Sześć osób nie żyje, a 16 zostało rannych po tym, jak 24-letni mężczyzna wjechał w sobotę samochodem na płytę Rynku Głównego w Krakowie i otworzył ogień do przypadkowych przechodniów.
Ratowali życie dwóch policjantów
To była sytuacja wypadku masowego. Bardzo trudna, bo nie w jednym miejscu, tylko tak naprawdę w kilku miejscach w jednym czasie (...). Moim zdaniem przy tak skomplikowanej akcji ratunkowej i tylu ofiarach wszystkie służby postąpiły wzorowo i tylko dzięki temu więcej ofiar nie było - mówił w niedzielę w Krakowie dr Mateusz Wierdak, chirurg urazowy, który udzielał pomocy poszkodowanym podczas sobotniego ataku.
Podczas zdarzenia był z rodziną w pobliskiej restauracji. Na miejscu był też prof. Michał Pędziwiatr, chirurg. Jak relacjonowali - po usłyszeniu strzałów obaj ruszyli na pomoc poszkodowanym.
"Baliśmy się, ale nie myśleliśmy o tym"
Na pytanie dziennikarzy, czy nie bali się pójść na miejsce zdarzenia, prof. Pędziwiatr odparł: - Oczywiście, że się baliśmy, ale nie myśleliśmy o tym. Strach był, natomiast my w pracy działamy pod wpływem stresu, więc z tym sobie jakoś dajemy radę - dodał dr Wierdak.
Lekarze z Krakowa mówią o "cichych bohaterach"
Według lekarzy "cichymi bohaterami" są wszyscy medycy, którzy w sobotę poświęcili swój wolny czas i stawiali się na dodatkowych dyżurach. W szpitalu uniwersyteckim i we wszystkich szpitalach w Krakowie byli ludzie, którzy przyjechali na miejsce: pielęgniarki, lekarze. I to im należy się podziękowanie. Liczba zespołów zabiegowych w krakowskich szpitalach była wyższa niż liczba ofiar, które przyjechały do szpitali. Czyli byliśmy gotowi na to, żeby przyjąć być może kolejnych (rannych - PAP), jeśli tacy by byli, i to trzeba podkreślić - mówił prof. Pędziwiatr.
Jak opowiadali chirurdzy, wspólnie z policją oraz przechodniami zaangażowali się w udzielanie pierwszej pomocy rannym, korzystając m.in. z apteczek przekazanych im przez funkcjonariuszy z radiowozów policyjnych.
Gdy jeden z lekarzy poinformował, że jest chirurgiem urazowym, funkcjonariusze przekazali mu koordynację działań medycznych, a sami skupili się na zabezpieczaniu terenu.
Mówili, że niektórzy przechodnie twierdzili, że było dwóch zamachowców, a inni — że było ich jeszcze więcej. Tam było czterech poszkodowanych. (…) Bandytów w maskach, zakapturzonych, nie widzieliśmy, więc dlatego była trochę konsternacja. Natomiast my nie byliśmy od tego, żeby ścigać tych przestępców, tylko żeby udzielać pomocy, więc zrobiliśmy to, co umieliśmy - relacjonował dr Wierdak.
Dodał, że widok rannych uruchomił w lekarzach "wyuczone strategie". Jeśli mamy pacjenta postrzelonego, trzeba najpierw ocenić, skąd tak naprawdę krwawi, i spróbować zatamować krwawienie. Drugą rzeczą, która jest bardzo istotna, jest (…) zabezpieczenie pacjenta przed wychłodzeniem - tłumaczył.
W mieszkaniu rodziny zamachowca w Ostrowcu Świętokrzyskim policjanci znaleźli ciała trzech członków jego najbliższej rodziny. Małopolski wydział zamiejscowy PK prowadzi śledztwo w sprawie zamachu w Krakowie i zabójstwa w Ostrowcu Świętokrzyskim.
Marta Kawczyńska – dziennikarka Dziennik.pl. Ukończyła Filologię Polską na Uniwersytecie Warszawskim ze specjalizacją animacja kultury, jest też psychoterapeutką tańcem i ruchem (DMT). Pracowała m.in. w Gazecie Stołecznej, Super Expressie, TVP. Jest autorką książki "Alopecjanki. Historie łysych kobiet" oraz współautorką poradników "Nastolatka". Specjalizuje się w tematyce show-biznesowej oraz społecznej. W Dziennik.pl zajmuje się działem życie gwiazd, nostalgia, kultura. Prowadzi podcasty "Kawka z…" i "Dziennik Kryminalny" emitowane na kanale DGP Infor na Youtubie.