Charles Michel chce, żeby około 70 proc. z 750 mld euro było podzielone tak, jak chciała tego Komisja Europejska, a 30 proc. tej kwoty było rozdzielone z uwzględnieniem spadku PKB w krajach członkowskich w 2020 i 2021 r.

Reklama

Metoda KE alokacji środków na odbudowę opierała się o dane dotyczące populacji, PKB i bezrobocia z lat 2015-2019 i była dla Warszawy bardzo korzystna. Zgodnie z nią Polska miała być trzecim po Włoszech i Hiszpanii największym odbiorcą środków z funduszu odbudowy.

Część stolic, w tym państwa z Grupy Wyszehradzkiej, krytykowała jednak taki system podziału środków, wskazując, że nie bierze on pod uwagę faktycznej skali kryzysu.

Szef Rady Europejskiej po konsultacjach uznał, że weźmie pod uwagę argumenty tych krajów. W efekcie do Polski może trafić mniej środków, bo z prognoz KE wynika, że spadek PKB przez koronakryzys nad Wisłą ma być sporo mniejszy niż w krajach południa Europy. Na razie nie wiadomo jednak, o ile dokładnie mniej pieniędzy miałoby trafić do Polski, bo uzgodniona teraz formuła byłaby aktualizowana za dwa lata, jak będą faktyczne dane dotyczące skali spadku PKB.

W 2022 r. zobaczymy prawdziwy efekt kryzysu i będziemy wiedzieć, kto ucierpiał przez niego najbardziej - tłumaczył urzędnik unijny.

Propozycja kompromisu na szczyt, nazywana "negobox", ma być gotowa w drugiej połowie przyszłego tygodnia. W dokumencie tym mają być zapisane warunki dotyczące wydawania pieniędzy, w tym m.in. powiązanie dostępu do środków z zachowaniem praworządności - poinformowało źródło.

Obecnie nie mamy żadnego powiązania między budżetem i praworządnością. Chcemy, żeby to się zmieniło. Wiemy, że to gorący i trudny temat i w debacie na ten temat trzeba jednomyślności, dlatego musimy to zrobić w taki sposób, by mieć porozumienie - zaznaczyło źródło.

Do rozstrzygnięcia będzie kwestia sposobu podejmowania decyzji o zamrażaniu środków wobec państw z problemami z praworządnością. Michel jeszcze w lutym zaproponował rozwodnienie propozycji Komisji Europejskiej - podejmowanie decyzji większością kwalifikowaną państw członkowskich.

Dla Warszawy takie rozwiązanie było zadowalające, bo w praktyce oznaczało, że bardzo trudno byłoby ograniczyć dostęp do środków. Z wypowiedzi źródła wynika, że taki właśnie sposób podejmowania decyzji będzie zaproponowany na szczyt. Dziś nie mamy żadnego powiązania z budżetem. W temacie, w którym potrzeba jednomyślności, zagwarantowanie warunkowości byłoby już czymś wielkim - zaznaczyło źródło.

W tym samym kierunku idzie też myślenie Niemiec, które przejęły prezydencję w UE 1 lipca. Według nieoficjalnych informacji Berlinowi bardziej zależy na tym, by mieć porozumienie w sprawie budżetu, niż kruszyć kopie o praworządność.

Innym z zapisanych warunków ma być wydawanie środków w zgodzie z unijnymi celami klimatycznymi. Jak tłumaczył urzędnik, dla wielu delegacji kwestia ta jest bardzo ważna i przekonują one, że dostęp do środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji powinny mieć te kraje, które chcą iść w kierunku neutralności klimatycznej.

Pozytywną informacją dla Warszawy jest to, że w sprawie samego budżetu na lata 2021-2027 punktem wyjścia, jeśli chodzi o politykę spójności, ma być propozycja z lutego. Niewykluczone jednak, że aby zadowolić państwa z tzw. oszczędnej czwórki, czyli Austrię, Danię, Szwecję i Holandię, Michel zaproponuje zmniejszenie nieco całego budżetu. Zachętą dla krajów oszczędnych, aby poparły cały pakiet, ma być też utrzymanie rabatów.