"Największa trudność polega teraz na tym, że górnicy znajdują się za przenośnikiem zgrzebłowym. Aby do nich dotrzeć ratownicy muszą pokonać tę przeszkodę. Mam nadzieję, że uda się to ok. 8-9 rano" - mówi kierownik ruchu zakładu górniczego, Dieter Olszok.
Przypomniał, że ze znajdującymi się w zasypanym chodniku górnikami cały czas jest kontakt. Jak sami mówią, nie są ranni i czują się dobrze. Udało się dostarczyć im wodę i jedzenie, cały czas otrzymują też rurociągiem sprężone powietrze.
Pracownicy są uwięzieni od poniedziałkowego popołudnia, kiedy nastąpił zawał w chodniku drążonym prawie 250 m pod ziemią. W strefie zagrożenia było 10 górników, czterem udało się uciec. Zawał objął ok. 11 m chodnika.
W czasie trwania akcji ratowniczej, na powierzchni zmarł nadsztygar z kopalni. Prawdopodobnie doznał zawału serca z powodu emocji związanych z wypadkiem.
Przyczyny zawału w kopalni nie są na razie znane. Wykluczono wcześniejszy wstrząs górotworu. W tym rejonie, gdzie eksploatacja górnicza prowadzona jest od bardzo wielu lat, występuje wiele zaszłości eksploatacyjnych, które w połączeniu z warunkami tektonicznymi mogły przyczynić się do zawału. Okoliczności wypadku zbadają organa nadzoru górniczego.
Siltech jest niewielką, pierwszą w Polsce prywatną kopalnią węgla kamiennego. Zakład powstał wykorzystując część infrastruktury zlikwidowanej wcześniej kopalni Pstrowski w Zabrzu.