Pewien, że zwłoki znad Wisły to ciało szyfranta Zielonki jest szef kolegium służb specjalnych Jacek Cichocki. Minister mówił o tym w RMF FM.

Reklama

Najpierw zastrzegał, że "wszystko na to wskazuje", ale w końcu przyznał, że on ma tę pewność. Choć dodał: "Ze względu na to, że toczy się śledztwo, trzeba poczekać na oficjalny komunikat prokuratury, bo to ona ma prawo potwierdzić i podać informacje".

Minister Cichocki pytany czy chorąży popełnił samobójstwo, odpowiedział: "Wiele wskazuje na to, że to była jego osobista tragedia". Zwłoki znaleziono nad Wisłą w Warszawie ponad tydzień temu.

Chorąży Stefan Zielona zaginął rok temu, co jako pierwszy ujawnił "Dziennik". Sprawa nabrała olbrzymiego rozgłosu, poszukiwany za dezercję szyfrant wiedział bowiem wszystko o systemach łączności NATO, a także znał całą siatkę polskich agentów pracujących za granicami kraju.

Historia tajemniczego zniknięcia szyfranta sięga maja 2009 roku. Chorąży Zielonka wyszedł ze swojego warszawskiego mieszkania w drugi dzień świąt wielkanocnych. Do dziś nie jest nawet jasne, kiedy dokładnie. Poszukiwania rozpoczęto dopiero kilka dni później, gdy żona poinformowała policję o zaginięciu męża.

Potem pojawiła się nawet informacja francuskiego serwisu internetowego zajmującego się problematyką wywiadowczą, że szyfrant pracuje w Szanghaju dla chińskiego wywiadu.