Ale w listopadzie TVN był najchętniej oglądaną stacją w grupie widzów w wieku 16-49 lat, najważniejszej dla reklamodawców. Wśród osób powyżej czwartego roku życia przegrał tylko z "Jedynką", ale pokonał Polsat i TVP 2. Szósta edycja "Tańca z gwiazdami" była najchętniej oglądanym programem rozrywkowym tej jesieni. TVN odniósł jeden z największych sukcesów w swojej 10-letniej historii.

ANNA NALEWAJK: TVN się zmienia. Za czasów PiS Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski w "Teraz My" byli dla rządzących bezlitośni. Teraz wyraźnie złagodnieli. Te grzeczne rozmowy z Donaldem Tuskiem, jest śpiewająca dla premiera Doda. Nie brak panu ich wcześniejszej zadziorności?

EDWARD MISZCZAK*: Część ludzi mówi, że będzie im teraz bardzo trudno. Na razie sytuacja polityczna nie jest klarowna. Poczekajmy dwa, trzy miesiące. Ja mogę z autorami "Teraz My" jedynie porozmawiać, ale nie mogę im niczego nakazać. Rozmowa z premierem Tuskiem zupełnie inaczej by wyglądała, gdyby premier nie znał cen produktów, o które pytali dziennikarze. Gdyby okazało się, że nie wie, ile kosztuje chleb i jajka, to byłby jeden z najgorszych momentów w jego życiu... Ale znał. "Teraz My" nie jest klasycznym programem publicystycznym, to jest show, i jak w cyklicznym programie wielki temat zdarza się od czasu do czasu. Tomek i Andrzej mają ciężkie życie, bo ciągle muszą być najlepsi. Czy sobie z tym poradzą? Ja wierzę, że tak. My nie przytulamy polityków, my ich pokazujemy takimi, jakimi są.

Tak jak Jana Rokitę w "Szymon Majewski Show"?

Nie rozumiem tego medialnego płaczu nad Rokitą. Dla mnie Jan Rokita, który był gościem u Szymona Majewskiego i wiedział, że jego żona będzie parodiowana w "Rozmowach w Tłoku", pokazał ogromną klasę i dystans do siebie. Bo przecież politycy to też zwyczajni ludzie, którzy na co dzień śpiewają, tańczą, bawią się. Więc dlaczego nie mogą tego robić w telewizji? Jeszcze bardzo daleko nam do tego, co pokazują media we Francji, Wlk. Brytanii czy USA. Dla ludzi ważne jest to, jakim człowiekiem jest polityk, jak mu z oczu patrzy. I taką szansę kontaktu widzowi - wyborcy - może dać tylko telewizja. Myślę, że błędem było, że podczas wieczoru wyborczego bezpośrednio po ogłoszeniu wyników Donald Tusk nie zdecydował się na żaden wywiad i nie dał szansy wyborcom, by mogli spojrzeć mu w oczy. Czy nie ma tam strachu, czy jest odwaga? Czy udźwignie to, co Polska mu dała? Natomiast udział Donalda Tuska wraz z rodziną w Dzień Dobry TVN był fantastyczną okazją, aby widzowie mogli zobaczyć, jak Tuskowie na co dzień rozmawiają ze sobą.

Tusk, Rokita. Kto będzie następny?

To nie tylko od nas zależy. Premiera Jarosława Kaczyńskiego zapraszaliśmy wielokrotnie przez ostatnie dwa lata do TVN, ale pojawił sie dopiero podczas ostatniej kampanii wyborczej. I jak sobie przypominam, dziennikarze "Teraz My" nie byli w stosunku do niego również zbyt agresywni. Lech Kaczyński dla odmiany jako minister sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka wielokrotnie bywał na planie "Pod Napięciem", nawet w bardzo odległych zakątkach Polski. Już jako prezydent temu samemu dziennikarzowi w wywiadzie podczas wizyty w USA powiedział: "Jak już tracę dla pana czas...". Tak więc sama pani widzi, że politycy w swych uczuciach bywają zmienni i często zapominają, że nie odwracają sie od TVN, ale od milionów widzów - późniejszych wyborców. Jesteśmy otwarci dla wszystkich i nie mamy żadnych list, kogo zapraszamy, a kogo nie zapraszamy. Ja się bardzo cieszę, że mój prezes Piotr Walter stroni od polityki i polityków.

A pan ich zna?

Niektórych znam z ekspresu Kraków - Warszawa. Ale pociągami jeździ tylko opozycja. Koalicja natychmiast po wyborach przesiada się do samolotów. Z tego powodu wolę pociągi. Wielokrotnie byłem świadkiem takich sytuacji: Jesteśmy na pokładzie i czekamy, po kwadransie zjawia się znany polityk w towarzystwie dwóch ochroniarzy, którzy siadają z tyłu samolotu. W Warszawie znowu czekamy, aż VIP odjedzie. Moim zdaniem to śmieszne. Jak teraz premier zacznie latać rejsowymi samolotami, to dopiero będzie śmiesznie ...

Dlaczego tak bardzo promujecie własne gwiazdy? Wciąż oglądamy te same twarze od rana aż do nocy. Zaczynając od "Dzień Dobry TVN" aż do "Kuby Wojewódzkiego".

