Krajowe Biuro Wyborcze (KBW- urząd zapewniający obsługę Państwowej Komisji Wyborczej - dop. red.) dostało 1,1 mln zł na zatrudnienie dodatkowych informatyków. W planach ma pozyskanie jeszcze większej sumy. Niemal 3 mln zł na system informatyczny, które buduje samo. KBW narzeka, że te pieniądze są zblokowane. Ministerstwo Finansów twierdzi, że to nieprawda.

Krajowe Biuro Wyborcze szykuje się do testów nowego – przygotowanego samodzielnie – systemu informatycznego. Mają się one zacząć przed końcem marca. Jak zapewnia, gotowy jest już program dla komisji obwodowych, czyli tzw. kalkulator. Wyniki tych sprawdzianów zdecydują, czy zostanie użyty w majowych wyborach prezydenckich.

Tymczasem dla KBW najważniejsza jest walka o większe pieniądze. Pierwszy, dodatkowy milion był na remont pomieszczeń Biura (z uwagi na zmianę siedziby). Sejm przyznał też KBW pod koniec ubiegłego roku 1 mln 102 tys. zł na dodatkowe 15 etatów dla informatyków.

CZYTAJ TEŻ: Wybory prezydenckie zagrożone? Lokalne władze przestrzegają?>>>

Dodatkowa suma to 2,76 mln zł, pochodzą z rezerwy celowej Krajowego Biura Wyborczego przeznaczonej na wybory prezydenckie i parlamentarne. Cała ta rezerwa wynosi w tym roku blisko 356 mln zł, a wspomniane 2,76 mln, jak zapewnia nas biuro prasowe resortu finansów, ma być przeznaczone na sfinansowanie obsługi informatycznej wyborów oraz zakupy sprzętu teleinformatycznego.

KBW chciałoby jeszcze dodatkowych prawie 3 mln. Taka kwota według Beaty Tokaj, p.o. szefa KBW, była zaplanowana jako dodatki za zwiększone zadania związane z wyborami. – Kwota ta została zamrożona – skarży się Tokaj.

KBW podczas obrad sejmowej komisji ds. administracji wyliczała, że większego budżetu potrzebuje m.in. na nowe serwery (500–600 tys.zł), na dostosowanie delegatur KBW (około 300 tys. zł) i jeszcze na nowy program Avista, dzięki któremu delegatury wyborcze będą mogły pracować z nowym Systemem Rejestrów Państwowych, który zaczął funkcjonować od 1 marca.

Według Andrzeja Orzechowskiego, posła PO i szefa sejmowej komisji ds. administracji i cyfryzacji, budżet KBW jest już zaklepany. – W tym roku wynosi 51,5 mln. W 2014 r. było to ok. 49 mln. Czyli jest sporo większy. Wszystkie obiecane pieniądze są zapewnione w planie finansowym – mówi nam Orzechowski.

KBW walkę o większe pieniądze argumentuje swoimi większymi potrzebami na samodzielne przygotowanie systemu wyborczego.

Tworzymy ten program trzeci miesiąc. Poprzednie firmy robiły to miesiąc przed wyborami – zapewniała na antenie RMF FM Beata Tokaj.

Eksperci jednak mają mieszane uczucia w związku z tym pomysłem. Jeden z informatyków – dawniej pracujący dla PKW – ocenia, że na tym polu instytucja polegnie.

Dobry zespół do tworzenia i utrzymania programów kosztuje krocie. Żeby go utrzymać, trzeba mieć wiele projektów dla różnych klientów, nie jeden systemik pisany raz na 4–8 lat. To jest pomysł paniczny. Mogą dostać i 29 mln, i nic z tego nie wyjdzie, jak nie zaczną po kolei. To jak budowa domu – potrzebny jest architekt, dobry projekt, nadzór, a nie "weźmy skrzyknijmy górali i niech tu chałupę postawią" – komentuje nasz rozmówca.

