Dziennik Gazeta Prawana logo

Pomóżcie mi wyleczyć synka

13 sierpnia 2008, 01:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Filipek nie ruszał się, a dwa paluszki prawej rączki były spalone. Kilka sekund wcześniej malec podczas zabawy włożył je do przedłużacza. Prąd przeszył jego malutkie ciałko, ale go nie zabił. Sparaliżował. Jego mama Agnieszka Janowska z Gdańska każdego dnia walczy z całych sił o to, żeby jej synek odzyskał zdrowie. Potrzebuje naszej pomocy. "On tak bardzo chce być zdrowy, potrafi tak pięknie cieszyć się życiem..." - mówi "Faktowi" zatroskana mama.

"Uważajcie na swoje dzieci, bo gniazdko elektryczne może być dla nich śmiertelnie niebezpieczne" - przestrzega innych rodziców. Pani Agnieszka nigdy nie zapomni tego dnia, kiedy jej rodzinę spotkała ta straszna tragedia.

Był luty 2003 roku. Mama wyszła do pracy. Szczęśliwa, bo Filipek doskonale się rozwijał, a ona była w trzecim miesiącu ciąży. Z chłopczykiem została w domu babcia. Tylko na moment wyszła do kuchni zrobić wnuczkowi coś do picia. Z salonu dobiegał jego radosny śmiech, ale po chwili zapadła niepokojąca cisza... Babcia natychmiast wróciła do pokoju. To, co wtedy zobaczyła, zapamięta do końca życia... Filipek leżał nieprzytomny na podłodze, a dwa paluszki prawej rączki miał zwęglone. Wśród klocków leżał przedłużacz.

"Synek się nie ruszał, w pokoju roznosił się swąd spalonej skóry... Boże, on ten przedłużacz pomylił z klockiem i włożył paluszki do dziurek gniazdka. Tak go odrzuciło, że głową uderzył w kaloryfer" - wspomina ten tragiczny dzień pani Agnieszka.

Lekarze przyjechali błyskawicznie, w karetce rozpoczęła się reanimacja. Nagle na ekranie aparatury podtrzymującej życie pojawiła się... ciągła linia. Maleńkie serduszko chłopca przestało bić. Lekarz nie widział już ratunku i zaczął wypisywać akt zgonu. Nagle stał się cud - serce Filipka zaczęło bić. "On tak bardzo chciał żyć" - mówi matka.

Zaczęła się długa walka o zdrowie chłopca. Paluszki trzeba było amputować. Diagnoza lekarzy brzmiała jak wyrok: paraliż. Ojciec chłopca przestraszył się odpowiedzialności i odszedł. Zostawił kobietę z dwójką dzieci.

"Pomagają mi rodzice, ale jest ciężko. Rehabilitacja Filipka kosztuje 1000 złotych miesięcznie, do tego dochodzą leki i zastrzyki. Marzymy o elektrycznym wózku, ale on kosztuje aż 13 tysięcy złotych. A ja ledwo wiążę koniec z końcem" - wylicza zatroskana kobieta.

"Kiedy dzieci nie patrzą, płaczę i modlę się do Boga, by mój synek znowu był zdrowy, tak bardzo tego pragnę..." - pani Agnieszka nie kryje łez.

Pomóżmy Filipkowi wyzdrowieć. Wystarczy wpłacić pieniądze na specjalne konto w banku, oto jego numer: . Koniecznie z dopiskiem "Dla Filipka".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj