Była to sieć sklepów, w których za zachodnią walutę lub tzw. bony można było kupić towary niedostępne lub trudne do znalezienia na krajowym rynku. Wcześniej podobną funkcję pełniły sklepy dewizowe PeKaO, a także sieć sklepów Baltony, służąca pracownikom polskich firm zatrudnionym za granicą i pobierającym pensje w dewizach.

W sklepach Peweksu (skrót powstał od nazwy Przedsiębiorstwo Eksportu Wewnętrznego) i Baltony klientów kusiły oryginalne jeansy, alkohole z całego świata i zabawki. Zachęcały do zakupu odpowiednio wyeksponowane szynki i smakowite, świetnie suszone kiełbasy. Nie brakowało owoców cytrusowych, a wiele polskich dzieci właśnie dzięki tym drogim zakupom mogło poznać smak ananasów, kiwi czy mango. Osoby budujące lub urządzające własne M (za dewizy można było również kupić mieszkanie) marzyły o luksusowej armaturze łazienkowej, która była tutaj zaledwie na wyciągnięcie ręki. Posiadaczy dewiz przyciągały sklepy z samochodami i akcesoriami motoryzacyjnymi, kosmetykami czy firmową elektroniką. Brandy Napoleon, likier Bols, guma do żucia Donald, jeansy Rifle, klocki lego, samochodziki marki Matchbox, telewizory Grundig czy woda toaletowa Old Spice były wyznacznikami bogactwa i luksusu.

W dobrze wyposażonych i starannie zaaranżowanych wnętrzach sklepowych spod szyldu Pewex, a także w bardziej hermetycznych sklepach Baltony oferowano wysokiej jakości wyroby zagraniczne, ale i krajowe. Warunek był jeden - klient płacił walutą wymienialną, mogły to być nawet dolary nowozelandzkie czy japońskie jeny, lub bonami towarowymi PeKaO. Zysk przedsiębiorstwa brał się z kilku źródeł. Za towary importowane pobierano wysoką marżę handlową, podczas gdy przedsiębiorstwa krajowe zdobywały w ten sposób cenne dewizy - znacznie prościej niż poprzez eksport na wymagający rynek zachodni.

BONY TOWAROWE PEKAO

Aby złagodzić niekorzystną społeczną wymowę intratnego przedsięwzięcia, wyraźnie kontrastującego z komunistycznymi sloganami, wymyślono nową "walutę", nazwaną bonami towarowymi PeKaO. Ten środek płatniczy, taki "pieniądz na niby", służył głównie do wymiany, na przykład za dolary, zawsze w stosunku 1:1 - klient płacił prawdziwą walutą, ale resztę wydawano mu już w bonach, jeśli nie zażądał jej w walucie. Poza możliwością zakupów w sklepach Peweksu i Baltony bony towarowe były bezużyteczne. Jeśli ktoś pisał w ogłoszeniu prasowym, że kupi lub sprzeda mieszkanie za bony - oznaczało to, że w rzeczywistości ma na myśli waluty wymienialne. Podobne znaczenie miało określenie "powracający". Tego szyfru, czyli swoistego sposobu pisania i czytania tekstów między wierszami, Polacy bardzo przestrzegali. Nie bez przyczyny, ponieważ dolary - zdaniem oficjeli państwowych - na ogół zdobywali nielegalnie (należało mieć potwierdzenie o zarobkach zagranicznych), podczas gdy bony mógł sobie zafundować, na przykład pod Peweksem, teoretycznie każdy.

TAJEMNICA BIZNESU

Inna sprawa, że nikt trzeźwo myślący nie wymieniał w większych ilościach zachodniej waluty na bony; złotówek nie można było wymieniać, chyba że po kursie czarnorynkowym. Właśnie w niewymienialności złotego oraz braku wolnego rynku tkwiła słodka tajemnica peweksowskiego biznesu. Brak podaży lepszych jakościowo towarów zmuszał wielu obywateli do robienia zakupów za waluty wymienialne. W przeliczeniu na złotówki koszt zakupu zachodniej waluty był bardzo wysoki. Na początku lat 70. za jednego dolara należało zapłacić na czarnym rynku około 120-130 złotych, przy średniej pensji nieco powyżej 2000 złotych. Z tego wynikało, że Polacy zarabiali średnio... 20 dolarów miesięcznie! Bony były o 5-10 procent tańsze, ale i tak ich czarnorynkowa cena mogła przyprawić o zawrót głowy. Nic dziwnego, że sytuację, usankcjonowaną przez Ministerstwo Finansów, które wydało przecież specjalne zezwolenie na prowadzenie sklepów Peweksu i Baltony, wykorzystywali cwaniacy i rasowi oszuści.

