Na początku listopada w Abu Zabi mają odbyć się pierwsze od długiego czasu negocjacje pokojowe między Rosją a Ukrainą, prowadzone z udziałem USA. O to czy w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich może dojść do przełomu, PAP zapytała Olenę Podvorną, ukraińską analityczkę pracującą Uniwersytecie Justusa Liebiga w Giessen, która bada skutki rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie dla Europy i NATO.
"To wojna o przyszłość"
Ekspertka powiedziała nam, że nawet jeśli uda się podpisać zawieszeni broni, w co wątpi, "zasadnicze pytanie brzmi, co będzie dalej". "Takie pytanie stawia prezydent Wołodymyr Zełenski, bo nie wierzy w pokój czy gwarancje pokojowe na papierze. To gorzka lekcja, jaką dała nam historia" - powiedziała Podvorna. W opinii analityczki „to nie jest wojna tylko o ziemie, ale o zasady, na jakich będziemy żyć w przyszłości. I to, czy w ogóle będą obowiązywały jakiekolwiek zasady, takie choćby jak nienaruszalność granic”. "Jeżeli chcemy wrócić do sytuacji przed 1945, to jesteśmy na dobrej drodze" - dodała.
"Trump nie jest bezstronnym mediatorem"
Zapytana o to, czy w jej opinii Donald Trump jest bezstronnym mediatorem, wskazała, że prezydentowi USA nie chodzi o pokój, lecz o wynik wyborów połówkowych, a sondaże są dla jego partii niekorzystne. Stąd próba stworzenia przez niego wrażenia, że jest szansa na porozumienie pokojowe. Stąd to nagłe przyspieszenie czy oskarżenia pod adresem prezydenta Ukrainy i ogromna presja na władze w Kijowie. "Amerykanie cisną Ukrainę, aby zgodziła się na niekorzystne dla siebie rozwiązania. Grają bardzo nieuczciwie, ale nie znaczy to, że Zełenski złoży ręce i zgodzi się na wszystko" - podkreśliła analityczka.
"Zełenski liczy, że Trump przegra wybory połówkowe"
W jej ocenie ukraiński przywódca liczy po cichu na to, że Trump przegra wybory połówkowe i tym samym wzmocni się pozycja Ukrainy. - Czekamy na odpowiedni moment, choć ta zwłoka okupiona jest życiem i krwią konkretnych ludzi – oceniła, podkreślając, że „Ukraina w 2026 roku to nie jest Ukraina 2022”. "Przez te niemal pięć lat ukraińska armia stała się najpotężniejszą w Europie i jako jedyna ma doświadczenie bojowe. Rozwinęliśmy nowoczesne technologie obronne, zyskaliśmy odporność społeczną, której nie posiada żaden kraj Zachodu" - zaznaczyła.
Putin chce granic NATO sprzed 1997 r.
Ekspertka z Uniwersytetu Justusa Liebiga w Giessen jest przekonana, że "przy bardziej sprzyjającej koniunkturze geopolitycznej wszystko to może przełożyć się na silniejszą pozycję negocjacyjną jej kraju”. "W negocjacjach chodzi o interesy, a nie o trwanie przy stanowiskach. Problem w tym, że interesem Putina jest wojna, więc każda odsłona negocjacji pokojowych będzie tylko zasłoną dymną" - uważa ekspertka. Przypomniała, że prezydent Rosji "nie raz już przedstawiał swoje żądanie wobec Zachodu, by NATO cofnęło się do granic sprzed 1997 roku". "A to znaczy, że Sojusz miałby «zwrócić» Polskę, Czechy, Węgry i kraje bałtyckie w rosyjską strefę wpływów" - oceniła.
"Widmo drugiego Monachium"
W ocenie ekspertki mamy do czynienia nie tyle z widmem drugiej Jałty, jak to przedstawia się w Polsce, ile duchem "drugiego Monachium". Na podstawie układu monachijskiego wielkie mocarstwa (Wielka Brytania, Francja, Włochy, III Rzesza) zmusiły Czechosłowację (nie brała udziału w spotkaniu) do oddania Niemcom Sudetów Zachodnich. "Putin i Trump być może chcieliby przebrać się w kostiumy Stalina i Roosevelta, ale to się nie uda. Wszystko to przypomina bardziej ducha 1938 r., a nie Jałty 1945 r. Poza tym wbrew potocznemu przekonaniu historia wcale się nie powtarza. Żyjemy w zupełnie innych czasach niż 80 lat temu. Nie da się dziś dysponować losem państw i narodów ponad głowami ich obywateli" - podkreśliła Podvorna.
Rosja próbuje pokonać Europę
Ukraińska analityczka przyznała, że o ile Rosja nie jest w stanie zrealizować swych celów na froncie, o tyle "Putinowi odnosi sukcesy na froncie wojny hybrydowej i psychologicznej przeciwko Zachodowi". "Celem Rosji jest podzielenie Europy, dezorientacja społeczeństw zachodnich. Rosja nie jest w stanie fizycznie podbić Europy, dlatego próbuje ją pokonać mentalnie i zastraszyć, co ma poskutkować wstrzymaniem pomocy dla Ukrainy" - oceniła. Zapytana o to, czy Rosja gra o Donbas, odpowiedziała, że „zakładanie, iż Putin zadowoli się Donbasem albo zatrzyma się na tzw. linii Dniepru, to myślenie życzeniowe”. "Kiedy oddamy mu Donbas, wyciągnie ręce po centralną i zachodnią Ukrainę. W następnej kolejności będą Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Czechy, Węgry" - przekonywała. Zapytana, skąd ta pewność, odpowiedziała, że „zna rosyjską mentalność lepiej niż badacze na Zachodzie”. Dlatego może też bez cienia przesady powiedzieć, iż „wielkim marzeniem Putina jest odtworzenie świata z czasów zimniej wojny, kiedy Związek Sowiecki był światowym mocarstwem, a jego wpływy sięgały do NRD”.
Beata Zatońska, dziennikarka, autorka książek, miłośniczka i znawczyni Włoch oraz filmoznawczyni. Współautorka bloga italianki.pl oraz m.in. książki "Zmontowani". W Dziennik.pl zajmuje się tematyką show-biznesową oraz lifestylową.