To nie jest promocja gwiazd, bo jak pani wie, gwiazd nie trzeba promować. To jest tylko spełnianie oczekiwań naszych widzów. Ludzie, gdy kogoś kochają, to chcą go oglądać w różnych sytuacjach. Chętnie pokazywalibyśmy inne gwiazdy, ale niewiele ich jest na rynku.

Dlaczego przyjął pan z powrotem po tak nieprzyjemnym rozstaniu Huberta Urbańskiego?

Rozstaliśmy się z powodów biznesowych i spotkaliśmy sie również z powodów biznesowych. Producent "Milionerów" zapytał, czy może zatrudnić Huberta jako prowadzącego. Emocje opadły i Hubert przyjął nasze warunki. W dodatku to bardzo dobry prowadzący, a tych na rynku nie ma tak wielu. Cieszę się, że tak sie to wszystko skończyło.

"Milionerzy" wracają już w styczniu. Co poza tym? Siódma edycja "Tańca z gwiazdami"? Powtarzacie się.

Niech mi pani powie, co mamy zrobić, bo ja nie wiem? Zrobić siódmą edycję "Tańca z gwiazdami" czy nie? Czy mam ukarać naszą widownię, która ciągle domaga się tego programu? Byliśmy przekonani, że to będzie ostatnia edycja, ale przecież podczas ostatniego programu padł rekord w liczbie nadesłanych SMS-ów, a program był najlepiej oglądanym programem na rynku w grupie 16 - 49. Jeżeli się za nami opowiedziało tyli widzów - wyborców - w "Tańcu z gwiazdami", to chyba powinniśmy rządzić.

Czym przytrzymacie widzów zimą i wiosną przyszłego roku?

Święta są trudne dla stacji komercyjnych, bo nie ma wtedy reklam w telewizji. Ale mamy nowego telewizyjnego Shreka - "Pada Shrek", "Charlie i fabryka czekolady", "Express Polarny". A na wiosnę? Rozpoczęlismy castingi do nowej edycji programu "You can dance - Po prostu tańcz". Pracujemy nad nowymi serialami, m.in. nad następcą "Magdy M". Jesteśmy na etapie castingu, więc nie mogę jeszcze powiedzieć, kto w nim zagra. Ruszamy z programem "Clever - Widzisz i Wiesz" prowadzonym przez Dorotę Wellman i Marcina Prokopa. Pomysłów i koncepcji mamy dużo. Dyskutujemy o programie "Divy" z gwiazdami polskiej piosenki. Mamy również w opracowaniu wielki program rozrywkowy, ale to niespodzianka dla naszych widzów.

Skoro w "Studio Złote Tarasy" zatrudnił pan Ewę Drzyzgę, to czy "Rozmowy w toku" się kończą?

Przyznam się, że tak myśleliśmy. Przesunęliśmy program na wcześniejszą godzinę, bo o 18 jest ogromna serialowa konkurencja. I bomba. Ta zmiana sprawiła, że "Rozmowy" mają znowu świetne wyniki. I nikt już nie myśli, kiedy się skończą.

Wygrywacie z konkurencją, ale nie w każdej dziedzinie. Nie zazdrości pan Polsatowi "Prison Break" czy "Gotowych na wszystko"?

Zazdroszczę konkurencji tylko dobrych własnych produkcji. Natomiast seriale i filmy amerykańskie to wielka loteria, która w niewielkim stopniu zależy od stacji telewizyjnej. Decydują o tym wieloletnie kontrakty z dystrybutorami, zawierane najczęściej w chwili, kiedy te seriale jeszcze nie istnieją

Czego teraz będzie panu zazdrościć Polsat i telewizja publiczna?

Nasze hasło "programowo najlepsza" zobowiązuje i bycie liderem w grupie 16 - 49 nie tylko dzięki zagranicznym filmom pewnie budzi zazdrość. Ale nie rozmawiajmy o zazdrości, tylko o miłości, czyli o naszych nowych produkcjach. Już w styczniu rozpoczynamy na Maderze zdjęcia do jednego z nowych seriali. Produkujemy coraz więcej i jest to właśnie nasza podstawowa strategia - produkować jak najwięcej filmów, seriali i programów. Nowy sezon może być o tyle fajny, że zaczynamy inwestować w nowe godziny. Zmieniają się obyczaje ludzi, później chodzą spać, można o 23.30 zrobić znakomity wynik. Rozmowy w toku są o 16, może zaczniemy inwestować przed 16. Jest coraz mniej powtórek, bo trzeba bić się o każdej porze.

Ten sukces to wasza siła czy słabość telewizji publicznej i nie do końca trafione propozycje Polsatu?

Jest mi niezręcznie mówić o konkurencji, o niej najlepiej i codziennie wypowiada się telewizyjna widownia. Mamy ogromną świadomość rynku i celu, jaki chcemy osiągnąć. W tej kwestii konkurencja może jedynie pomóc. Bardzo lubię sytuację, kiedy wszyscy nas gonią.

Edward Miszczak* dyrektor programowy i członek zarządu TVN