Zdaniem Gaucheta kryzys epidemiczny działa jak “wyzwalacz naszych (francuskiego społeczeństwa - PAP) defektów. Ukazuje z całą ostrością niedociągnięcia państwa, nazbyt utuczonego i bezsilnego jednocześnie”.

Reklama

I choć francuski system opieki zdrowotnej, jak i edukacji, wciąż należą do jednych z najlepszych na świecie, to państwo jako całość zostało wyprzedzone przez kraje do niedawna uważane za rozwijające się - wyjaśnia Gauchet.

Na pytanie, jak to jest możliwe w państwie, w którym wydatki publiczne stanowią 56 proc. bardzo wysokiego PKB, filozof odpowiada, że większość z nich to wydatki socjalne, co powoduje, że "rozrasta się państwo socjalne" kosztem takich obowiązków rządu, jak zapewnienie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego.

Zdaniem Gaucheta, po to, by społeczeństwo akceptowało liberalną politykę kolejnych władz, państwo francuskie wydaje "szaleńcze sumy" na pomoc socjalną. "Tylko że trafia ona do jednostek, a nie służy budowaniu instytucji", jak system zdrowia czy edukacja właśnie.

Prowadzi to do sytuacji, w której "Europa stała się epicentrum obecnego kryzysu sanitarnego", podczas gdy teoretycznie mniej rozwinięta Korea Płd. przezwyciężyła go przy stosunkowo niewielkich stratach ludzkich. Dzieje się tak dlatego, tłumaczy filozof, że "Korea jest lepiej rozwinięta niż się nam wydaje – idzie do góry podczas gdy my spadamy".

Ponadto europejskie straty (związane z epidemią - PAP) to cena, jaką płacimy za nieoparte na niczym poczucie bezpieczeństwa i wyostrzone, aż do anarchii, żądanie swobód jednostki – rozwija swoją myśl Gauchet .

Innym problemem jest to, że nasi przywódcy utracili umiejętność przewidywania – stawia diagnozę filozof i precyzuje: "Rozszerzanie praw jednostki i powiększanie jej dóbr materialnych, to wszystko, co potrafimy sobie wyobrazić. Potrzeba tu zbiorowego przebudzenia".

Gdy chodzi o bezpośrednie podejście władz do epidemii, Gauchet zauważa, że "wahania rządu ukazały zbytnią jego zależność od medycznej technokracji; politycy muszą się z nią liczyć, ale również uniezależnić się od niej".

Jego zdaniem "nie jest paradoksem" to, że "raczej liberalne rządy" Włoch i Francji podjęły, ograniczającą swobody indywidualne, decyzję zamknięcia obywateli w mieszkaniach. A to dlatego, że "wobec niezdyscyplinowanych społeczeństw autorytaryzm jest jedyną metod"”. Ponadto pozwala on na ukrycie słabości i niedociągnięć rządzących - "ponieważ nie mamy testów ani masek, dekretujemy, że niczemu nie służą i że lepiej będzie wszystkich zamknąć w domach".

Ten kryzys działa jak szkło powiększające i uwidacznia słabo przedtem zauważane sprawy – przekonuje profesor dając przykład "terytoriów, na których nie sposób wprowadzić dyscyplinę" i o których od lat wiadomo, że trudno tam o przestrzeganie prawa. (Jest to aluzja do tzw. trudnych przedmieść, zamieszkałych głównie przez emigrantów i ich potomków, gdzie władza dzielona jest – jak twierdzą liczni socjologowie i pedagodzy – między islamistami i mafiami handlarzy narkotyków). - Nowością nie są też trudności w komunikacji między władzami a społeczeństwem. Wygląda jednak na to, że osiągnęły one bardzo niepokojący poziom – ubolewa profesor.

Gauchet ma nadzieję, że dzięki epidemii koronawirusa "Europejczycy zauważą, iż anarchiczny konsumeryzm i turystyczna wizja świata nie starczą by utrzymać się na wysokości ich Historii". Aby do tego doszło, priorytetem musi stać się jedność narodowa, "skończyć należy z bełkotem post-narodowości".

Filozof obawia się jednak, że "poważny kryzys gospodarczy, który nastąpi po kryzysie epidemicznym, nie będzie dobrym momentem na przeorientowanie modelu społeczeństwa" - dodaje, iż - "trzeba będzie odłożyć to na później, ale nie da się tego uniknąć".

- Jeśli jednak kryzys koronawirusa będzie okazją do wzięcia się za prawdziwy bilans sytuacji naszego społeczeństwa, to znaczy, że czemuś posłużył – podsumowuje Gauchet.