Dziennik Gazeta Prawana logo

O Polsce bez braci

17 listopada 2007, 04:01
Ten tekst przeczytasz w 21 minut

Timothy Garton Ash jest jednym z tych wybitnych zachodnich intelektualistów, którzy zawsze próbowali tłumaczyć Zachodowi specyfikę Europy Środkowo-Wschodniej. Przed 1989 rokiem penetrował tamtejsze demoludy w poszukiwaniu śladów niepowtarzalnej środkowoeuropejskiej tradycji. Takim żywym śladem miała być m.in. polska "Solidarność", której poświęcił głośną książkę. Po obaleniu komunizmu nadal, tym razem niemal na gorąco tłumaczył zachodnim czytelnikom przemiany w naszej części Europy. Po dojściu w Polsce do władzy braci Kaczyńskich na łamach "Europy" ukazał się esej Asha "Nowa Polska bliźniaków" (nr 99 z 22 lutego ub.r.), w którym krytycznie, ale i bez charakterystycznych dla wielu komentatorów uprzedzeń analizował ich projekt polityczny. Dziś w rozmowie z nami przyznaje, że po niedawnej zmianie władzy w Polsce odetchnął z ulgą. Wskazuje jednak, że PiS-owska IV RP ma swoje istotne społeczne zaplecze, którego nie można zlekceważyć. Nie ma już powrotu do lat 90. PiS jest dobrą bazą dla "cywilizowanej" chadecji, której w polskim pejzażu politycznym bardzo brakuje. Musi tylko przestać żyć emocjami rodem z odległej przeszłości. I nauczyć się grać w drużynie, jaką dziś dla Polski jest Unia Europejska. Dotyczy to zresztą całej polskiej klasy politycznej. Jej spory, zdaniem Asha, wciąż nazbyt przypominają epokę sprzed II wojny światowej albo wręcz czasy szlacheckich sejmików. Wielkim zadaniem, wręcz cywilizacyjną misją nowej liberalnej władzy powinno stać się "ucywilizowanie" polskiego dyskursu politycznego. Przekonanie partyjnych liderów, że od ambicjonalnych sporów ważniejszy jest kontekst instytucjonalny. Współczesny świat - twierdzi Ash - stał się na tyle skomplikowany, że z pomocą polityki uprawianej w tradycyjnym stylu, opartej na silnych osobowościach i prostych ideowych podziałach nie jest się już w stanie wiele wskórać. Dziś ważniejsi od Balcerowicza czy Kaczyńskiego są młodzi Polacy pracujący w unijnych instytucjach. To dzięki nim Polska ma szansę stać się ważnym graczem w Europie.

p


Muszę przyznać, że nie było wydarzeń, które zaskoczyłyby mnie negatywnie. Dynamika Kaczyńskich, dynamika tego deklarowanego przełomu - który bardziej skupiał się na przeszłości niż na przyszłości - sugerowała, że wydarzenia potoczą się właśnie tak, jak się potoczyły. Jednak nawet na tym tle pewnym szokiem było dla mnie aż tak radykalne pogorszenie się stosunków Polski z Niemcami - proces bardzo szkodliwy dla Polski i dla całej Europy. A pozytywnym zaskoczeniem jest wynik październikowych wyborów, czyli to, że "Polska bliźniaków" przetrwała tylko dwa lata.


Oczywiście, że nie. PiS jest zakorzenione w społeczeństwie, nawet przegrywając z Platformą Obywatelską otrzymało jedną trzecią głosów. Polska PiS nadal istnieje, w demokracji trzeba to uznać. Jednocześnie decyzja polskich wyborców była zupełnie jednoznaczna. Wygrała PO, ze znaczną przewagą, przy wyraźnie większej frekwencji wyborczej - i to zwłaszcza wśród ludzi młodych. Moim zdaniem to była decyzja nie tylko polityczna, ale przede wszystkim egzystencjalna, którą można podsumować tak: "Nie chcemy Polski zwróconej tylko ku przeszłości. Chcemy Polski nowoczesnej, europejskiej, zwróconej ku przyszłości".


Tę sprawę oczywiście trzeba położyć na szali zysków i strat ostatnich kilkunastu miesięcy. W Polsce ciągle jeszcze brakuje ustabilizowanego, cywilizowanego krajobrazu politycznego. Blisko 20 lat po roku 1989 wciąż nie ma dużych partii ludowych czy narodowych - takich jak te, które od dawna wypełniają polityczny pejzaż Anglii czy Niemiec. Polsce jest ewidentnie potrzebna taka umiarkowana, nowoczesna chadecja. Gdyby teraz PiS - co daj Boże! - rozwinął się w tym kierunku i zaczął odgrywać rolę taką jak CDU w Niemczech, to, po pierwsze, bardziej konserwatywne interesy i wrażliwość znacznej części polskiego społeczeństwa miałyby trwałą i cywilizowaną artykulację, a po drugie, podobnie jak w Niemczech, skrajne partie populistyczne zostałyby trwale zepchnięte na polityczny margines.


