Nowe ubezpieczalnie przejmą dotychczasowe zadania Narodowego Funduszu Zdrowia. "Każdy będzie mógł wybrać, gdzie chce się leczyć, i w jakiej ubezpieczalni się ubezpieczyć" - tłumaczy Ewa Kopacz, przewodnicząca sejmowej komisji zdrowia z PO. Jeśli reforma służby zdrowia, nad którą pracuje Platforma wejdzie w życie, to zniknie przymus odprowadzania składek do ubezpieczalni ze swojego terenu. Jeśli np. chory z Pomorza uzna, że lepsi lekarze są na Śląsku, może tam podjąć leczenie, a jego pieniądze ze składki powędrują za nim.

Teraz NFZ tylko w wyjątkowych sytuacjach zgadza się na płacenie szpitalom za pacjentów spoza regionu. Obowiązkowe ubezpieczenie, które będziemy odprowadzać do nowych kas, nie obejmie jednak wszystkich świadczeń zdrowotnych. Te, które są świadczone ze składki, znajdą się w pakiecie świadczeń podstawowych. Za zabiegi, które nie znajdą się w tym wykazie, będziemy musieli zapłacić sami lub ubezpieczymy się dodatkowo. Przykład: po operacji stawu biodrowego w ramach obowiązkowego ubezpieczenia dostaniemy zwykłą protezę. Jeśli jednak będziemy chcieli wszczepić sobie bardzo drogi implant tytanowy, zapłacimy za niego dodatkowo z własnej kieszeni.

Kontrolę nad nowymi ubezpieczycielami sprawować będzie nowo utworzony Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych. Zmiany w systemie mają następować stopniowo. Poprzedzi je roczny program pilotażowy. Andrzej Sośnierz, prezes NFZ, uważa, że reforma to krok w dobrym kierunku. "SLD stworzyło fundusz nie po to, aby pacjentom było lepiej, ale żeby robić interesy na służbie zdrowia" - ocenia rozmówca DZIENNIKA. Uważa też, że wprowadzenie kilku mniejszych ubezpieczycieli polepszy jakość i dostęp do usług medycznych.

Podobnie uważa też prof. Wojciech Maksymowicz, minister zdrowia w rządzie Jerzego Buzka. Zwraca uwagę, że NFZ nie ma w tej chwili żadnej konkurencji w określaniu cen za usługi. Reformy NFZ obawia się za to dr Marek Balicki, minister zdrowia w rządzie Marka Belki. "Jest mnóstwo konfliktów między NFZ a szpitalami, wybuchają strajki. Potrzebne jest uspokojenie sytuacji i uporządkowanie bałaganu, a nie kolejna wielka rewolucja" - argumentuje. Balickiemu wtóruje Paweł Trzciński. Rzecznik resortu zdrowia przekonuje, że trzeba naprawić NFZ, a nie go niszczyć i wprowadzać "kasy chorych bis".