Robert Krasowski
Dobrze, że Tusk odwiedza Moskwę, źle że Kaczyński tam nigdy nie dotarł. Ale prawdziwy problem jest zupełnie inny. Zarówno Tusk chce dzisiaj z Rosjanami rozmawiać, jak też Kaczyński starał się tego nie robić - traktując nasze stosunki z Rosjanami jako stosunki dwustronne. Gdzie Rosja to Rosja, Polska to Polska - a każde z naszych państw występuje w izlolacji. To jasne, że Rosjanie robią wszystko, aby swoim stosunkom z Polską nadać charakter dwustronny. To znaczy, chcą za wszelką cenę z Polską rozmawiać jako z pojedynczym państwem. Bez względu na to, czy Kreml będzie nas w tej roli chwalił, czy też brutalnie dyscyplinował - to i tak jest wygrany. Bo pomiędzy Rosją i Polską - traktowaną w izolacji - nie ma żadnej równowagi sił. Rosja jest mocarstwem regionalnym, a nawet kiedy Amerykanie próbują jakoś ustawiać swój ulubiony nowy światowy porządek, to też zwracają się o pomoc do Rosji, która wciąż uczestniczy w tej globalnej grze. Polska jest krajem - jak to się mówi - średniej wielkości. Z Rosją na równych prawach możemy rozmawiać tylko jako członek Unii i NATO. Nie byłoby nawet nic kompromitującego w tym, gdyby to Unia i NATO rozmawiały z Rosją w imieniu Polski w paru najważniejszych dla nas kwestiach. Przed tą akurat wizytą oba te warunki nie zostały spełnione. Polska znowu występuje z odsłoniętej pozycji, znów jesteśmy sami. Tusk jedzie do Moskwy z cieniem tarczy na plecach, wciąż nie będącej ani projektem unijnym, ani natowskim, ani nawet do końca amerykańskim - bo już np. demokratyczna większość w Kongresie, a także demokratyczni kandydaci do prezydentury wcale się do tego projektu nie przyznają. Zamiast korzystać ze wsparcia szefa NATO czy unijnych komisarzy, próbujemy sami rozegrać tę grę. Zamiast wikłać w nasze interesy tych, którzy są lepiej na Kremlu słyszani, próbujemy odnosić sukcesy na własną rękę. Naiwnie wierząc, że jako średnie państwo występujące w pojedynkę mamy wpływ na stanowisko Rosji. Tu nie chodzi o pozbywanie się suwerenności, o oddawanie naszych spraw w cudze ręcę. Tu chodzi o logikę i elementarny realizm. Weszliśmy do NATO i UE, bo zimno oceniliśmy nasze geopolityczne szanse. Weszliśmy nie z miłości, ale z interesu, aby korzystać z ich struktur dla naszych potrzeb. Czemu zatem z nich teraz nie korzystamy?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama