Kiedy Borys wrócił z wojska do domu, jego młodej żony nie było. "Nie było po niej śladu. Myślałem, że umrę z rozpaczy" - wspomina Borys. Szybko się bowiem okazało, że w czasie stalinowskich represji dziewczyna razem zresztą rodziny została zesłana w inny rejon Syberii jako "wróg ludu". Nikt nie potrafił powiedzieć zrozpaczonemu chłopakowi, dokąd - pisze "Fakt".
Mimo wysiłków Borys nie odnalazł swej żony. Dopiero teraz, po 60 latach, niezwykły przypadek sprawił, że w tym samym dniu przyjechali do rodzinnej wioski. "Serce waliło we mnie jak oszalałe. Byłam pewna, że to on. Rozpłakałam się ze szczęścia" - mówi Anna.
Borys akurat przyjechał na grób swych rodziców. Kiedy wysiadał ze swego auta, zobaczył Annę przed domem, w którym mieszkali przez trzy dni po ślubie. "Podbiegłem do niej i powiedziałem: Kochanie, tak długo na ciebie czekałem. Moja żono, moje życie..."
Przez całą noc na przemian śmiali się i płakali. Wspominali cudowne chwile swej młodości, kiedy byli w sobie zakochani, pierwsze pocałunki i te późniejsze koszmarne lata rozłąki i stalinowskich represji - pisze "Fakt".
Oboje ulegli okrutnemu losowi i systemowi, który nie liczył się z człowiekiem i jego uczuciami. Anna chciała nawet odebrać sobie życie. W końcu jednak poddała się i wyszła za mężczyznę, którego wybrała jej matka. Borys także ożenił się ponownie - pisze "Fakt".
Los uśmiechnął się do nich w późnej jesieni ich życia. Sprawił, że znowu są razem. Pobrali się ponownie, bo ich poprzedni małżonkowie dawno zmarli. "Teraz już nic nas nie rozdzieli. Nawet śmierć" - zapewniają Anna i Borys.