Dziennik.plOpinie

Sobota, 26 maja 2012

Imieniny: Filipa, Pauliny, Eweliny

Przepis na mazurka

2008-03-20 | Ostatnia aktualizacja: 18:20 | Komentarze: 0 | skomentuj

Co roku tabuny bliższych lub dalszych znajomych uważają za arcydowcipne obdarowanie mnie z okazji Wielkanocy mazurkiem. Pięć lat temu do grona dowcipnisiów dołączyła moja małżonka i w niedzielę wielkanocną urodziła mi całkiem dorodnego Mazurka, przez co córka obchodzi urodziny "przechodnie", bo to przecież nonsens, aby świętowała je w jakiś wtorek, prawda? Ale ja nie o dzieciach, ja o ciastach - pisze publicysta DZIENNIKA Robert Mazurek.

Kiedy mnie tak świątecznie obdarowują, minę mam nietęgą, bo zwykle są to cukiernianie specjały, które owszem, wyglądają nie najgorzej, ale zjeść się ich nie da. Niemniej znajomi, dumni z pomysłu, domagają się komplementów. To może zamiast tych komplementów przepis (autentyczny, wielopokoleniowy, sprawdzony) na naprawdę pysznego mazurka? Nazywał się w oryginale skromnie - mazurek królewski - ale pod tą nazwą kryje się kilka zupełnie różnych receptur, więc swojego ochrzciłem jako Pana Mazurka. Piekę sam, co jest dowodem na to, że może tego dokonać przeciętnie uzdolniony orangutan. Ale do rzeczy. Najpierw robimy kruche ciasto:

2 - 3 żółtka,

1 łyżka cukru,

szczyptą soli,

kilka (co najmniej 4) łyżki kwaśnej śmietany.

Wszystko to w jakimś garnuszku mieszamy.

Obok na tortownicy (desce, blacie - czymkolwiek) rozsypujemy:

1/2 kg mąki,

drobno posiekaną kostkę masła (margaryny).

Wszystko zagniatamy i ciasto gotowe. Jak za suche - dolewamy śmietany. Trzeba je teraz ułożyć na blasze do pieczenia (niezbyt grubo - jakieś dwa centymetry, nie więcej) i upiec. Drodzy panowie, ciasto piecze się na oko - ma być rumiane i nie surowe. Takie upieczone dziadostwo wygląda dość podle i takoż smakuje. Robimy więc polewę, od której zależy smak specjału.

2 szklanki cukru,

1/2 szklanki mleka,

1/2 kostki masła.

Wrzucamy do rondelka i na ogień. Jak już sobie poskwierczy (mieszamy!) dodajemy 2 łyżki kakao. Jak ktoś ma fantazję, może dodać trochę kawy. Wszystko to się w garnku gotuje, gęstnieje, a my nie przestajemy mieszać, bo inaczej katastrofa gotowa. Jak nam się znudzi, a masa będzie mniej więcej gęsta - wylewamy to na upieczone ciasto. Po rodzinnej bójce o to, kto ma prawo do wylizania rondla, przystępujemy do dekoracji, czyli wrzucamy na masę czekoladową wszystkie bakalie (orzechy, migdały, rodzynki plus kolorowa posypka), które nam zostały z Bożego Narodzenia. Aha, resztki pierogów z grzybami i kapustą oraz wigilijny karp średnio się sprawdzają.

Całość jest pyszna i ma jakieś dwa miliony kalorii, więc żeby to spalić, startujemy w najbliższym biegu maratońskim. Do zobaczenia na starcie!

Robert Mazurek
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

«