Teraz książki Ossendowskiego doczekały się wznowienia. W powieści "Lenin" autor pokazał najbardziej haniebne i przerażające oblicze rewolucji bolszewickiej. Wiedzę na ten temat czerpał z osobistych doświadczeń. Ossendowski przebywał bowiem w Rosji w najbardziej gorącym czasie. Uciekając przed bolszewikami w głąb Syberii, widział chaos wojny domowej, w którym pogrążało się imperium. Posuwając się na wschód, dotarł aż do Mongolii. Tam spotkał "krwawego barona" Romana Ungerna von Sternberga, byłego rosyjskiego "białego" generała, który podjął się misji - zakończonej zresztą klęską - ocalenia tego kraju przed komunizmem. Podróż ta stanowi fabułę powieści "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów". Szczególnie bliski wspomnianym intuicjom Krasińskiego jest obraz Rosji przedstawiony w reportażu "Cień ponurego Wschodu". Zachodnie oświeceniowe ideały komunizmu ponoszą klęskę już na samym początku rewolucji. Rosyjskiemu ludowi znacznie bliżej do starych pogańskich przesądów i parareligijnych sekt aniżeli do prawosławia, a bolszewikom ciemnota niższych warstw społecznych jest jak najbardziej na rękę. Europeizacja Rosji zapoczątkowana przez Piotra I to iluzja. Komunizm rosyjski okazał się więc w istocie antyeuropejską kontrrewolucją.
p
Filip Memches: Twórczość Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego z uwagi na upływ czasu wydaje się dziś przebrzmiała. Dlaczego warto wznawiać jego książki?
Włodzimierz Bolecki: Ossendowski był niezwykłym świadkiem historii. Wykształcony w Rosji i we Francji, został podróżnikiem. Zaczął od imperium rosyjskiego (podróżował m.in. po Kaukazie, Ukrainie, Syberii) i pierwsze artykuły oraz książki publikował po rosyjsku. Pozostawił po sobie około stu książek, w których oprócz Rosji opisywał kraje azjatyckie (m.in. Chiny, Mandżurię, Tybet, Mongolię, Japonię) i afrykańskie (m.in. Algierię, Maroko, Tunezję). Przypomnienie twórczości Ossendowskiego to dobry pomysł wydawców, ale także obowiązek historyków literatury. W okresie II Rzeczypospolitej Ossendowski był chyba najbardziej znanym na świecie polskim pisarzem. Chyba bardziej niż dziś Ryszard Kapuściński.
Spuścizna pisarska tak poczytnego twórcy została jednak w okresie PRL wymazana ze świadomości literackiej Polaków...
Całkowicie. Kiedy myślimy o literaturze polskiej po 1945 roku - cenzurowanej, niszczonej, skazywanej na nieistnienie, warto przypomnieć, co spotkało Ossendowskiego. Mniej więcej dziesięć dni po jego śmierci na cmentarzu w Milanówku, gdzie został pogrzebany, zjawiło się NKWD, otwarto grób i wyciągnięto zwłoki pisarza. Enkawudzista bagnetem rozwarł trupowi usta, a przyprowadzony stomatolog potwierdził, że są to zwłoki Ossendowskiego.
Bolszewicy uważali go za swojego osobistego wroga, ponieważ był autorem międzynarodowego bestselleru pod tytułem "Lenin". Enkawudziści sukces ekshumacyjny uczcili wódką i zagryzką. Ten bagnet w ustach trupa pisarza był symbolem nowego ustroju, przed którym Ossendowski ostrzegał 20 lat wcześniej. Pokazywał sowiecką metodę określania tożsamości zmarłych, a równocześnie był wbijany w gardła żywych - tych wszystkich, którzy odrzucali system wprowadzany przez "Smiersz", NKWD, Informację Wojskową i inne tego typu instytucje "demokracji ludowej".
Historia zatoczyła jednak koło. W roku 2006 władze warszawskiej dzielnicy Ochota podjęły decyzję o usunięciu słowa "antykomunista" z tablicy upamiętniającej Ossendowskiego, wmurowanej w ścianę domu, w którym mieszkał. Czyżby po 17 latach od końca PRL antykomunizm tego pisarza mógł budzić kontrowersje? Przecież nawet prominentni działacze SLD od dwóch dekad wyznają, że w głębi duszy zawsze byli antykomunistami.
Niezbadane są otchłanie tej duszy… Przeciw określeniu "antykomunista" zaprotestowali jednak mieszkańcy kamienicy, a nie władze gminy. Nie uogólniałbym tej sprawy - ot, dowód lokalnej, choć wyjątkowej, głupoty. Ossendowski walczył z bolszewikami słowem i czynem. Był związany z tak zwanymi białymi, a nawet - jak przypuszczają jego biografowie - z wywiadem amerykańskim.
Rewolucję bolszewicką, której był świadkiem, uważał za zorganizowane, ideologiczne ludobójstwo. Kiedy wyjeżdżał na Zachód, stykał się z tymi, których wódz rewolucji nazywał "użytecznymi idiotami" i którzy bohatera jego powieści darzyli nieznoszącym najmniejszej krytyki uwielbieniem. Komunistycznej utopii utkanej ze słów, ideałów, mitów, legend i ordynarnych fałszerstw, tej wizji zgodnie z którą, gdzieś daleko od Paryża, pewien genialny rewolucjonista buduje raj na ziemi, Ossendowski przeciwstawił swoje świadectwo - obraz piekła rozpętanego przez bolszewików. Pisarz stał się więc natychmiast wrogiem wszystkich "postępowców" ówczesnej Europy. To, o czym opowiedział, zaprzeczało bowiem sielankowej wizji modernizacji świata, którą z idei Oświecenia wprowadzili do myśli społecznej Marks i Engels, a którą w praktyce miał zrealizować Lenin.
Międzywojenna kultura polska stanowiła pole pionierskiej refleksji nad komunizmem - wystarczy tu wymienić Józefa Mackiewicza bądź Mariana Zdziechowskiego. Twórczość Ossendowskiego można także zaliczyć do tego nurtu. Co ją wyróżnia?
Łączyła ich refleksja nad narodzinami nowej antycywilizacji o globalnych aspiracjach, czyli "wszechświatowej rewolucji". Powieść o Leninie natychmiast stała się przedmiotem krytyki (nawiasem biorąc, bardzo ostro krytykowano także relacje podróżnicze Ossendowskiego). Ukazała się w momencie intensywnego budowania przez propagandę sowiecką mitu rewolucji, który skutecznie przesłaniał ludobójczą naturę bolszewizmu - a to właśnie obnażył Ossendowski, posługując się środkami popularnej powieści biograficznej.
Ossendowski na pewno nie był myślicielem takiego formatu jak Zdziechowski czy Mackiewicz, ale w swojej twórczości zmieścił ogromną wiedzę sowietologiczną. Formuły, które się pojawiają w powieści o Leninie, jak "czerwony car" czy "geniusz nienawiści klasowej", wracają w zachodnich publikacjach na temat ZSRR. W tym sensie Ossendowski był jednym z prekursorów nowoczesnej sowietologii, która dziś potwierdza tezy oczywiste dla niego już 70 lat temu. Tak jak w wypadku Mackiewicza, świadectwo Ossendowskiego nie było wynikiem spekulatywnej refleksji filozoficznej nad komunizmem, lecz efektem jego osobistego zetknięcia się z koszmarną rzeczywistością systemu bolszewickiego. Ossendowski to jednak przede wszystkim globtroter. Pisarz zafascynowany bogactwem świata, jego różnorodnością, pięknem i tajemnicami ludzkiej cywilizacji.
Czy Ossendowski postrzegał komunizm jako całkowicie nowy rozdział w dziejach Rosji, jako definitywne zerwanie z jej przeszłością?
Niezupełnie. Ossendowski nienawidził tak samo nieprawości caratu, jak i zdziczenia państwa bolszewickiego. Za udział w rewolucji w Mandżurii w 1905 r. został skazany na dwa lata, wyrok odsiedział, ale potem nie mógł znaleźć pracy. W posłużeniu się przez bolszewików motłochem do popełniania zbiorowych mordów Ossendowski ujrzał manewr stosowany wcześniej przeciwko robotnikom organizującym demonstracje antycarskie. Ciekawa obserwacja. Jak wiele innych w twórczości tego zapomnianego pisarza.