Przyczyną katastrofy było „ - wynika z raportu Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych, do którego dotarł "Rynek Kolejowy".
Zdaniem dokumentu winni katastrofy byli też maszyniści obu składów, którzy nie zastosowali się się do sygnałów "nie uprawniających do jazdy". Najwięcej jednak błędów popełnili dyżurni ruchu. Pracownikowi posterunku w Starzynach kolejowi śledczy zarzucają brak sprawdzenia i zabezpieczenia rozjazdów, zezwolenie na jazdę pociągów, brak obserwacji pociągu, jak też . W raporcie oceniono też postępowanie dyżurnej z drugiego posterunku - w Sprowie. Miała ona źle zinterpretować sygnały z urządzeń i nie wszczęła alarmu.
Dostało się też zarządcy polskich torów. Kolejowi inspektorzy wykryli, że spółka zataiła puszczenie pociągu na zły tor przez dyżurnego ruchu w Starzynach. W zmowie mieli, zdaniem "Rynku Kolejowego" uczestniczyć kolejarze z pociągu, jak też dyżurni ruchu i dyspozytor z Lublina. Do tego, w raporcie możemy wyczytać, że PKP PLK nie zapewniły odpowiedniego nadzoru na posterunkach kolejowych, a także nie zapewniono odpowiedniej ilości szkoleń i funkcjonującą kontrolę wewnętrzną.