Alicji Wyszkowskiej, 32-letnia nauczycielce z Warszawy, jeszcze niedawno wydawało się, że większych kłopotów finansowych już mieć nie może, jednak z miesiąca na miesiąc jej sytuacja jest coraz gorsza. Rok temu kupiła mieszkanie, był szczyt boomu cenowego, więc niewielkie, dwupokojowe mieszkanie kosztowało 400 tysięcy złotych. "Potem jeszcze wzięłam kredyt na remont, no i na kolonie dla dzieci, strasznie dużo się tego nazbierało" - opowiada. Raty wziętego w złotówkach kredytu mieszkaniowego stale rosną, Wyszkowska zrozumiała, że nie jest w stanie ich spłacać i przeżyć miesiąca, więc od dwóch miesięcy nie robi przelewów do banku. Jej zaległości sięgają 7 tysięcy złotych.

Według najnowszego raportu InfoMonitora w podobnej sytuacji znalazło się blisko 1,2 mln Polaków. To właśnie dla takich, niewypłacalnych ludzi, przygotowywana została ustawa o upadłości konsumenckiej. Na wzór rozwiązań wobec przedsiębiorstw, ustawa ma pozwolić na ogłoszenie bankructwa także zwykłym ludziom. Bankrut nie musi spłacać swoich długów, jednak komornik licytuje cały jego majątek. Z jednym wyjątkiem - mieszkania, w którym żyje.

Wczoraj ministerstwo sprawiedliwości przedstawiło nową wersję projektu nowego prawa – znacznie bardziej restrykcyjną i to właśnie nad nią będzie prawdopodobnie debatował Sejm. Według propozycji resortu człowiek, który ogłosi upadłość, może stracić także mieszkanie. Jedyne, co mu komornik mu zostawi, to pieniądze na roczny czynsz na wynajęcie innego lokum. Stawki za wynajem ustali syndyk na podstawie miejsca zamieszkania i liczebności rodziny. Bankrutowi nie będzie też przysługiwało mieszkanie socjalne. "To przerażająca wizja. Nie tylko zostaje się bankrutem, ale także bezdomnym" - mówi Wyszkowska.

Nic więc dziwnego, że projekt, choć jeszcze nie dostał się pod obrady Sejmu, już wzbudził emocje. Izabela Dąbrowska, prawnik Federacji Konsumentów, która właśnie przygotowuje opinie dla obu wariantów ustawy uważa, że nowe rozwiązanie odbiera dłużnikowi możliwość odbicia się od dna. "Mieszkanie to duży, zamrożony kapitał, jego sprzedaż może pozwolić stanąć na nogi, lepszym rozwiązaniem byłaby możliwość zamiany mieszkania na mniejsze, tak żeby konsument nie został na lodzie" - mówi DZIENNIKOWI. I dodaje: "Ministerialny projekt wpędza dłużnika w kolejne tarapaty".

Jednak według autorów nowego rozwiązania namnożenie kłopotów związanych z upadłością jest zamierzone. Autorzy dokumentu uzasadniają ten zamiar poczuciem sprawiedliwości, według nich nie można dopuścić do tego, żeby upadłość stała się sposobem na niespłacanie długów. "To ma być tylko rozwiązanie nadzwyczajne tak obwarowane, by zalew upadłości nie przeciążył sądów" - mówi Joanna Dębek z biura prasowego resortu sprawiedliwości.