Ubywa studentów, więc prawie w połowie placówek skurczyły się przyznawane przez resort nauki dotacje na działalność dydaktyczną. Dobrym przykładem jest Politechnika Radomska. Rok 2011 zamknęła ze stratą blisko 4 mln zł. A jak piszą autorzy w sprawozdaniu finansowym: „Uczelnia odnotowała spadek dotacji z MNSiW o kwotę 1,3 mln zł. Do 2009 r. udział procentowy dotacji w stosunku do całości przychodów wzrastał”. I dodają, że w 2011 r. był też widoczny spadek wpływów z opłat od studentów. Zmniejszył się o 506 tys. zł.

Reklama

Spadek widać też na Uniwersytecie Warszawskim: wpływy za magisterskie studia wieczorowe spadły o 6 proc., a za uzupełniające i podyplomowe spadki były dwucyfrowe.

Dlatego, jak podkreślają eksperci, wpływ na sytuację szkół wyższych ma nie tylko liczba studentów: wiele zależy od kreatywności i rozsądnego gospodarowania budżetem. I choć pogorszenie sytuacji finansowej dotyczy większości uczelni, są chlubne wyjątki. Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie jeszcze kilka lat temu borykał się z kilkudziesięciomilionowymi stratami, które zagroziły płynności finansowej placówki. Nowe władze przeprowadziły ostre cięcia – z uczelni odeszło 500 pracowników, a o 60 zmniejszono liczbę stanowisk kierowniczych. W efekcie w 2010 r. wynik finansowy był dodatni i wynosił 5 mln zł. Następny rok zamknięto z nadwyżką 12 mln zł.

Inną metodą na kłopoty finansowe jest szukanie nowych sposobów zarabiania pieniędzy. Tak robi Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, która miała 27 mln zł zysku w tym roku. Jak twierdzi Bartosz Dembiński, rzecznik AGH, zarabiają głównie na współpracy z prywatnymi firmami oraz pozyskiwaniu pieniędzy unijnych. Uczelnia współpracuje m.in. z IBM, KGHM i Orlen, ale także z mniejszymi spółkami. Finansują one niektóre projekty badawcze i budowę centrów badawczych. Z kolei UW uzyskał zwiększone dotacje z UE.

Ale nawet te przedsiębiorcze uczelnie nie zawsze są w stanie uniknąć kłopotów. Zdaniem Artura Wezgraja, kanclerza Politechniki Koszalińskiej, często te, które prowadzą duże projekty współfinansowane przez Unię, stają w obliczu zagrożenia płynności finansowej. Winę ponoszą opóźnienia w płatnościach i przeciągające się procedury refundacyjne. – A uczelnie muszą terminowo regulować płatności dla wykonawców – wylicza Wezgraj. Ale bywa i tak, że problemy z finansami mają na własne życzenie. Jak wynika z przeprowadzonej w 2011 r. kontroli NIK, właściwe wydawanie pieniędzy nie jest ich mocną stroną. Wiele placówek np. dopłacało ze środków budżetowych do studiów niestacjonarnych, do czego nie mają prawa. Inne zawyżały wysokość czesnego, gdy może ono jedynie pokrywać koszty kształcenia. Część uczelni nie zwracała pieniędzy do budżetu państwa z dotacji na inwestycje, których nie udało im się wykorzystać. W większości szwankował system wypłat stypendialnych. Według kontrolerów NIK często to efekt zwykłego bałaganu i braku panowania nad budżetem.

Część szkół zrobiła restrukturyzację i teraz zgarnia milionowe zyski