Także Wiesław Paluszyński, ekspert Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, który przygotował analizę poprzednich zamówień na systemy informatyczne w PKW, nie zostawia na tym pomyśle suchej nitki, zaczynając od samego budżetu na informatyków. Choć suma 1,1 mln robi wrażenie, to dla 15 etatowych ekspertów daje nieco ponad 6 tys. zł brutto miesięcznie. To nie jest rynkowa pensja. Dobrzy eksperci zarabiają więcej.

Nie wiadomo wciąż, co dokładnie zamierza stworzyć PKW, a więc i nie bardzo wiadomo, jak oceniać ich finansowe potrzeby. Ale patrząc, jak nieudanie przeprowadzali same przetargi na systemy, ciężko uwierzyć, że uda im się własny system sprawnie zbudować – ocenia Paluszyński.

Choć KBW walczy o większy budżet, a problemy z wynikami wyborów na jesieni tłumaczy błędami popełnionymi przez wykonawcę systemu (firmę Nabino), to nie wystąpiła do niej z wnioskiem o wypłatę ewentualnych kar umownych. Nie wystąpiła, bo jak przekonuje, czeka na wyniki audytu, który przeprowadza tajemniczy zespół ekspertów. Tajemniczy, bo choć wybrany przez KBW, to jego skład ma być znany dopiero po ogłoszeniu wyników badania.

Jednocześnie swój audyt prowadzi też Najwyższa Izba Kontroli, która sprawdza, czy pracownicy KBW budowali system informatyczny do obsługi wyborów samorządowych w sposób zgodny z prawem i rzetelny. Izba poszerzyła kontrolę o wydatkowanie publicznych pieniędzy na przygotowanie do wyborów prezydenckich i parlamentarnych w 2015 r. Kontrola NIK także ma się zakończyć pod koniec marca.

Historia porażek z systemami PKW

17 listopada 2014 r. po wyborach samorządowych zostanie zapamiętany jako dzień kompromitacji Państwowej Komisji Wyborczej. Przez kilka następnych ujawniały się kolejne problemy z informatycznym systemem wyborczym. Nie działały kalkulatory do raportowania danych z obwodowych komisji wyborczych, nie można było wydrukować kart z podsumowaniem danych i przesłać ich do komisji wojewódzkich, a potem do PKW.

Od początku PKW winą za ten stan obarczała firmę Nabino, małą łódzką spółkę, która była wykonawcą systemu, czy raczej jego uaktualnienia do wyborów samorządowych.

Kłopoty zwiastowały wcześniejsze sygnały. Nabino było jedynym chętnym do wykonania systemu, a kontrakt, jaki na to podpisała, opiewał na 429 tys. zł.

Według PKW za mały był budżet, by skusić większych, bardziej doświadczonych graczy. Przeszkadzało też prawo zamówień publicznych, które nie pozwalało szukać wykonawców z wolnej ręki. Jak narzekali sędziowie PKW, skomplikowane przetargi, skargi i odwołania od nich nie pozwalały sprawnie zamawiać systemów informatycznych.

Co innego wynikało z dokumentów. Od 2012 r. do Krajowej Izby Odwoławczej trafiło ledwie pięć spraw związanych z przetargami ogłaszanymi przez KBW, z czego ledwie dwie dotyczyły systemów informatycznych. Do tego, jak się okazało, KBW kolejne przetargi ogłaszało z bardzo krótkim zapasem czasu na wykonanie zlecenia. I tak na nową dużą „Platformę Wyborczą 2.0” zamówienie pojawiło się w listopadzie 2013 r., gdy plan jej uruchomienia był już na listopad 2014 r. Po skargach ewentualnych wykonawców KBW wycofało się z tego planu i zaczęło wręcz na ostatnią chwilę szukać wykonawców do poszczególnych wyborów. Na tych prostych, jak do Parlamentu Europejskiego, jeszcze im się udało. Przy skomplikowanych – samorządowych – system padł. Po blamażu do dymisji podali się wszyscy sędziowie z PKW.