p
Marcin Król*
Pierre Rosenvallon o naturze demokracji
Polska myśl polityczna od pewnego czasu skupiła się niemal wyłącznie na problemach stawianych przez myśl angolsaską. Jednak Europa kontynentalna jeszcze nie całkiem zginęła, czego znakomitym przykładem może być twórczość wybitnego francuskiego myśliciela Pierre'a Rosanvallona. Jest on ) zarazem historykiem i filozofem politycznym. Urodził się w 1948 roku, wykłada w Colle`ge de France oraz w słynnej paryskiej École des Hautes Études en Sciences Sociales, co jest możliwe tylko we Francji dzięki jej ogromnej tradycji w tym zakresie, reprezentowanej chociażby przez Tocqueville'a, Guizota czy Taine'a. Wielki tryptyk, jaki napisał w ostatnim dziesięcioleciu, dotyczy zarówno historii demokracji francuskiej, jak i politycznej filozofii demokracji jako takiej. Przypatrzmy się jego poglądom. Pierre Rosanvallon traktuje demokrację jako projekt, który nie jest i nigdy nie będzie zamknięty. "Interesującym zadaniem nie jest odróżnianie i klasyfikowanie rozmaitych wersji rządów przedstawicielskich czy też określanie, jakie - w dobrze zdefiniowanych przypadkach - są zadania aktorów sceny politycznej lub cechy instytucji politycznych. Przeciwnie, zadaniem naprawdę ważnym jest podjęcie badań nad zawsze otwartym i pełnym napięć charakterem doświadczenia demokratycznego. I nie chodzi tylko o banalne przeciwstawienie świata praktyki światu norm, lecz o odtworzenie sprzeczności charakterystycznych dla tego, co polityczne, sprzeczności, jakie można dostrzec, tylko przyglądając się historycznym przemianom demokracji" ("Pour une histoire conceptuelle du politique", 2003). Rosanvallon świadomie przeciwstawia się liberalnej i proceduralnej koncepcji demokracji Johna Rawlsa, która - w jego przekonaniu - stanowi jedną z wielu prób opisania dobrego ustroju demokratycznego raz na zawsze. Podobne próby podejmowano już w przeszłości i zawsze zmierzały one nie tylko do uchwycenia istoty demokracji, lecz także określenia jej niezmiennego ustrojowego kształtu. Inną próbę, obok demokracji liberalnej i proceduralnej, stanowi chęć zastąpienia demokracji, czy raczej całej sfery polityczności, ekonomią. Rosanvallon cytuje Leona Bluma, przyszłego premiera Francji, który w 1917 roku pisał, że "rola szefa rządu powinna być pojmowana identycznie jak rola szefa przedsiębiorstwa". Nie da się jednak uciec od tego, że demokracja jest zawsze niedokończona i stąd zawsze jesteśmy z niej nie do końca zadowoleni. Należy to do natury demokracji i stanowi jej urok, a nie feler. "Na tym polega szczególna uciążliwość demokracji, jaką odczuwano w całej jej historii. Zawsze towarzyszyło jej poczucie rozczarowania i podejrzenia o zdradę ideału - tym żywsze, im trudniej było o jej definicję. Właśnie ten brak satysfakcji demokratycznej stanowi przedmiot badań i ewentualnych wyjaśnień. Demokracja jest zawsze niedookreślona na wielu płaszczyznach: nigdy do końca nie będzie jasne, czym jest przedstawicielstwo i jakie normy przedstawicielstwa są najlepsze, nigdy nie zostanie rozstrzygnięte napięcie między liczebną masą obywateli demokracji a jej oświeconymi reprezentantami. Nigdy wreszcie nie ustalimy ostatecznie, jak ma się wyrażać wola ludu [...]. Moją intencją jest zatem myślenie o demokracji w kategoriach historii. Trzeba jednak od razu sprecyzować, że nie chodzi tylko o to, że demokracja ma już za sobą historię. Trzeba zająć bardziej radykalne stanowisko i powiedzieć, że demokracja jest historią. Nie da się oddzielić teoretyzowania na temat demokracji od badań nad jej przeszłością, doświadczeniami, od tego, jak sama siebie chciała wyjaśniać i rozumieć."
Rosanvallon zatem nie tyle krytykuje filozofię polityczną demokracji liberalnej uprawianą w krajach anglosaskich, ile prezentuje zupełnie inne podejście do idei demokracji. Rozumienie demokracji jako historii demokracji, historii, która wciąż jest żywa, zawsze niedopełniona i zawsze wobec tego powodująca dyskomfort u członków społeczeństwa demokratycznego, skłania do postawienia innych pytań i innych problemów. Okazuje się, że w czasach narodzin demokracji nowożytnej jej pojmowanie było bardzo odległe od późniejszego czy od oczekiwań współczesnych. Rosanvallon przytacza wypowiedzi myślicieli i przywódców rewolucji francuskiej, między innymi Sieye`sa, który twierdził wprost, że: "jednym ze skutków przyjęcia systemu przedstawicielskiego w ustroju politycznym jest przekazanie wszystkich funkcji w ręce ludzi uczonych, gdyż olbrzymia większość naszych obywateli nie dysponuje ani dostateczną wiedzą, ani czasem, by mogli i chcieli zajmować się bezpośrednio ustanawianiem praw, które mają rządzić Francją". Natomiast jeden z członków Konstytuanty Clermont-Tonnerre uważał wręcz przeciwnie, że wzorem Monteskiusza i Rousseau (nieco to zresztą zaskakujące zestawienie) demokrację należy rozumieć "w sposób radykalny: lud jest zarazem ustawodawcą i wykonawcą, a wobec tego system przedstawicielski jest sprzeczny z demokracją". ("La démocratie inachevée", 2003) To tylko jeden z zasadniczych problemów demokracji, jakie pojawiają się od jej nowożytnych początków i są rozmaicie rozwiązywane. Inny i bardzo ważny problem polega na fundamentalnym dla demokracji poczuciu nieufności. Dodajmy dla porządku, że Rosanvallon zdaje sobie sprawę z tego, że w demokracji potrzebne jest zaufanie, ale szczególną uwagę zwraca na nieufność jako nie tylko cechę, ale wręcz wymóg systemu demokratycznego. W najnowszej książce ("La contre-democratie", 2006) Rosanvallon zwraca uwagę na dwa typy demokratycznej nieufności, jakie występowały w różnych okresach istnienia demokracji. Można je określić mianem pozytywnej nieufności, czyli nieustającego nadzoru, czuwania i kontrolowania zachowań władzy przez społeczeństwo demokratyczne oraz nieufności negatywnej, która polega na populistycznym krytykowaniu wszelkich form przedstawicielstwa i upowszechnionym przekonaniu, że każda władza, także władza wybrana w demokratycznych wyborach, zdradza swoją misję i - w mniejszym czy większym stopniu - oszukuje społeczeństwo. W obszernym wywiadzie Rosanvallon wyjaśniał, na czym polega to rozróżnienie. "Uważam, że właśnie przejście od dobrej nieufności obywatelskiej - można powiedzieć republikańskiej - do nieufności patologicznej, populistycznej stanowi kluczowy problem współczesnych społeczeństw. Wielka trudność polega zaś na tym, że między ową dobrą, konstruktywną nieufnością, która jest motywowana wymaganiami stawianymi władzy, a złą, destrukcyjną nieufnością, którą wytwarza nie czujność wobec władzy, lecz pragnienie zemsty i zniszczenia tej władzy, granica jest często bardzo cienka. A zatem celem życia intelektualnego powinno być między innymi objaśnienie tego problemu, dokładniejsze zarysowanie tej granicy, wspomaganie objawów nieufności pozytywnej oraz niedopuszczenie, by degenerowała się w nieufność negatywną". Najpoważniejszym aktem nieufności obywatelskiej wobec każdej władzy jest - zdaniem Rosanvallona - konstytucja. Tak było już od pierwszych prób konstytucyjnego czy tylko prawnego ograniczenia władzy monarszej. Nieufność oraz inne zachowania obywatelskie wskazują na istnienie dwóch równoległych sfer demokracji. Jedna, niewątpliwie bardzo ważna i niezbędna, to wybory. Druga to demokracja obywatelska. W tej ostatniej jest miejsce na obywatelską nieufność, ale także na bezstronność oraz zachowania moralne.
Niestety, współczesną demokrację cechuje upadek obu tych sfer. Demokracja wyborcza zostaje osłabiona w wyniku konkurencji medialnej i - co ważniejsze - faktu, że wybory mają niemal wszędzie charakter negatywny. Nie wybiera się określonej partii, lecz odrzuca się inną partię, najczęściej tę rządzącą. Na skutek tego partie nie proponują obszernych pozytywnych programów, bo obywatele tego od nich nie oczekują. Z tego zaś wynikają także negatywne konsekwencje dla demokracji, którą Rosanvallon określa mianem obywatelskiej. Najważniejszą z tych konsekwencji jest powszechna degradacja tego, co polityczne. W demokracji zatem filozofia polityczna oraz intelektualiści mają wyjątkowo dużo do zrobienia. Ich najważniejszym zadaniem, jest, jak powiada Rosanvallon, "ćwiczenie refleksji, ćwiczenie jasności myślenia", które "zawsze przynosi demokracji korzyść. Trzeba być umiarkowanym. Intelektualiści nie powinni oczekiwać niezwykłych rezultatów swej pracy, wystarczy, że podejmą kwestie naprawdę poważne". Demokracja, inaczej niż odmienne ustroje, wymaga nieustannej aktywności intelektualnej, nieustannie odnawianej podbudowy intelektualnej - dlatego właśnie, że nieustannie się zmienia i wciąż powstają nowe powody dla pozytywnej nieufności demokratycznej. Ale na tym polega też wielkie historyczne zwycięstwo demokracji. Po raz pierwszy w dziejach ludzie zdecydowali się zaryzykować życie dla ustroju, którego naczelną cechą nie jest stabilność i bezpieczeństwo, lecz zmiana i nowe perspektywy historyczne. I dlatego nie warto demokracji rozpatrywać z formalnego punktu widzenia, lecz postrzegać ją jako nigdy niekończącą się historię demokracji.
Marcin Król
p
*Marcin Król, ur. 1944, filozof, historyk idei, publicysta, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, współzałożyciel i redaktor naczelny pisma "Res Publica Nowa". Zajmował się historią polskiej myśli politycznej - na ten temat opublikował m.in. książki: "Style politycznego myślenia" (1979) oraz "Konserwatyści a niepodległość" (1985). Jeden z najważniejszych przedstawicieli polskiego konserwatywnego liberalizmu, komentator i krytyk myśli liberalnej, której poświęcił dwie książki: "Liberalizm strachu i liberalizm odwagi" (1996) oraz "Bezradność liberałów" (2005). Oprócz tego wydał m.in. "Romantyzm - piekło i niebo Polaków" (1998) oraz "Patriotyzm przyszłości" (2004). Jest stałym współpracownikiem "Europy". Ostatnio w nr 196 z 5 stycznia br. opublikowaliśmy jego tekst "Odmowa i milczenie".