W 1971 roku w czterech procesach kilkudziesięciu działaczy Ruchu otrzymało wyroki więzienia. Członkowie organizacji rekrutowali się głównie spośród młodzieży aktywnej w duszpasterstwach akademickich Warszawy, Łodzi i Lublina. Wielu z nich pochodziło z rodzin, w których żywe były piłsudczykowskie dążenia niepodległościowe, tradycje AK oraz powojennych organizacji antyreżimowych. Organizacji, z którą związało się kilkadziesiąt osób, przewodzili bracia Czumowie - Andrzej, Benedykt, Hubert i Łukasz.
Celem Ruchu było obalenie reżimu PZPR. Mijają lata, które pokazują, że naród nasz w dalszym ciągu nie ma nic do powiedzenia i do decydowania w swoich najistotniejszych sprawach […]. Mamy dość podnoszenia kłamstwa do rangi jedynej religii państwowej. […] Jakim prawem grupka ludzi, opierając się na obcej sile zbrojnej, ograbia nas, okłamuje i demoralizuje […]? - pytano w deklaracji programowej "Mijają lata".
W tekście dominowały plany uniezależnienia się od ZSRR, odsunięcia od władzy działaczy partii komunistycznej i przywrócenia w Polsce ustroju parlamentarnego. Program polityczny Ruchu zarysowano dość mgliście. Z jednej strony miało to zapobiec rozłamom w zróżnicowanym ideowo środowisku. Szczególnie grupa łódzka (m.in. Joanna Szczęsna, Jacek Bierezin) była przywiązana do lewicowych ideałów. Z drugiej strony perspektywa upadku komunizmu wydawała się uczestnikom organizacji na tyle odległa, że spory o przyszłość Polski suwerennej uznawali za jałowe. Teksty działaczy głównego nurtu Ruchu nie odwołują się do jednej tradycyjnej ideologii politycznej. Najbardziej zbliżone są do ideałów chadeckich. Odrzucano ideologię klasową i socjalizm, lecz nie dezawuowano tradycji lewicy niepodległościowej w Polsce.
Ruch był pierwszą organizacją po 1956 roku tak mocno podkreślającą postulat niepodległości i konieczność respektowania praw człowieka (wywodzących się z personalistycznych tradycji chrześcijańskich poszanowania osoby ludzkiej), a także nieskrępowanego działania duszpasterskiego Kościoła katolickiego. W deklaracji programowej podkreślano: Los nas umieścił w obrębie totalizmu. Totalizm, który jest dzieckiem naszego wieku, polega na skupieniu w rękach państwa wszelkich dziedzin działalności społecznej i politycznej. […] Totalizm komunistyczny w uniwersalnym wydaniu to stopniowe niszczenie osoby ludzkiej […]. Musimy przygotować się do tego, by w przyszłych, korzystnych fluktuacjach międzynarodowych posiadać sprawność wystarczającą do zrealizowania przysługujących nam przez sam fakt naszego istnienia praw człowieka.
Nieufność wobec Niemiec i ZSRR kazała szukać w krajach Europy Środkowo-Wschodniej partnerów strategicznych niepodległego w przyszłości państwa. Choć w deklaracji programowej znajdują się zapisy sugerujące etatystyczne poglądy na gospodarkę, to głównym postulatem organizacji było zniesienie monopoli państwowych i uniezależnienie polityki ekonomicznej Polski od interesów Związku Radzieckiego.
Właśnie negacja idei socjalizmu i brak wiary w możliwość ewolucyjnej demokratyzacji systemu najbardziej różniły aktywistów Ruchu od pozostałych środowisk opozycyjnych głównie o lewicowym charakterze.
Od rewizjonistycznej lewicy organizację odróżniał także sposób działania. Miała pozostać w konspiracji. Jej ujawnienie planowano dopiero w momencie pojawienia się korzystnych warunków geopolitycznych do obalenia władzy PZPR. Przywódcy Ruchu znaleźli się w trudnym położeniu. Należało utrzymywać istnienie organizacji w konspiracji, a jednocześnie rozbudowywać jej struktury. Aktywność organizacji skupiała się na wydawaniu "Biuletynu" oraz "Informatora", pierwszych od wielu lat podziemnych pism w Polsce. Przeznaczone były do użytku wewnętrznego. Zachowanie tajności przy pozyskiwaniu sprzętu drukarskiego stanowiło duże wyzwanie. Aby złamać monopol informacyjny państwa, członkowie organizacji posuwali się do naruszania prawa. Powielacze i maszyny do pisania pochodziły z kradzieży. Aktywność organizacji była jednak skutecznie paraliżowana. Ze względu na działalność starszego pokolenia Ruchu w WiN-ie (Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji "Wolność i Niezawisłość") czy też udział Czumów w kolportażu wydawnictw emigracyjnych, Służba Bezpieczeństwa przez wiele lat prowadziła przeciwko nim działania operacyjne. Dopiero jednak zwerbowanie tajnych współpracowników spośród osób z otoczenia aktywistów organizacji pozwoliło służbom dowiedzieć się o istnieniu Ruchu i dotrzeć do jego publikacji.
Proces przeciwko przywódcom Ruchu rozpoczął się we wrześniu 1971 roku. Członkowie organizacji czuli się osamotnieni, ponieważ nikła część Polaków interesowała się ich losem, a jeszcze mniejsza podzielała ich poglądy. Społeczeństwo wydawało się obdarzać kredytem zaufania nową ekipę Edwarda Gierka. Balansujący na granicy przestępstwa kryminalnego sposób działania organizacji też nie przysparzał jej sympatyków.
Andrzej Czuma i Stefan Niesiołowski 23 października zostali skazani na 7 lat więzienia, Benedykt Czuma na 6 lat, mający za sobą przeszłość w konspiracji poakowskiej Marian Gołębiewski i Bolesław Stolarz na 4,5 roku, zaś Emil Morgiewicz na 4 lata. Były to najwyższe wyroki sądowe w procesach politycznych tego czasu. W dokumencie SB - informacji dotyczącej reperkusji i komentarzy w związku z likwidacją Ruchu przez Służbę Bezpieczeństwa 24 października 1970 roku napisano: Prowincjał jezuitów ks. Władysław Janczak w rozmowie […] zawiązanej podczas spotkania z superiorami domów zakonnych, jakie miało miejsce w dniach 10-11 października 1970 r. w Lublinie […] ze zdziwieniem w głosie mówił o (Hubercie) Czumie jako o fanatyku pozbawionym realizmu w ocenie sytuacji, albowiem w Polsce nie ma takiej siły, która byłaby zdolna do obalenia władzy.
Surowe orzeczenie sądu sprowokowało 17 intelektualistów do sygnowania w listopadzie 1971 roku listu do ministra sprawiedliwości z wnioskiem o rewizję wyroku. Na sali sądowej pojawili się znani lewicowi i liberalni opozycjoniści, by okazać solidarność z sądzonymi. Pierwszy protest z żądaniem rewizji procesu wniosło w listopadzie 1971 r. do ministra sprawiedliwości 17 warszawskich literatów zainspirowanych przez byłych "komandosów" - czytamy w dokumencie SB z 4 maja 1972 roku informującym o reakcji na proces rewizyjny przywódców Ruchu. Wśród sygnatariuszy byli m.in. J(erzy) Andrzejewski, J(arosław) Newerly, M(ieczysław) Jastrun, K(azimierz) Brandys, Z(bigniew) Herbert, W(iktor) Woroszylski. […] Wyrazem solidarności osób ze środowisk opozycyjnych było demonstrowanie poparcia dla członków "Ruchu", m.in. poprzez obecność na rozprawach sądowych. Na rozprawie rewizyjnej w końcu kwietnia br. poza rodzinami znajdowali się m.in. A(ntoni) Słonimski, W(iktor) Woroszylski, M(elchior) Wańkowicz, J(an) J(ózef) Lipski, Z(bigniew) Herbert, M(ieczysław) Jastrun, prof. E(dward) Lipiński oraz byli "komandosi" A(dam) Michnik, J(an) Lityński, S(eweryn) Blumsztajn i B(arbara) Toruńczyk.
Wyroki jednak utrzymano, a skazanych zwolniono z więzień dopiero w wyniku powszechnej amnestii w lipcu 1974 roku. Wielu uczestników Ruchu w drugiej połowie lat 70. działało w Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz innych organizacjach antyreżimowych.
Prowadzący śledztwo oficerowie SB starali się udowodnić organizacyjne powiązania Ruchu z Kościołem katolickim, co miało skompromitować tę instytucję. Oficer SB notował, że dotychczasowe ustalenia nasuwają podejrzenia powiązań organizacyjnych i ideowych niektórych członków nielegalnej organizacji z klerem zaangażowanym w duszpasterstwo z młodzieżą akademicką i studentami. Z materiałów zebranych przez milicję polityczną wynika, że niektórzy hierarchowie interesowali się działalnością sądzonych. Większość duchownych traktowała jednak aktywistów Ruchu z dystansem: Księża salezjanie […] wyrażali pogląd, że zatrzymania księży i studentów są wynikiem sytuacji ukształtowanej w duszpasterstwie akademickim przez ojców jezuitów. Księża stwierdzili, że jest to jednak ich wewnętrzna sprawa, od której my zdecydowanie się odcinamy. W ramach własnego duszpasterstwa będziemy zwracali uwagę, by nie dopuścić do podobnej sytuacji.
Młodsze pokolenie uczestników Ruchu postulowało podjęcie aktywności bardziej spektakularnej i mającej oddźwięk społeczny. Sposobem na ukazanie sprzeciwu wobec ustroju miało być podpalenie Muzeum Lenina w Poroninie 21 czerwca 1970 roku, co z pewnością odbiłoby się głośnym echem ze względu na przypadającą właśnie 100. rocznicę urodzin radzieckiego przywódcy. Taki akt nosiłby cechy terroryzmu politycznego, którego podstaw ideowych trudno byłoby się doszukać w dokumentach Ruchu. W tym czasie na zachodzie Europy zaktywizowało się wiele grup - ich metodą walki politycznej był właśnie terror. Działacze Ruchu dali się ponieść duchowi epoki. Do podpalenia jednak nie doszło. Akcję uprzedziły działania milicji. W przeddzień planowanego sabotażu aresztowano 26 osób, potem liczba zatrzymanych w związku z działalnością Ruchu wzrosła do około 150.
p