Akt oskarżenia w tej sprawie Prokuratura Rejonowa Łódź-Polesie skierowała już do łódzkiego sądu rejonowego. Krystynie G. grozi grzywna, kara ograniczenia wolności lub do roku więzienia - informuje rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania.

Do wypadku doszło 4 czerwcu tego roku, a prokuraturę zawiadomił dziadek dziecka, a później także dyrektor szpitala. Kilkudniowy noworodek tuż po urodzeniu trafił z matką do szpitala im. Madurowicza w Łodzi. Dziecko przebywało na oddziale patologii noworodka. Feralnego dnia pielęgniarka Krystyna G., aby uspokoić płaczące dziecko, podała mu rano smoczek od butelki, czyli smoczek, którego w takich przypadkach nie powinno się podawać. Okazało się, że była w nim także niewielka gaza.

Noworodek zadławił się smoczkiem, który utkwił w jego przełyku. Pielęgniarka próbowała wraz z jedną z lekarek ratować dziecko, ale smoczka nie udało się wyjąć. Usunęli go dopiero lekarze ze szpitala przy ul. Spornej, gdzie chłopczyk trafił w ciężkim stanie; dziecko wymagało intensywnej terapii.

Na szczęście - mimo zagrożenia życia dziecka i długotrwałego pobytu w szpitalu - nie doszło do ciężkich skutków zdrowotnych. Powołany w tej sprawie biegły ocenił obrażenia noworodka jako średnie.

Pielęgniarce przedstawiono zarzut nieumyślnego narażenia noworodka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślnego spowodowania średnich obrażeń ciała. W śledztwie kobieta nie przyznała się do zarzucanego jej czynu i odmówiła składania wyjaśnień.

55-letnia kobieta jest doświadczoną pielęgniarką, od lat pracującą w służbie zdrowia. W szpitalu im. Madurowicza była zatrudniona na stanowisku starszej pielęgniarki. Po zdarzeniu została odsunięta od pracy do czasu wyjaśnienia sprawy.