Nie chcę być złośliwy, ale losy Dorna to dobry przykład braku korzyści z rozumu teoretycznego w polityce. Człowiek mający głęboką wiedzę socjologiczną i politologiczną w realnej polityce okazał się bezradny. Tak samo jak inne tęgie głowy polskiej humanistyki - Ryszard Legutko, Paweł Śpiewak czy Aleksander Smolar. Ludzie, którzy potrafią pisać o polityce wnikliwie, którzy pojmują z niej więcej niż ci, którzy podejmują decyzje, gdy próbują aktywności politycznej, okazują się jakoś specyficznie bezradni.

Co ciekawe, sami potrafią rozpoznać tę wadę u innych. W wywiadzie do "Europy" sprzed kilku miesięcy Dorn celnie sobie szydził ze swoich kolegów, którzy pomylili filozofię polityczną z polityką. Drwił z ich teoretycznych intelektów, z tego, że myślą, iż rewolucję robi się w oparciu o książki, przeprowadza się ją w języku, a politykę organizuje się na poziomie meta. A jednak sam po ziemi chodzić nie potrafił. Dorn skonstruował formację populistyczną po to, by potem wyjść do większości z pejczem. Nie chciał kłaniać się tłumom, chciał bronić wysokiego standardu, okazywać pogardę intelektualnej słabości, przeciętności mediów, banalizmowi ludzi podających się za autorytety. Ale polityczny efekt jego zabiegów był taki, że ani nie zapanował nad ludem, ani nie przekonał do siebie elit. Dziś, gdy właśnie on skarży się, że PiS niepotrzebnie prowadził wojnę z elitami, widać, jak bardzo rozum teoretyczny nie panuje nad konsekwencjami własnych działań.

Oakeshott przekonywał, że polityka nie jest wiedzą, ale rzemiosłem, nie jest teorią, ale umiejętnością. Wyśmiewał się z przemądrzałych polityków, którzy są jak kucharze czerpiący wiedzę z książek - mają recepty w głowie, a nie mają smaku w ustach. Co jednak nie zmienia tego, że kolejne pokolenia ulegają przekonaniu Platona, że władza powinna być w rękach tych, którzy mają wiedzę teoretyczną, w rękach filozofów. I kończą potem tak jak on - wplątał się w polityczne intrygi, sromotnie przegrał i musiał uciekać z Syrakuz.

Kompromitacja Platona stała się sławna. Gdy w drugiej połowe lat 30. Heidegger oprzytomniał z nazistowskich fascynacji, spotkał go w tramwaju kolega. I powitał słowami: cieszę się, że już wróciłeś z Syrakuz.

Dorn też dziś wraca z Syrakuz. Też jako przegrany. I także zupełnie nie rozumiejąc, jak doszło do tego, że przegrał.

Robert Krasowski