Dziennik Gazeta Prawana logo

Uwaga na wakacyjną drożyznę

12 października 2007, 16:36
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Właściciele wakacyjnych kurortów chcą wydusić z turystów ostatni grosz. Na Mazurach i nad Bałtykiem bez grubego portfela nie ma czego szukać. Na własnej skórze przekonała się o tym rodzina Kostyrów spod Krakowa, która przyjechała na wypoczynek do Mikołajek - pisze "Fakt".

Już pierwszego dnia pobytu głowa rodziny pan Krzysztof łapał się za głowę i oznajmił dzieciom, że zamiast obiecanych dwóch tygodni, zostaną nad jeziorem Tauty tylko pięć dni... "Tutaj nawet nie jest bardzo drogo. Tutaj jest megadrogo! Przecież to nie są ceny dla normalnych ludzi, tylko dla jakichś zagranicznych bogaczy" - mówi "Faktowi" oburzony Krzyszof Kostyra.

Krzysztof, jego żona Marta, syn Paweł i córka Kinga od dawna planowali wyprawę na Mazury. "Dzieci tak się cieszyły, że popływamy kajakami i rowerami wodnymi. A my z żoną marzyliśmy o wieczorach w mazurskich barach i delektowaniu się świeżą rybką" - opowiada pan Krzysztof.

Ale już zaraz po przyjeździe rodzina Kostyrów przecierała oczy ze zdumienia. Patrząc na ceny w miejscowych barach, szczypali się w ramię. Za byle jakie śniadanie musieli zapłacić po 20 złotych od osoby. Z trwogą myśleli już o obiedzie. Obawy okazały się słuszne. Za marną sielawę z frytkami, do tego sok i surówkę dostali rachunek opiewający na 40 zł od osoby - informuje "Fakt".

Pieniądze topniały w zastraszającym tempie. A dzieci już domagały się lodów i wycieczki statkiem po jeziorze. Znów trzeba było płacić niebotyczne sumy. W końcu rodzina Kostyrów usiadła pod koniec dnia na kolację. Kiełbaska, herbatka, sałatka warzywna i pan Krzysztof ujrzał już dno portfela... Tylko w ciągu pierwszego dnia pobytu na Mazurach wydał 420 złotych.

"Zamiast na dwa tygodnie, pieniędzy starczy nam na pięć dni" - bezradnie rozkłada ręce Krzysztof Kostyra. Także dziennikarz "Faktu" sprawdził, czy w tym roku wyjeżdżając na wakacje, grozi nam drenaż kieszeni. Po przyjeździe do Mikołajek zamówił w jednym z barów bardziej wyszukaną potrawę, mozarellę na pomidorach. Zapłacił 20 złotych. Na talerzu ujrzał siedem plastrów pomidora, na których niedbale leżał pokrojony ser. Za taki sam posiłek przyrządzony w domu reporter zapłaciłby 4 złote.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj