"Po dwugodzinnej dyskusji z prezesem, naszymi prawnikami oraz z własnymi przełożonymi funkcjonariusze odstąpili od przeszukania" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik GUS Wiesław Łagodziński.
Wiadomo, że przyczyną niespodziewanego najścia było żądanie prokuratury wobec prezesa Józefa Oleńskiego, by ujawnił treść dokumentów złożonych przez dwie firmy z Suwałk w białostockim urzędzie statystycznym. W dokumentach mają znajdować się informacje o finansach tych przedsiębiorstw.
Prokuratura argumentuje: informacje te pomogą w prowadzeniu śledztw. Jednak prezes GUS, podobnie jak wcześniej jego podwładni w terenie, odmówił przekazania akt, powołując się na ustawę o statystyce publicznej. Spór toczy się wokół interpretacji prawa. Szef GUS uważa, że gromadzone przez niego dane objęte są tajemnicą statystyczną i że za jej ujawnienie grożą 3 lata więzienia. Prokuratura jednak interpretuje tajemnicę jako służbową. A z takiej tajemnicy urzędnika można zwolnić, jeśli może to pomóc w śledztwie.
Rzecznik GUS twierdzi, że przypadków, w których prokuratura próbowała wydobyć od urzędów statystycznych informacje objęte tajemnicą, jest wiele. "Śledczy z Kościana żądali nawet od urzędu w Poznaniu, żeby dokonał pomiaru prywatnego gospodarstwa" - twierdzi.
Broni również prawa swojej instytucji do zachowania tajemnicy. "Dziś firmy mogą być pewne, że złożone przez nich dane nie zostaną ujawnione" - tłumaczy Wiesław Łagodziński. "Gdy tę pewność stracą, w późniejszych sprawozdaniach mogą zatajać informacje. To zagrożenie nie tylko dla statystyki, ale nawet dla bezpieczeństwa gospodarczego państwa, bo na podstawie tych danych Sejm, Senat i rząd ustalają wysokość PKB, podatków, emerytur czy rent" - argumentuje.
Przedstawiciele prokuratury nie chcieli komentować sprawy. Zapowiedzieli w rozmowie z nami, że wyjaśnią wczorajsze zdarzenie.