Dziennik Gazeta Prawana logo

Tajna wojna Baracka Obamy

4 czerwca 2010, 18:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Tajna wojna Baracka Obamy
Tajna wojna Baracka Obamy/Inne
Nie czołgi i samoloty, a komandosi, szpiedzy i bezzałogowe sondy - tak wygląda wojna za czasów Baracka Obamy. Nowy prezydent wydaje bowiem fortunę na tajne operacje, które mają wykończyć terrorystyczne bojówki na całym świecie.

Administracja prezydenta Baracka Obamy znacznie zwiększyła skalę tajnych operacji wojskowo-wywiadowczych na świecie prowadzonych przeciwko ekstremistom islamskim - podał w piątek "Washington Post".

Powołując się na anonimowe źródła w rządzie i Pentagonie, dziennik informuje, że w porównaniu z ekipą prezydenta George'a W.Busha wzrosła liczebność sił specjalnych zaangażowanych w tajne operacje i zwiększono ich budżet. O ile na początku prezydentury Obamy działały one w około 60 krajach, to obecnie już w 75.

Poza takimi krajami, jak Filipiny i Kolumbia, gdzie Amerykanie prowadzą tajne operacje od wielu lat, siły specjalne działają dziś także w Jemenie, Somalii i innych krajach Afryki, gdzie zaktywizowały się komórki Al-Kaidy i innych terrorystycznych organizacji.

Opracowano też plany prewencyjnych i odwetowych ataków przeciwko tym ugrupowaniom w wielu krajach. Częścią tej "tajnej wojny" są loty samolotów bezzałogowych CIA atakujących cele islamistów w Pakistanie. Dowódcy operacji specjalnych znacznie częściej niż za czasów poprzedniej administracji bywają teraz w Białym Domu i mają lepszy dostęp do prezydenta Obamy niż do jego poprzednika. Za rządów Busha dowódcy kontaktowali się raczej z szefem Pentagonu albo z przewodniczącym Kolegium Szefów Sztabów.

Specjalne, tajne operacje nie ograniczają się do jednostronnych, amerykańskich ataków na grupy terrorystów. Obejmują również szkolenie miejscowych oddziałów antyterrorystycznych i wspólne operacje. Jak powiedział główny doradca prezydenta ds. walki z terroryzmem John O. Brennan, siły USA "nie tylko będą odpowiadały po fakcie" na atak terrorystów, "lecz także przeniosą walkę na teren Al-Kaidy i jej ekstremistycznych współpracowników".

"Washington Post" zauważa, że jest to język podobny do tego, którego używał Bush. Poprzedni prezydent również mówił, że trzeba "przenieść walkę na teren nieprzyjaciela i stawić czoła najgorszym zagrożeniom, zanim one się wyłonią".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj