Sławomir Cichy: Kuchciak to dobry wybór na negocjatora ze strony polskiego MSZ?
Marek Kurzyniec: Najlepszy, jaki można sobie było wyobrazić. Bardzo się z tego cieszę, bo szanse na uwolnienie Polaka poszybowały w górę.,Sytuacja, w jakiej znalazłem się ja i moi koledzy 11 lat temu, nie była ciekawa. Powiem tak. Gdyby nie Kuchciak, dziś byśmy nie rozmawiali. Zawdzięczam mu życie. To w pełni tego słowa znaczenia profesjonalista.
Jakie ma atuty, które pomogą w Pakistanie?
Należy do nielicznych Polaków, którzy doskonale znają kulturę Kaukazu. Ale jednocześnie jest chyba jedynym, który ma nieprawdopodobne wręcz znajomości i kontakty na tamtym terenie. Przez wiele lat pracował w Groznym. Myślę, że ta wiedza gromadzona od lat dziewięćdziesiątych teraz zaowocuje.
A jaki jest, tak w bezpośredniej rozmowie? Mówi się o nim polski James Bond, ale na zdjęciach na takiego nie wygląda.
Pierwszy kontakt miałem z nim zaraz po uwolnieniu w lutym 1998 roku. Wcześniej wielokrotnie rozmawialiśmy ze sobą telefonicznie choćby dlatego, że pomagał nam opracowywać trasy konwojów z pomocą dla Czeczenów. To człowiek o szczerym uśmiechu i ciepłym głosie. Nie przypomina herosów z kinowych hitów. Ale kiedy się z nim rozmawia nie ma wątpliwości, że wie co i o czym mówi. I podświadomie rozmówca powoli zaczyna starać się mu podporządkować.
Potrafi narzucać własne zdanie w taki sposób, aby rozmówca myślał, że sam jest autorem pomysłu?
Na pewno jego nagroźniejszą bronią jest mózg, a nie mięśnie. Na technikach negocjacyjnych się nie znam, ale mogę powiedzieć, że podczas rozmowy ze mną był bardzo skuteczny w wyciąganiu informacji i uspokajaniu emocji. Poczułem się bezpiecznie.
Nie był zdenerwowany, podekscytowany? W końcu niemal przed chwilą siłą uwalniano was z rąk porywaczy.
Był uśmiechnięty, spokojny, wręcz rozluźniony. Przy swojej powierzchowności doktora uczelni wyższej wyglądał, jakby znalazł się przy nas przypadkowo. Jak z innej bajki.