpowiedzialności. Ta atmosfera utrzymuje się praktycznie od pandemii. Jest też grupa wyborców, którzy opuszczają polityczne centrum i głosują na AfD w ramach swoistej żółtej kartki: „Tak dalej być nie może, coś musi się zmienić”. Czynią to pomimo radykalizmu tej partii, czasem jako symboliczny gest - nie wierząc, że ona wygra i zrealizuje swoje postulaty, a czasem świadomie godząc się na radykalizm za cenę długo wyczekiwanej zmiany.

AM: Czyli część wyborców AfD niekoniecznie identyfikuje się z całym programem partii, ale chce w ten sposób zaprotestować przeciwko obecnej sytuacji?

MS: Zdecydowanie. Co ciekawe, AfD naprawdę świetnie radzi sobie z mobilizowaniem ludzi, którzy wcześniej nie głosowali. Czyli rzeczywiście dociera do nowych wyborców. Ale należy tutaj z całą mocą zaznaczyć, że głosowanie na AfD to nie jest tylko głosowanie na outsidera czy partię protestu. To również głosowanie na partię skrajnie prawicową, która ma w swoim programie różnicowanie społeczeństwa ze względu na pochodzenie etniczne, radykalne pomysły dotyczące migracji czy propozycje dotyczące bardzo daleko idących zmian w funkcjonowaniu państwa.

Jeżeli AfD przejęłaby władzę, pojawia się pytanie, co zrobiłaby w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego czy instytucji demokratycznych, takich jak sądy i media publiczne. To są scenariusze, które możemy sobie przypomnieć z Węgier czy z Polski jeszcze nie tak dawno. Więc pod tym względem jest to z jednej strony sygnał frustracji wyborców, ale z drugiej – ta frustracja przekłada się na przesunięcie sceny politycznej bardzo radykalnie w prawo.

AM: Co stanowi, że nie powinniśmy jeszcze traktować tych wyników jako dowodu na radykalizację całych Niemiec?

MS: Mimo wszystko szczególnie Saksonia-Anhalt i Meklemburgia-Pomorze Przednie to mało zaludnione landy na wschodzie Niemiec. AfD, mimo że coraz lepiej radzi sobie również na zachodzie, jest ciągle nieco bardziej wschodnioniemieckim fenomenem. Są też czynniki, które na poziomie tych krajów federalnych powodują taką frustrację. Na przykład, Saksonia Anhalt to jeden z najbiedniejszych landów, wyraźnie depopulujący się. Od czasów zjednoczenia w latach 90-tych skurczył się około jednej czwartej. Ludzie, którzy tam mieszkali i chcieli wyjechać, w dużej mierze już wyjechali, a na to nakłada się też kryzys demograficzny (spadek urodzeń). Podobną, choć miej dotkliwą stratę odnotowała Meklemburgia.

AM: A jak na poparcie dla AfD wpływa kwestia migracji, która jest jednym z najważniejszych tematów tej partii?

MS: To jest właśnie ciekawe. W Saksonii Anhalt czy Meklemburgii-Pomorzu Przednim prawie nie ma migrantów, stanowią oni poniżej 10 proc. ich populacji, więc cała antyimigracyjna narracja AfD pada na grunt ludzi, którzy z przedstawicielami innych kultur mają stosunkowo niewiele wspólnego. To jest trochę takie straszenie Babą Jagą. Jest to granie na szowinizmie socjalnym, trochę tak jak w Polsce z Ukraińcami: że Ukraińcy wszystko dostają za darmo, podczas gdy rodzimej populacji ciężko się żyje. Co zresztą jest faktem – ceny poszły do góry życie stało się droższe, benzyna poszła do góry. To ma niewiele wspólnego z migracją, raczej z toczącą się w Ukrainie wojną i zerwaniem współpracy z Rosją, w tym importu energii i paliw. Tymczasem, dla wielu osób samochód w tych raczej mało zurbanizowanych regionach to jedyny sposób lokomocji, nie tylko niezależność, ale i możliwość wykonywania swojej pracy, nie wspominając o specyfice pracy rolników.

AM: Czyli AfD potrafi połączyć realne problemy ekonomiczne mieszkańców z narracją antyimigracyjną?

MS: Tak. I właśnie dlatego nie można tego wyniku sprowadzać wyłącznie do kwestii migracji. Jest tam również bardzo dużo frustracji związanej z sytuacją ekonomiczną, poczuciem, że regiony wschodnich Niemiec są zmarginalizowane, z problemami demograficznymi i przekonaniem, że partie głównego nurtu nie odpowiadają na problemy zwykłych ludzi. Jednocześnie trzeba pamiętać, że wynik AfD jest częścią większego procesu, zachodzącego także na zachodzie czy w metropoliach, jak Berlin. Obok lokalnych uwarunkowań, takich jak lęk o utratę miejsc pracy w Meklemburgii czy głód mieszkaniowy w Berlinie, o wynikach trzech regionalnych wyborów zdecydowało też rozczarowanie rządzącą koalicją - przede wszystkim polityką cięć, jak i niechęć do Kanclerza Merza. To wspólny mianownik dla wyborców różnych partii. Widać, że polityczne centrum w Niemczech jest coraz bardziej pod presją, a wyborcy coraz częściej szukają alternatyw zarówno po prawej, jak i po lewej stronie.

AM: W Berlinie wygrała przecież Die Linke (partia lewicowa). Czy ten wynik nie pokazuje, że Niemcy nie przesuwają się po prostu w prawo, ale raczej się politycznie polaryzują?

MS: Wynik Berlina pokazuje, że nie mamy do czynienia z prostym, jednokierunkowym skrętem całych Niemiec w prawo. W jednym miejscu wygrywa AfD, w innym bardzo dobry (choć niższy) wynik osiąga Lewica. To raczej pokazuje kryzys partii głównego nurtu i coraz większe rozchodzenie się oczekiwań wyborców. Ludzie szukają odpowiedzi na swoje problemy poza tradycyjnym centrum politycznym. Dlatego powiedziałabym, że wyniki tych wyborów są przede wszystkim sygnałem ostrzegawczym dla niemieckich partii głównego nurtu: chrześcijańskich demokratów, socjaldemokratów, a także Zielonych. Proponowana przez nich polityka nie odpowiada na potrzeby społeczeństwa, nie przekonuje, nie wzbudza zaufania. W takich warunkach AfD rośnie w siłę, ale jednocześnie rośnie również poparcie dla partii po drugiej stronie sceny politycznej, Die Linke.

AM: Czyli najważniejszym wnioskiem nie jest tylko to, że "Niemcy skręcają w prawo", ale też, że dotychczasowy układ polityczny coraz wyraźniej się rozpada?

MS: Dokładnie. To jest chyba najważniejsza rzecz, którą można z tych wyborów wyciągnąć. Mamy coraz większą frustrację, coraz niższe zaufanie do partii głównego nurtu i coraz większą gotowość wyborców do głosowania na ugrupowania, które wcześniej były postrzegane jako skrajne albo pozostające poza głównym nurtem. AfD jest tutaj bardzo wyraźnym beneficjentem tego procesu. I dlatego jej wyniku nie można już traktować wyłącznie jako jednorazowego protestu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
xy
Aneta Malinowska

Dziennikarka. W mediach od ponad 25 lat. Absolwentka studiów magisterskich na Uniwersytecie Łódzkim oraz podyplomowych na Uczelni Łazarskiego w Warszawie (Łazarski Executive Education). Pracowała m.in. w Polskim Radiu, Superstacji, Wirtualnej Polsce oraz w portalach Tokfm.pl i Gazeta.pl, a także w kilku mniejszych redakcjach radiowych i internetowych. W Dziennik.pl zajmuje się przede wszystkim tematami społeczno-politycznymi.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraNiemcy skręcają w prawo? Dr Skóra: AfD świetnie mobilizuje nowych wyborców [ROZMOWA] »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj