Ten cel już w maju 2021 r. wyartykuował przywódca Hamasu w Strefie Gazy Jahja Sinwar. W wystąpieniu w telewizji Al-Dżazira przedstawił polityczną strategię Hamasu. Zakładała ona przejęcie kontroli nad rządem Autonomii Palestyńskiej i zawarcie trwałego porozumienia z Izraelem (dla którego warunki porozumienia były nie do przyjęcia). Jednak rozejm ten miałby dać możliwość przygotowania się do zniszczenia Izraela - wyjaśnia autor artykułu w amerykańskim magazynie Matthew Levitt.

Reklama

Sinwar pozostał w Strefie Gazy i prawdopodobnie dowodzi stamtąd oddziałami Hamasu, choć duża część członków organizacji ukrywa się w Katarze i Turcji. Obecność w Strefie daje mu o wiele większą moc decyzyjną niż mają terroryści znajdujący się poza granicami półenklawy.

"Początek pieczołowicie przygotowanej strategii"

Jak pisze Levitt, masakra z 7 października była początkiem pieczołowicie przygotowywanej strategii zarówno militarnej, jak i politycznej mające na celu pokonanie Izraela. Wzorem dla palestyńskich terrorystów miał być sposób działania libańskiej organizacji terrorystycznej Hezbollah.

W Libanie Hezbollah jest częścią bardzo słabo funkcjonującej administracji państwowej. Udział ten jest na tyle ograniczony, aby nie wiązała się z nim odpowiedzialność za kierowanie państwem, ale na tyle duża, że Hezbollah ma wpływ na dysponowanie wydatkami publicznymi. Uprzywilejowana pozycja organizacji pozwala jej na całkowitą autonomię w zarządzaniu swoją "armią", dzięki czemu Hezbollah prowadzi regularny ostrzał północy Izraela - tłumaczy Levitt.

Jak przypomina "Foreign Affairs", Hezbollah jest jedyną arabską organizacją zbrojną, która nie została pokonana przez armię izraelską (z tych, które walczyły). W 2006 r. podczas wojny Izraela z Hezbollahem mimo wielkich strat po stronie Libańczyków udało się doprowadzić do rozejmu, a organizacja zyskała renomę jako silna armia, która jest w stanie stawić czoło Izraelowi.

"Hamas chce tego samego"

Reklama

Hamas chce tego samego - podkreśla autor artykułu. Plany ataku na Izrael były konsultowane z Hezbollahem i Iranem, który jest największym sojusznikiem tych organizacji i równocześnie od zawsze wrogiem Izraela. Same plany militarne październikowego ataku były skrywane przez Hamas. "Foreign Affairs" twierdzi, że było to wynikiem próby zaangażowania w konflikt Hezbollahu i Iranu.

Ta część planu udała się tylko częściowo - zaznacza Levitt. Hezbollah ostrzeliwuje regularnie Izrael, ale nie angażuje się w bezpośrednie starcia. Iran z kolei w nocy z 19 na 20 kwietnia przypuścił zmasowany atak rakietowy na Izrael (pierwszy w historii konfliktu tych dwóch państw), co było odpowiedzią na zniszczenie przez Izrael irańskiego konsulatu w Damaszku.

"Hamas szykował się do tej operacji"

Wiedząc o tym, że Izrael odpowie zdecydowanie na brutalną październikową masakrę, Hamas wybudował w całej Strefie Gazy sieć tuneli w celu prowadzenia działań bojowych. Jak podaje "Foreign Affairs" fakt, że Hamas szykował się do tej operacji ponad dwa lata, pokazuje stosunek terrorystów do cywili palestyńskich. Hamas, rządząc Gazą przez 14 lat, nie wybudował żadnych schronów dla ludności cywilnej na wypadek planowanej wojny - podkreśla autor artykułu.

"Strategią Hamasu jest przetrwanie poprzez cierpliwość" - tłumaczy Levitt. Na wzór Hezbollahu palestyńscy terroryści chcą zaistnieć na arenie międzynarodowej i zyskać rozgłos. Niezależnie od tego, jak będzie wyglądać administracja w Strefie Gazy po wojnie, to Hamas chce być jej częścią na tyle, żeby mieć kontrolę nad półenklawą i równocześnie rozwijać swoje oddziały bojowe, by zrealizować swój cel unicestwienia Izraela.

Levitt zastrzega, że jedynym sposobem na uniknięcie tego jest niedopuszczenie Hamasu do procesu tworzenia nowych struktur administracji w Strefie Gazy.

W masakrze z 7 października zginęło 1200 osób i ponad 240 zostało porwanych. Rozmowy o możliwym zawieszeniu broni i wymianie zakładników zakończyły się niepowodzeniem, m.in. przez ataki armii Izraela na Rafah.