Z wyglądu ten niezwykły sprzęt przypomina raczej zabawkę, ale zabawką bynajmniej nie jest. Te nigdy nie kosztują pół miliona dolarów ani nie ratują życia naszym chłopcom z kontyngentów w Iraku czy Afganistanie. A tak jest właśnie z orbiterami. Choć wojsko nie chce zdradzić, w jakich dokładnie działaniach wykorzystywane są te maszyny, to wiadomo, że są one przydatne np. w obserwowaniu drogi konwoju czy otoczenia baz.

Jeden z orbiterów jest już od ponad roku na wyposażeniu jednostki specjalnej GROM. Komandosi używali go już w Iraku. Sześć kolejnych trafiło do nowo powstałej Eskadry Bezpilotowych Statków Latających 49. Pułku Śmigłowców Bojowych z Pruszcza Gdańskiego. Używają ich żołnierze w Iraku, Afganistanie, a także w Polsce. Wkrótce jeden z orbiterów znajdzie się też na wyposażeniu kontyngentu służącego w Czadzie.

Samolot może wykonywać zdjęcia przez godzinę lotu w zasięgu 10 km od miejsca startu. Wystrzeliwuje się go z katapulty i wyznacza trajektorię lotu, którą można potem na bieżąco korygować. Samolot leci z szybkością 100 kilometrów na godzinę. Dzięki zastosowaniu specjalnej farby maskującej bardzo trudno dostrzec go z ziemi. Elektryczny silnik zapewnia, że przeciwnik nie usłyszy samolotu nawet wtedy, gdy ten znajduje się tylko 100 metrów nad nim.

Bardzo przydatne w opanowaniu odczytywania obrazów z orbitera na monitorze są... gry komputerowe. Obraz często pojawia się pod dziwnym kątem. Młodzi żołnierze, którzy od dzieciństwa mieli styczność z komputerami i wszelkiego rodzaju symulatorami, o niebo lepiej radzili sobie podczas szkoleń niż starsi.