Reklama

PAŃSTWOWY CINKCIARZ

Nikt w peerelowskiej rzeczywistości nie miał złudzeń, że wielu cinkciarzy, czyli nielegalnych handlarzy walutą, przeprowadzających w biały dzień transakcje przed sklepami Peweksu, wywodziło się ze środowiska emerytowanych milicjantów i współpracujących ze Służbą Bezpieczeństwa (SB) przedstawicieli półświatka. Złośliwi mówili nawet, że tak naprawdę cinkciarz jest państwowy, jedynie przebrany za przedsiębiorczego prywaciarza. Jeśli nawet oficjalnie nie byli oni na państwowym garnuszku, to przecież tajemnicą poliszynela było, że płacili haracze funkcjonariuszom państwowym. Zresztą szydło z worka wyszło oficjalnie w latach 80., kiedy dyrektorem Peweksu został prominentny oficer peerelowskiego wywiadu Marian Zacharski.

WOLNOCŁOWA BALTONA

Tymczasem Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego "Baltona" (od nazwy Bałtyk oraz towarów ważonych w tonach) zostało utworzone już w 1946 roku, a jego głównym zadaniem było zaopatrywanie w towary załóg polskich statków. Z biegiem lat Baltona rozszerzyła działalność (od 1955 r. przedsiębiorstwo zaopatrywało polskie placówki dyplomatyczne), operując także na rynku wewnętrznym - zajęła się obsługą pasażerów na lotniskach międzynarodowych, przejściach granicznych i w portach morskich.

Wolnocłowe sklepy Baltony oferowały zakup towarów po nieco niższych cenach niż w Peweksie, ale tylko osobom, które pracowały legalnie za granicą. Zaopatrywali się w nich przede wszystkim marynarze i rybacy, pracownicy zatrudnieni na zachodnich kontraktach, a także personel LOT-u.

Baltona jako pierwsza zaczęła drukować bony towarowe, zwane marynarskimi, których wartość odpowiadała dolarom USA. Płacono nimi, zamiast dolarami, marynarzom i rybakom podczas rejsów zagranicznych. Co ciekawe, chęć zakupu bonów wyrażali także wyjeżdżający za granicę, co z pozoru mogłoby się wydawać absurdalne, bo przecież za bony w żadnym kraju poza Polską nie można było niczego kupić. Zważywszy jednak na to, że chodziło po prostu o nabycie w ten zawoalowany sposób wymienialnej waluty, wszystko staje się jasne. Baltona stała się także marką towarów o wydłużonym okresie trwałości, takich jak konserwy, wędliny, pieczywo, a nawet piwo. Przeszły one do historii razem z PRL-em, tyle że nie jako symbol bylejakości, lecz przeciwnie - uśmiechnięty marynarz z fajką, obładowany zakupami, świadczył o wysokiej marce towaru. To też była komuna, ale jakby bardziej ludzka, oglądana przez różowe okulary.

SYNONIM LUKSUSU

Zakupy w sklepach Peweksu czy Baltony stały się dla Polaków synonimem luksusu. Wiele osób celebrowało te chwile, napawając się nie tylko zapachem znakomitych gatunków kawy, czekolady czy tytoniu, ale również możliwością wybierania i przebierania w towarach, na co dzień przecież niedostępnych. Jeśli ktoś chciał zaszpanować przed znajomymi albo pokazać nielubianym sąsiadom, jak dobrze mu się powodzi, paradował ulicą z firmową peweksowską torebką. Firma była powszechnie znana - miała estetycznie zaprojektowane logo, które pojawiało się w reklamach i witrynach sklepów. Nie bez powodu wielu ekonomistów i speców od reklamy uważa, że błędem władz okresu transformacji było pozwolenie na jej upadek. Magazyn marketingu i reklamy "Brief" uznał Pewex za najbardziej spektakularnie zmarnowaną markę z czasów komuny. Pozostały po niej jedynie, do dziś noszące tę nazwę, kluby muzyczne w Łodzi, a także w Zgorzelcu jedyny w kraju sklep Pewex, który na początku lat 90. wykupiły ekspedientki ratujące własne miejsca pracy.

Bony PeKaO, czyli zastępczy środek płatniczy w PRL-u, od początku miały służyć do drenażu kieszeni tych obywateli, którzy na Zachodzie oficjalnie zarabiali, otrzymywali stamtąd spadki, darowizny, emerytury lub renty. Zamiast w dolarach, markach, funtach czy frankach polskie władze wypłacały im ekwiwalent w bonach, twierdząc, że jest to równowartość prawdziwej waluty. W latach 50. i 60. za obrót dewizami groziły surowe kary, ale już w latach 70. zaczęto patrzeć na dolarowe transakcje przez palce. Jednak strach obywateli przed restrykcjami pozostał.

Warto wiedzieć, że sklepów za waluty wymienialne nie wymyślili Polacy. Pomysłodawcą idei (już w latach 30.) w tym wypadku - podobnie jak większości socjalistycznych pomysłów - był "bratni" Związek Radziecki, w którym powstały sklepy sieci Bieriozka. W Czechosłowacji natomiast utworzono sklepy Tuzex, w Bułgarii Corecom, a w NRD Intershop. Wszędzie obowiązywała podobna zasada sprzedaży za waluty wymienialne.

p