Dziennik Gazeta Prawana logo

"Polska przestała być biednym kuzynem". Dr Skóra: Berlin odetchnął, ale historia wciąż "haczy"

2 marca 2026, 05:29
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
"Polska przestała być biednym kuzynem". Dr Skóra: Berlin odetchnął, ale historia wciąż "haczy"
"Polska przestała być biednym kuzynem". Dr Skóra: Berlin odetchnął, ale historia wciąż "haczy"/Inne
Po latach politycznych zgrzytów relacje polsko-niemieckie wyraźnie się ociepliły. Zmienił się ton, pojawiły się nowe gesty, a wojna w Ukrainie przeorganizowała logikę relacji między Warszawą a Berlinem. Czy jednak za poprawą atmosfery idzie realna zmiana interesów? O tym, co dziś realnie łączy i dzieli oba kraje, rozmawiamy z dr Marią Skórą z Instytutu Polityki Europejskiej w Berlinie.

Aneta Malinowska, Dziennik.pl: Realna zmiana czy tylko reset wizerunkowy? Czy poprawa relacji Polska–Niemcy wynika z głębokiej zmiany interesów, czy raczej ze zmiany stylu komunikacji i nowej sytuacji geopolitycznej?

Dr Maria Skóra, socjolożka, doktor nauk ekonomicznych, analityczka na stałe mieszkająca w Berlinie: Dużo zależy od tego, o jakiej strategii mówimy. Na pewno widać zmianę w relacjach polsko-niemieckich, przynajmniej na poziomie bilateralnym. Było to zauważalne już przy poprzednim rządzie, jeszcze za czasów Olafa Scholza, od momentu gdy w Polsce zmieniła się władza.

Za rządów PiS pojawiła się wyraźna, momentami zajadła, retoryka antyniemiecka. Była ona kierowana głównie do elektoratu w Polsce, ale oczywiście odbiła się szerokim echem także w Niemczech. Niemieccy politycy zdawali sobie sprawę z tego instrumentalnego grania "kartą niemiecką". Zmienił się również sposób komunikowania ze strony PiS, a w niektórych obszarach także konkretnej polityki.

Nie chcę przez to powiedzieć, że wraz z nastaniem rządu Donalda Tuska wszystkie wymiary interesów narodowych stały się nagle spójne z interesami Niemiec. Tak nie jest. Zmienił się jednak styl komunikacji i sposób współistnienia.

Między dwoma dużymi sąsiadami, których łączy ponad 450 kilometrów granicy, nie powinien mieć miejsca trwały konflikt. Ani Niemcy, ani Polacy nie mają wyboru - te relacje trzeba sobie poukładać.

A.M.: Dodatkowo agresja Rosji na Ukrainę i trwający od 4 lata konflikt zbrojny…

M.S.: Tak, to również zmieniło w Niemczech optykę. W dużej mierze zmieniły się też interesy. Bo przecież nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg, a dziś jest on jasno nazwany również w Niemczech - to Rosja.

Do tego doszedł problem ze Stanami Zjednoczonymi i z Trumpem, który wywrócił do góry nogami dotychczasowy porządek i zasady współpracy. Stany stały się mniej przewidywalne, co dla całej Europy jest brutalnym przebudzeniem.

W tym sensie koncepcja geopolityczna niejako wymusza zmianę relacji polsko-niemieckich. W coraz mniej przewidywalnym świecie trzeba je układać tak, by lepiej funkcjonować i realnie wzmacniać współpracę na poziomie europejskim.

Poza tym jest tu też ważny wymiar partyjny. Platforma Obywatelska to siostrzana partia CDU, czyli niemieckich chadeków. Obie formacje zasiadają w tej samej rodzinie politycznej w Parlamencie Europejskim. Sensu largo te relacje zawsze były dobre. Programowo to jedna rodzina, choć oczywiście interesy narodowe i konkretne programy się różnią. Mimo to istnieje przestrzeń do rozmowy i współpracy.

Berlin patrzy na Warszawę inaczej. Czy Polska stała się partnerem pierwszej ligi?

A.M.: Jak dziś Berlin postrzega Warszawę - jako coraz ważniejszego partnera, czy jednak wciąż drugoplanowego?

M.S.: Mam wrażenie, zwłaszcza po konferencji w Monachium dwa tygodnie temu (Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa - Munich Security Conference, MSC – przyp. red.), że Niemcy nadal postrzegają siebie przede wszystkim w ramach tandemu francusko-niemieckiego, tego słynnego francusko-niemieckiego "motoru" Europy.

Oczywiście były gesty w stronę Polski. Merz pierwszego dnia urzędowania poleciał do Paryża i Warszawy, chcąc symbolicznie pokazać, że zarówno partner zachodni, jak i wschodni są równie ważni. Odrodzenie przeżywa Trójkąt Weimarski, trójstronny format dyplomatyczny polsko-niemiecko-francuski. Od niedawna także zapraszane są do niego w formacie "plus" Wielka Brytania i Włochy - jako próba budowania europejskiego sojuszu geopolitycznego, w związku z trwająca wojną w Ukrainie i politycznym zwrotem USA. Mimo to trudno zmienić głęboko zakorzenioną logikę współpracy francusko-niemieckiej. Są ku temu konkretne przesłanki - to Francja jest mocarstwem nuklearnym, ma silną pozycję polityczną i własny potencjał strategiczny.

A.M.: Czy zatem w obecnej sytuacji geopolitycznej Polska ma realną szansę wyjść z tej "drugiej linii" i stać się jednym z kluczowych partnerów Niemiec w Europie?

M.S.: Zmiana postrzegania Polski niewątpliwie jest realna i widoczna, zwłaszcza po agresji Rosji na Ukrainę i po zmianie władzy w Polsce. Polska stała się partnerem bardziej przewidywalnym i wiarygodnym.

To jednak wciąż nie jest relacja równorzędna w takim sensie, jak relacja francusko-niemiecka. Pytanie zresztą, czy powinniśmy tego oczekiwać. Być może nie chodzi o kopiowanie tamtego modelu, ale o wypracowanie własnego.

A.M.: A bezpieczeństwo? Polska mówi dziś językiem "pilności" i odstraszania, Niemcy częściej językiem stabilizacji. Na ile te różnice wynikają z geografii i doświadczeń historycznych, a na ile mogą wpływać na wspólne decyzje np. w NATO?

M.S.: To różnica strategiczna, która w dużej mierze wynika z geografii. Polska jest fizycznie bliżej Rosji i bliżej samej wojny. Konflikt w Ukrainie w zachodnich Niemczech jest praktycznie nieodczuwalny.

Dochodzi do tego różnica doświadczeń historycznych. Polska przez 123 lat walczyła o niepodległość, między innymi z Prusami. Mamy też własne, bardzo konkretne doświadczenie tego, jakim sąsiadem potrafi być Rosja.

Różni się także styl prowadzenia polityki zagranicznej. Niemcy mają w tle silne historyczne doświadczenie odpowiedzialności za II wojnę światową i wynikającą z tego ostrożność. Nie chcą być postrzegani jako państwo, które znów wchodzi na drogę militaryzacji czy konfrontacji. To wciąż jest gdzieś u nich "z tyłu głowy".

W niemieckiej polityce długo dominował paradygmat stabilizacji i unikania eskalacji. Te uwarunkowania geopolityczne i historyczne po obu stronach są różne, ale nie muszą być sprzeczne.

Jednak i tu widać wyraźną zmianę. Niemcy podjęły decyzję o znacznym zwiększeniu wydatków na obronność. Paradygmat powojennego pacyfizmu i ograniczania militaryzacji, który obowiązywał przez dekady, zaczął się kruszyć już kilka lat temu po zapowiedziach Olafa Scholza. Teraz obserwujemy jego kolejną fazę. Nowy rząd zapowiada modernizację armii i wzmocnienie potencjału wojskowego. Pojawiły się deklaracje, że Niemcy chcą mieć najnowocześniejszą armię w Europie, a może nawet jedną z najnowocześniejszych na świecie.

Środki rzeczywiście są zwiększane, przemysł zbrojeniowy jest wzmacniany. Padły też zapowiedzi dojścia do poziomu 5 proc. PKB przeznaczanego na szeroko rozumiane bezpieczeństwo, z czego większość miałaby trafić bezpośrednio na obronność, a część na infrastrukturę o znaczeniu strategicznym.

To pokazuje, że myślenie się zmienia. Sytuacja nie jest czarno-biała. Jednocześnie faktem pozostaje, że odległość od realnego konfliktu i brak długiej granicy z potencjalnym agresorem wpływają na percepcję zagrożenia. I tego elementu nie da się w tych wzajemnych relacjach całkowicie pominąć.

"Polska przestała być biednym kuzynem". Dr Skóra: Berlin odetchnął, ale historia wciąż "haczy"

A.M.: A w których obszarach relacji polsko-niemieckich pani zdaniem w najbliższym powiedzmy roku mogą pojawiać się napięcia i co dziś jest ich najbardziej wrażliwym punktem?

M.S.: Mówiłyśmy o polityce zagranicznej, gdzie kurs jest dziś w miarę spójny. A co z innymi obszarami? Migracja? Jak pani wie, Niemcy zaostrzyli kontrolę graniczną. Energia? Trwa rewizja dotychczasowej zielonej polityki, powraca dyskusja o atomie i węglu.

Gospodarczo współpraca polsko-niemiecka ma się dobrze. Wspólny rynek działa, powiązania są silne.

I tu dochodzimy do tego, co wciąż wraca w debacie publicznej: historia i reparacje.

A.M.: Czy to oznacza, że dziś największym obciążeniem nie są interesy gospodarcze czy bezpieczeństwo, ale właśnie pamięć historyczna? Czy temat reparacji może jeszcze realnie "wybuchnąć"?

M.S.: Temat reparacji oraz podsycanie antyniemieckich nastrojów w Polsce regularnie powracają. To ciekawe, bo w samych Niemczech zmieniło się postrzeganie Polski. Na przykład w ubiegłym roku pojawiło się wiele reportaży pokazujących, jak bardzo Polska się rozwinęła: nowoczesna Warszawa, Wrocław czy inne miasta, infrastruktura, kolej, cyfryzacja. W Niemczech z kolei mówi się dziś sporo o własnych zaniedbaniach, choćby w transporcie. Żarty o spóźnionych niemieckich pociągach przestały być tylko anegdotą.

Po zmianie władzy w Polsce w Niemczech odczuwalna była pewna ulga. Ale stosunek do Polski nie jest tam tematem polaryzującym. To nie jest oś sporu politycznego, poza konkretnymi kwestiami, jak bezpieczeństwo. W Polsce jest odwrotnie. Niemcy bywają tematem silnie polaryzującym.

A.M.: Dlaczego to jest wciąż tak silne?

M.S.: Mam wrażenie, że wciąż działa tu mechanizm porównywania się i pewien kompleks. Tymczasem Polska nie ma już powodu, by postrzegać siebie jako "biednego kuzyna ze wschodu". Kraj ogromnie się rozwinął. Oczywiście jesteśmy silnie powiązani z niemiecką gospodarką, ale tak funkcjonuje cały wspólny europejski rynek.

Obiektywnie patrząc, w obliczu obecnych zagrożeń i niepewności współpraca działa. Owszem, są różnice w podejściu do energii czy innych polityk sektorowych. Najwięcej emocji jednak budzą właśnie te kwestie symboliczne i historyczne.

Nie zwalniam Niemiec z odpowiedzialności za II wojnę światową ani z obowiązku godnego upamiętnienia ofiar. W Berlinie ma powstać Dom Polsko-Niemiecki, upamiętniający ofiary nazistowskiej okupacji w Polsce, odsłonięto tymczasowy pomnik. Te sprawy wymagają powagi i domknięcia. Mówił o tym marszałek Czarzasty w czasie swojej niedawnej wizyty w Berlinie, proponując trzy obszary reparacji: wymiar symboliczny właśnie, wypłacenie zadośćuczynienia żyjącym polskim ofiarom II wojny światowej oraz wspólne inwestycje w bezpieczeństwo Europy. To jest propozycja formułowana przez rząd Donalda Tuska, stawiająca na dobrą wolę i powinność moralną Niemiec, a nie próżne spory prawne, tu ścieżka jest wyczerpana. Jednocześnie w Polsce są środowiska, dla których cokolwiek Niemcy zrobią, zawsze będzie to niewystarczające.

A.M.: Na przykład w kwestii wspomnianych już reparacji….

M.S.: Tak. Od kilku lat temat reparacji wraca w kółko, często bez konstruktywnego wymiaru. Nikt nie neguje prawdy historycznej, może poza najbardziej radykalnymi postaciami skrajnej partii AfD, którą paradoksalnie fascynują się niektórzy polscy politycy z prawej strony. Problem zaczyna się wtedy, gdy historia staje się narzędziem antagonizowania. To mówi często więcej o naszych emocjach niż o realnej postawie Niemiec.

Jeśli gdzieś coś dziś jeszcze "haczy", to właśnie przede wszystkim kwestie symboliczne i historyczne. W sprawach bezpieczeństwa czy wsparcia Ukrainy różnice nie są tak fundamentalne, jak czasem się je przedstawia. Tak samo - jak już wspomniałam - w Niemczech zmieniło się też podejście do migracji.

Najważniejsze jednak jest to, że napięcia nie przekładają się wprost na relacje międzyludzkie. Badania prowadzone regularnie przez Fundację Adenauera i Polski Instytut w Niemczech pokazują, że społeczne relacje polsko-niemieckie są bardziej odporne, niż mogłoby się wydawać. I to jest chyba najbardziej stabilny fundament tych relacji.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
xy
Aneta Malinowska

Dziennikarka. Absolwentka studiów magisterskich na Uniwersytecie Łódzkim oraz podyplomowych na Uczelni Łazarskiego w Warszawie (Łazarski Executive Education). Pracowała m.in. w Polskim Radiu, Superstacji, Wirtualnej Polsce oraz w portalach Tokfm.pl i Gazeta.pl, a także w kilku mniejszych redakcjach radiowych i internetowych. W Dziennik.pl zajmuje się przede wszystkim tematami społeczno-politycznymi.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraBurze paraliżują Polskę. Ponad 820 interwencji strażaków. Alerty IMGW i RCB dla milionów Polaków »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj