"Na pomysł otwarcia muzeum wpadłem przed jedną z rocznic stanu wojennego, gdy pracowałem nad rekonstrukcją ówczesnych wydarzeń. Okazało się, że nigdzie nie można znaleźć starych koksowników. Wszyscy wyrzucili je na śmietnik. Uznałem, że trzeba zachować pamiątki minionej epoki dla potomnych, zanim zupełnie zniszczeją" - mówi TVP Info Adam Rogacki.

Muzeum miałoby powstać w Kaliszu lub Opatówku. Wśród eksponatów znajdą się te, które kolekcjonował sam poseł. Poseł PiS jest znanym kolekcjonerem samochodów. Posiada m.in. warszawę z 1963 roku i o cztery lata młodszą syrenę 104. Rogacki ogłosił też zbiórkę eksponatów. Na wystawie mają pojawić się najbardziej znane symbole tamtych czasów: pralka Frania, farelka, saturator, radio Taraban, telewizor Rubin, podróbki dżinsów, polskie komiksy i buty Relaksy - podaje TVP Info.

Jedno z pomieszczeń chce zrobić na wzór gabinetu prezesa Ryszarda Ochudzkiego z filmu "Miś". A po co manekiny przed wejściem? "By zwiedzający mogli postać przez chwilę w kolejce, nawet tej fikcyjnej" - mówi poseł.

Pomysł może jednak okazać się nieco ryzykowny i to za sprawą samych kolegów partyjnych posła. "Partyjni koledzy Adama Rogackiego wprowadzili do kodeksu karnego zakaz używania symboli komunistycznych. Za otwarcie muzeum posłowi może grozić do dwóch lat więzienia" - ostrzega Tomasz Kalita z SLD.

"Nie ma obaw. Nie mam zamiaru propagować żadnych symboli, tylko pokazać absurdy epoki" - odpowiada Rogacki.