"Na stołach leżą też albumy ze zdjęciami. Niektóre już przejrzałam i powyrzucałam z nich część zdjęć. To były fotografie z oficjalnych spotkań, dla mnie bez wartości" - opowiada "Faktowi" Anna Religa.

Telefon komórkowy jej męża wciąż działa. Czasami się odzywa. "Ktoś na ten numer zadzwoni. Ale ja nigdy go nie odbieram. Wyczekuję tylko do ostatniego sygnału. I jeżeli ktoś zostawia wiadomość, to ją odsłuchuję. Najczęściej chodzi o kontakt ze mną. Ale ja mam swoją komórkę, przez telefon męża nie rozmawiam z nikim" - przyznaje żona profesora.

Anna Religa nie ukrywa, że trudno jej żyć bez męża. Czasem w myślach odwołuje się do niego. "Jeżeli przez kilkadziesiąt lat większość spraw uzgadnia się razem, to w człowieku zostaje taki nawyk, że musi z kimś sprawę omówić. I to przyzwyczajenie nie mija tak od razu. Jeśli są bardzo silne związki emocjonalne między ludźmi, to taka chęć, konieczność rozmowy zostaje. I to na długo" - mówi.

Czas bez męża płynie jej szybko. "Nie bardzo sobie zdawałam sprawę z tego, że już minął rok. W styczniu jeszcze był w Sejmie. A to już jest marzec, tyle że następnego roku" - przyznaje Anna Religa.

Czytaj także: Tak dorabiają posłowie