To by oznaczało błąd polityczny. Obecnie w całej Europie polityka polega na walce o centrowego wyborcę. Dlatego że, po pierwsze, jest to wyborca realnie większościowy, którego poparcie przesądza o zwycięstwie, a po drugie, to ideowe centrum zajmuje klasa średnia, której poparcie jest kluczowe dla umiarkowanych europejskich partii. Tak więc, nawet jeśli PO także walczy o obecność w centrum, co jest oczywiste, to budowanie przez Kaczyńskiego wyrazistości przez odwracanie się od centrum jest receptą na polityczną marginalizację.


Polski paradoks, że to właśnie Kaczyńscy, będąc u władzy, zaakceptowali kolejny etap integracji europejskiej, jest doskonale znany w Wielkiej Brytanii, gdzie to konserwatywne rządy (brytyjscy konserwatyści zawsze mieli przecież swoje eurosceptyczne postulaty) podpisywały ostatecznie wszystkie ważniejsze traktaty wiążące Wielką Brytanię z Unią Europejską. Z wyjątkiem ostatniego, który jest zresztą mniej istotny, wszystkie wcześniejsze zostały zaakceptowane przez Margaret Thatcher czy premiera Johna Majora. Każda partia rządząca czuje się zmuszona do działań odpowiedzialnych, zgodnych z racją stanu. A uczestnictwo Polski tak jak i Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej jest dzisiaj elementem racji stanu. Jest takim absolutnym minimum politycznej odpowiedzialności.


Wyróżnianie specyficznych perspektyw i problemów "nowej" i "starej" Europy, choć w punkcie wyjścia niepozbawione podstaw, jest na dłuższą metę przeszkodą w budowaniu europejskiej polityki. Nikt nie powinien docelowo traktować Unii jako narzędzia do załatwiania wyłącznie swoich, partykularnych spraw, przy braku zainteresowania dla pozostałych problemów. Tak jak Rosja czy Ukraina nie są partykularnym problemem Polski, ale muszą być przedmiotem polityki europejskiej, podobnie Polska musi się interesować stanowiskiem Europy w sprawach Bliskiego Wschodu, a także innymi, nielokalnymi tematami europejskimi. A wracając do kwestii uczenia się przez Europę polskiej perspektywy. Chciałbym podkreślić, że w kwestii zagrożenia blokadą energetyczną ze strony Rosji czy w sprawie rosyjskiego embarga na polskie mięso istotnie zabrakło niezbędnej solidarności europejskiej. Jednak w polityce Kaczyńskich brakowało czegoś najważniejszego - umiejętności działania zespołowego, uprawiania polityki właśnie na skalę europejską. Polska pod rządami Kaczyńskich była w tak niedobrych stosunkach z Niemcami i tak niezgrabnie działała na innych obszarach, że praktycznie nie miała sojuszników. Musimy też pamiętać, że to nie tylko Polska, ale także Czechy czy kraje bałtyckie zmieniły ten "zachodniocentryczny" obraz europejskiej polityki.


Co z kolei było usprawiedliwieniem dla oskarżania rządu Kaczyńskich o anachroniczny, nacjonalistyczny partykularyzm. W konsekwencji w sprawach rosyjskich nadal nie mamy spójnej polityki europejskiej, ale jedynie politykę niemiecką, francuską, włoską, brytyjską. Tymczasem tylko polityka europejska jest dość silna, by osiągnąć pozytywne rezultaty w relacjach z Rosją. Ale Polacy muszą też rozumieć, że taka polityka europejska nie może być w całości polityką polską, nawet jeśli ostatecznie będzie ona działać także w interesie Polski.


Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż zostało to opisane w tym polskim sporze. Takie przeciwstawienie ani nie opisuje tej specyficznej tradycji "Solidarności", ani nie daje się zastosować do dzisiejszej polityki europejskiej. Dlatego że polityka europejska to nowość. To nie jest polityka państw reprezentowanych przez Bismarcka, Disraelego czy Piłsudskiego. Oczywiście przywódcy nadal są ważni. Jednak ostatecznie polityka europejska to nie tylko charyzmatyczni liderzy, ale przede wszystkim zupełnie nowa kultura instytucjonalna. I dla mnie ciekawsze jest - także z punktu widzenia tej syntezy pomiędzy liberalizmem i środkowoeuropejskim doświadczeniem - obserwowanie pracujących w Brukseli Polaków, Czechów czy Węgrów. Można nawet powiedzieć, że na dłuższą metę ten młody Polak pracujący w jakimś wydziale Komisji Europejskiej, zajmującej się tworzeniem ładu prawnego, polityki energetycznej czy polityki wschodniej, jest tak samo ważny jak Balcerowicz czy Kaczyński. Ci młodzi Polacy, Czesi, Węgrzy czy Bałtowie uczą się specyficznych sposobów funkcjonowania dzisiejszego życia międzynarodowego, w którym są różne sojusze, lobby, interesy, niejasne i skomplikowane mechanizmy. Na tym poziomie nikt nie sformułowałby tak grubego, nieprecyzyjnego przeciwstawienia jak solidarność kontra liberalizm. Ludzie pracujący w Brukseli uczą się jeszcze jednego: że do uprawiania skutecznej polityki europejskiej nie wystarczy już trójkąt Merkel-Sarkozy-Brown. Geometria europejska jest bardziej skomplikowana i zmienna. Co wcale nie wyklucza obrony własnych priorytetów. Pod warunkiem że za każdym razem przekona się do tych priorytetów jeszcze kogoś w Europie.


Bronisław Geremek jest idealnym przykładem takiej syntezy, ale oczywiście nie jedynym. Jest też Vaclav Havel i wielu innych. Pamiętajmy również, że niemieckojęzyczna Mitteleuropa i Europa Środkowa to są dwie różne rzeczy, które jednak się spotykają - właśnie w Wiedniu, gdzie teraz rozmawiamy. Tak przekraczamy granicę "nowej" i "starej" Europy, granicę rzekomo nieprzystających do siebie doświadczeń. Właśnie z tej dzisiejszej wiedeńskiej perspektywy można powiedzieć, że Europa Środkowa była po prostu drogą, po której Polska, Węgry czy Czechy mogły powrócić do Zachodu.


Wszyscy jesteśmy teraz razem w Europie i razem na Zachodzie. A specyfika narodów środkowoeuropejskich nie jest specyfiką jakiejś twardej alternatywy cywilizacyjnej wobec Zachodu. Moim zdaniem najważniejszym dziś problemem nowych członków Unii Europejskiej nie jest problem narodowy ani nie problem wartości czy tożsamości, lecz problem państwa. Słabości państwa i konieczności jego odbudowy.


Tyle że Polsce nie jest potrzebne rozbudowane, skrajnie upolitycznione państwo, administracja państwowa jako narzędzie politycznego konfliktu, zawłaszczona przez jedną partię. Polska, a także inne kraje Europy Środkowej, potrzebują silnego państwa prawa. Tu nie można nawet mówić o restauracji państwa prawa po okresie rządów Kaczyńskich. Bo takiego silnego, skutecznego państwa prawa w Polsce nie było za sanacji, nie mówiąc już o okupacji. Ono nie istniało także za PRL i zostało, tylko częściowo, na kruchych podstawach odbudowane po 1989 roku. Dlatego trzeba mówić po prostu o konieczności zbudowania w Polsce państwa prawa. Oczywiście Unia Europejska wymuszała wzmacnianie pewnych elementów państwa prawa w krajach kandydujących do członkostwa. Ale samo jej oddziaływanie nie wystarcza. Być może to wymuszanie było nawet bardziej efektywne w okresie przygotowań do akcesji. Dziś, gdy już jesteście w Unii, presja może być paradoksalnie mniejsza. Tym bardziej potrzebna jest wasza własna inicjatywa polityczna na rzecz budowy w Polsce państwa prawa. Mam nadzieję, że wcześniejsze upartyjnienie państwa będzie jakąś nauczką dla Donalda Tuska, by budowę państwa prawa i wyłączenie administracji państwowej z politycznego konfliktu uczynić swoim priorytetem.


Sądzę, że mają pewne szanse, by ucywilizować politykę w Polsce. Wydaje mi się, że polska polityka ciągle jeszcze przypomina i reprodukuje spory czy też emocje z lat 20. ubiegłego wieku. Może nawet zachowała wcześniejszą atmosferę szlacheckich sejmików. Polscy liberałowie mieliby zatem przed sobą zadanie naprawdę cywilizacyjne - zmienić, unowocześnić sam podstawowy model i styl polskiej polityki. Odpersonalizować i uspokoić polityczne spory, nadać im ciężar i wyrazistość programową, merytoryczną. No i odpolitycznić biurokrację państwową. To oczywiście nie jest problem tylko polski. On osłabia państwo także w krajach takich jak Hiszpania czy Włochy. W Polsce tak jak w USA potrzebny jest okres spokoju i, jak mówimy po angielsku, "a safe pair of hands". Taka jest obietnica Hillary Clinton. Czy Tusk będzie polskim odpowiednikiem Hillary Clinton? Zobaczymy.


Zgoda, od tak rozumianej polityki nie da się uciec, tyle że to, co Francuzi nazywają "la politique politicienne", polityką polityków, przybrało w Polsce rozmiary i formy po prostu szkodliwe. Decyzja wyborców odbierająca władzę Jarosławowi Kaczyńskiemu jest apelem do klasy politycznej, że obywatele chcą nie tylko innej partii, ale przede wszystkim innego sposobu uprawiania polityki. Większość Polaków chce, by była ona adresowania do centrowego elektoratu, organizowana wokół centrum i wokół konkretnych spraw - kluczowych dla waszego rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego.


Już sobie powiedzieliśmy o konieczności odbudowania państwa prawa, o stworzeniu służby cywilnej i sprawnej, apolitycznej biurokracji. Także w polityce europejskiej Tusk tylko na samym początku będzie mógł wykorzystać pewne uczucie ulgi - jak z tego starego dowcipu o kozie. Pozbyliśmy się jej z domu i nagle dom pachniał lepiej. Polska już pachnie lepiej. Ale to jest zaledwie szansa, którą trzeba wykorzystać, identyfikując trzy, cztery najważniejsze tematy europejskie, nad którymi Polska musi pracować razem z innymi kluczowymi krajami. Pierwszym jest ratyfikacja traktatu reformującego, później reformy ekonomiczne dotyczące zarówno waszego kraju, jak i całej Europy. Ważne jest współtworzenie europejskiej polityki imigracyjnej, polityki wobec Rosji, ale także uczestniczenie w wypracowaniu polityki europejskiej w obszarze dzisiaj najbardziej wymagającym - w kwestii Iraku, Iranu i, szerzej, całego kryzysu na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Tu Polska wcale nie musi być piątą kolumną Stanów Zjednoczonych w Europie. Przeciwnie, jako kraj mający dobre stosunki z USA, a jednocześnie traktujący priorytetowo swoją obecność w Unii musi współtworzyć politykę euroatlantycką. Bo światu nie jest dzisiaj potrzebne bombardowanie Iranu wraz z Amerykanami, ale polityka skutecznego nacisku na Iran, której nie można uprawiać na złość Ameryce. Stąd tylko polityka euroatlantycka może być skuteczna - Ameryka ze swoją potęgą militarną i Europa ze swoją dyplomacją i gospodarką działające w jednym obozie, w sposób zharmonizowany, a nie przeciw sobie, jak to było jeszcze kilka lat temu, podczas kryzysu irackiego. Odbudowa tej polityki euroatlantyckiej wymagała ze strony europejskiej pojawienia się Merkel i Sarkozy'ego, a ze strony amerykańskiej, no cóż, wymaga zakończenia epoki Busha. Rząd Tuska mógłby się od razu włączyć do prac nad tworzeniem europejskiego komponentu tej euroatlantyckiej polityki.


Pan Sikorski dobrze zna i Stany Zjednoczone, i Wielką Brytanię, i Europę. W Europie był proamerykański, a kiedy pracował w American Enterprise Institute w Waszyngtonie, stał się trochę bardziej proeuropejski. Ale proamerykańskość i proeuropejskość oczywiście nie są ze sobą sprzeczne. Istotna tutaj nie jest jednak osoba. Ważna jest strategia. Przez ostatnie lata istniała pokusa, by definiować Europę i tożsamość europejską przeciwko Ameryce. Antyamerykanizm miał być lekarstwem na słabość europejskiej sfery publicznej. Tymczasem szansą dla świata jest silne oddziaływanie euroatlantyckie. W książce "Wolny świat" tłumaczyłem, dlaczego głos Polski w Europie jest głosem euroatlantyckim, jakie doświadczenia historyczne, geopolityczne się na to złożyły. Dzisiaj w Europie szanse na triumf strategii euroatlantyckiej są większe niż kiedykolwiek. W tej kwestii Polska nie musi już pozostawać w sporze z Niemcami czy Francją. Potrzebujemy jeszcze tylko nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

p

, ur. 1955, brytyjski historyk, profesor studiów europejskich na Uniwersytecie Oksfordzkim oraz senior fellow w Hoover Institution na Uniwersytecie Stanforda. Wybitny badacz najnowszych dziejów Europy Środkowo-Wschodniej. Po polsku ukazały się m.in.: "Polska rewolucja: Solidarność 1980 - 1981" (1989), "Teczka" (1997) oraz "Wolny świat: dlaczego kryzys Zachodu jest szansą naszych czasów" (2005). W "Europie" nr 99 z 22 lutego 2006 roku opublikowaliśmy jego tekst "Nowa Polska bliźniaków".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj