Cyrankiewicz po wojnie przebywał jakiś czas w Krakowie, jednak szybko przeniósł się do Warszawy, by robić karierę polityczną. Już w listopadzie 1945 roku został wybrany do ścisłego kierownictwa PPS, gdzie pełnił funkcję sekretarza generalnego Centralnego Komitetu Wykonawczego. Jako wytrawny polityk szybko zrozumiał, że jeśli chce przetrwać i liczyć się na politycznej arenie, musi bez zastrzeżeń popierać komunistów. Podczas referendum w czerwcu 1946 roku był gorącym zwolennikiem utworzonego przez komunistów bloku demokratycznego. W przemówieniu wygłoszonym na zebraniu aktywu PPR i PPS kilka dni po sfałszowanym wyniku plebiscytu stwierdził: Bitwa o trzy razy "tak" stoczona przez zwycięską demokrację polską to jest fragment etapu walki, która się w Polsce toczy od wielu lat pomiędzy obozem postępu społecznego a obozem kołtuństwa i wstecznictwa, umiejętnie kierowanego przez ośrodki dyspozycyjne obszarnictwa i międzynarodowego kapitału. To jest fragment walki między obozem prawdziwej istotnej Niepodległości a obozem Targowicy. Jak ważną rolę odgrywał w polityce, świadczy to, że wraz z elitą PPR w listopadzie 1946 roku udał się do Moskwy.

Przeciwko wrogim rozbijaczom

Zwycięstwo w sfałszowanych wyborach w styczniu 1947 roku stanowiło przełom w życiu Cyrankiewicza. Powstał rząd zdominowany przez komunistów i ich sojuszników, a premierem gabinetu został właśnie Cyrankiewicz. Kiedy w grudniu 1948 roku doszło do zjednoczenia PPR i PPS, szef rządu gorąco poparł ten alians, godząc się na likwidację partii, której przewodził. W referacie wygłoszonym 16 grudnia 1948 roku na kongresie PZPR premier stwierdził: PPS spełniła z wielkim pożytkiem rolę współbudowniczego Polski Ludowej, ale do odegrania pełnej rewolucyjnej roli PPS nie była ideologicznie przygotowana. Obciążenia drobnomieszczańskie i szczątki parlamentarnego kretynizmu [!] utrudniały tym ludziom zrozumienie rewolucyjnego charakteru świeżo zdobytej władzy i potrzebę wyposażenia tej władzy w szybkie i skuteczne środki działania, niezbędne w zaostrzającej się walce klasowej […]. Bez współpracy PPR, bez właściwego klimatu jedności, którą PPR stwarzała wokół jednolitego frontu, bez jej nieustępliwej walki o jedność przeciwko własnym sekciarzom i przeciwko wrogim rozbijaczom - nie święcilibyśmy dziś dnia zjednoczenia. Nie umniejszamy roli tych, którzy doprowadzili PPS do jedności. Nie zapominamy ani na chwilę o tym, co dla jedności zdziałała PPR.

Lojalność się opłacała, Cyrankiewicz został wybrany do KC i został członkiem Biura Politycznego. Do obowiązków premiera należał również nadzór nad wydziałami oświaty, kultury i komunikacji KC PZPR. W praktyce jego wpływ na wydarzenia w kraju był raczej niewielki, główne decyzje podejmowali Bolesław Bierut, Jakub Berman i Hilary Minc. Jednak działacze mniej ugodowi od Cyrankiewicza zostali usunięci z szeregów zjednoczonej partii. Wielka czystka w PPS rozpoczęła się jeszcze przed zjednoczeniem, w jej następstwie 200 tysięcy członków zostało pozbawionych legitymacji partyjnych. Jeśli nawet Cyrankiewicz interweniował w obronie partyjnych kolegów, to z nikłym powodzeniem.

"Niezatapialny" polityk

Po wyborach do sejmu w 1952 roku nowym premierem został Bierut, a Cyrankiewicz objął stanowisko wicepremiera. Jednak już w marcu 1954 roku KC powołał go na urząd premiera w efekcie podziału władzy na fali sporów komunistów po śmierci Stalina. Nawet odwilż i październikowe zmiany na szczytach władzy nie zniszczyły kariery tego polityka. Pełnił funkcję szefa rządu w okresie stalinizmu i w czasie październikowych reform. Jeszcze przed październikiem ‘56 ówczesny I sekretarz KC PZPR Edward Ochab zaproponował mu fotel premiera także w przyszłym rządzie. Cyrankiewicz wykazał się instynktem politycznym, spotkał się z Gomułką i jemu zaproponował współpracę. Kiedy Gomułka stanął już na czele partii, docenił lojalność towarzysza Józefa. I tak w listopadzie 1956 roku Cyrankiewicz razem z Gomułką jechali z wizytą do Moskwy i byli serdecznie witani podczas powrotnej podróży pociągiem. Nawet upadek Gomułki w grudniu 1970 roku nie doprowadził do politycznej katastrofy "niezatapialnego" szefa rządu. Decyzję o użyciu broni wobec protestujących robotników podjął Gomułka w obecności Mariana Spychalskiego i Cyrankiewicza, a ówczesny premier ponosił współodpowiedzialność za tragiczne wydarzenia na Wybrzeżu. Mimo to uniknął poważnych konsekwencji. Wprawdzie pod koniec grudnia 1970 roku ustąpił ze stanowiska premiera, ale został… przewodniczącym Rady Państwa, zastępując na tym urzędzie Spychalskiego. Swoją funkcję sprawował do 1972 roku.

Negocjator

Reklama

W wielu wypowiedziach jego partyjnych kolegów przeważa pogląd, że Cyrankiewicz był politykiem uległym wobec partyjnych przywódców, który po prostu robił swoje, tj. stał na czele rządu. Jednak "etatowy" premier nie był postacią bezbarwną. W historii zapisał się także dzięki nieszablonowym wypowiedziom w momentach kryzysowych: w 1956 i 1970 roku. Kiedy w czerwcu 1956 roku w Poznaniu robotniczy protest został krwawo stłumiony przez milicję i wojsko, premier przybył do tego miasta i w radiowym przemówieniu stwierdził: Krwawe zajścia w Poznaniu nie powstrzymają jednak ani nie osłabią wysiłku partii i rządu, zmierzających do demokratyzacji naszego życia, do lepszego wykonywania naszych zadań i do rozwoju gospodarczego i kultury narodowej w najgłębszej trosce o szybszą poprawę warunków życiowych ludności pracującej […]. Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciwko władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego.

W jednym z wywiadów udzielonych po wielu latach od tych tragicznych wydarzeń Cyrankiewicz miał stwierdzić, że nie żałuje wypowiedzianych wtedy słów. Podobno spodobało się to Gomułce. Jak pisał Marek Zieleniewski: Gotowość premiera do "odrąbywania ręki" spotkała się z dużym uznaniem W. Gomułki. "To w gruncie rzeczy porządny socjaldemokrata" - stwierdził po wysłuchaniu przemówienia. Dodał jeszcze, że chciał w ten sposób ostrzec przed ewentualnością powtórzenia się takich zajść. Kiedy w grudniu 1970 roku w związku z podwyżkami cen wybuchły strajki na Wybrzeżu, Cyrankiewicz zareagował podobnie jak 14 lat wcześniej - 16 grudnia wygłosił przemówienie radiowo-telewizyjne, w którym apelował do Polaków: Odrzućcie od siebie prowokatorów, nie dawajcie posłuchu awanturnikom. Niech każdy na swoim posterunku w poczuciu odpowiedzialności za kraj i państwo przeciwstawi się anarchistycznym odruchom i stanie w obronie ładu, porządku i dyscypliny społecznej. Jak widać "żelazny premier" nie zawsze był skłonny do kompromisu.

Różne twarze premiera

W jednym z wywiadów, których autentyczność budzi wątpliwości historyków, Gomułka miał powiedzieć o swoim premierze: No cóż, Cyrankiewicz to był premier dla mnie bardzo wygodny […]. No widzicie, już przez to, że on miał kartotekę obciążoną tym, że chce te ręce obcinać, to można go było łatwo wykończyć przy lada okazji […]. Cyrankiewicz może był kiedyś idealistą (kto z nas nie był), ale to było grubo przed wojną. Według mnie Cyrankiewicza złamał obóz. Cyrankiewicz wyszedł z Oświęcimia ze złamanym kręgosłupem moralnym i politycznym, z jednym tylko pragnieniem: żyć, używać. Wszystko inne nic dla niego nie znaczy, wszystko inne jest grą […]. Zawsze są ludzie, którzy są tylko kukłami i w ten sposób są potrzebni rzeczywistej władzy.

Przy innej okazji w liście do członków KC PZPR z lutego 1971 roku Gomułka pisał: Najwięcej pretensji wnosiłem pod adresem tow. Cyrankiewicza. Współpracowałem z nim jako premierem w ciągu 14 lat i stale odnosiłem wrażenie, że to wszystko, co dzieje się w gospodarce, jest mu zupełnie obce. Nie czuł się nigdy - tego jestem pewien - odpowiedzialny za gospodarkę. Rozumował takimi kategoriami, jakby rząd podlegał Komisji Planowania, a nie Komisja Planowania rządowi. Włodzimierz Sokorski, minister kultury i sztuki w latach 1952-1956, tak oceniał Cyrankiewicza:Był w gruncie rzeczy całkowicie lojalny wobec Gomułki i wobec narzuconego mu przez Gomułkę systemu sprawowania rządów. Stąd jego ciągła kompromisowość, przymykanie oczu na absurdy gospodarcze. Stąd w nim ta dziwna sprzeczność: z jednej strony wciąż rzutki, energiczny, obdarzony niesamowitą intuicją, z drugiej - uległy, niepotrafiący wyzwolić się ze schematów, które sam współtworzył. Czy "wszystko po nim spływało jak po gęsi"? Był dobrym dyplomatą, wiele zdziałał dla kultury. Natomiast podejrzewam, że stanowisko dyrektora naczelnego gigantycznego przedsiębiorstwa pod nazwą PRL - na którym w roli premiera chciał go widzieć Gomułka - najzwyczajniej mu nie odpowiadało.

Konspirator czy konfident?

Józef Cyrankiewicz urodził się 23 kwietnia 1911 roku w Tarnowie. Służył w Szkole Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim, potem studiował na Wydziale Prawa i Administracji UJ. Pasjonował się tematyką społeczną, organizował dyskusje wśród kolegów. Był dobrym mówcą, co przydało się mu w okresie PRL-u, choć jego wystąpienia były kontrolowane. W 1933 roku wstąpił do PPS. Służył jako oficer artylerii w kampanii wrześniowej. Pod Chełmem trafił do niemieckiej niewoli, ale uciekł z pociągu. Podczas okupacji działał w ruchu oporu, m.in. współorganizował ucieczkę Jana Karskiego ze szpitala w Nowym Sączu. Wiosną 1941 roku aresztowało go gestapo i osadziło w więzieniu Montelupich w Krakowie. Zorganizował tam komórkę konspiracyjną. Do planowanej ucieczki nie doszło, a on sam został wywieziony do Auschwitz. W obozie konspirował i współpracował z AK. Ruch oporu zorganizował m.in. ucieczkę Witolda Pileckiego. Istnieją hipotezy, że Cyrankiewicz był konfidentem gestapo, a jego udział w obozowym ruchu oporu to mit spreparowany przez propagandę. Z dokumentów IPN i relacji świadków można wysnuć wniosek, że współpracował z władzami obozowymi. Profesor Wiesław Jan Wysocki, autor biografii Pileckiego, pisze: Najprawdopodobniej Cyrankiewicz miał dostęp do tzw. Kanady, czyli magazynów, w których gromadzono precjoza i pieniądze zrabowane więźniom. Mając parasol ochronny ze strony obozowych gestapowców, wymieniał zagrabione kosztowności z funkcyjnymi, którzy nie mieli do nich dostępu. Dzięki zdobywanym ubraniom i żywności mógł łatwiej przeżyć w obozie. Ale przecież mógł też współwięźniom pomagać. Kwestia kolaboracji późniejszego premiera nie jest rozstrzygnięta i budzi spory historyków. W styczniu 1945 roku Cyrankiewicz został przewieziony z Auschwitz do Mauthausen, gdzie doczekał wyzwolenia.

Cyrankiewicz już przed wojną oprócz zajmowania sie polityką wiódł bujne życie towarzyskie. Spotykał się m.in. z Adamem Ciołkoszem z PPS, późniejszym działaczem emigracyjnym, oraz z Wandą Wasilewską, dla której od 1939 roku ojczyzną był ZSRR. Po wojnie wystawnemu stylowi życia sprzyjało związanie się z kręgami nowej władzy. "Żelazny premier" był przeciwieństwem oszczędnego Władysława Gomułki. Wiedział jednak, że nie należy się z tym afiszować w obecności I sekretarza KC. Świadczy o tym wydarzenie opisane przez Marka Zieleniewskiego: Rok 1964. Na stole w pawilonie myśliwskim w Łańsku kawior, łosoś i koniak, a za stołem Józef Cyrankiewicz. Wchodzi oficer, zapowiadając niespodziewany przyjazd Władysława Gomułki. J. Cyrankiewicz klaszcze w dłonie i nakazuje: "Przygotować stół na przyjęcie towarzysza Wiesława". Ze stołu w mig znika kawior, łosoś i koniak, a pojawia się dżem, ser i kawa zbożowa. Podobno gościom zdziwionym jego zachowaniem miał powiedzieć: Towarzysz Gomułka jest na diecie.

p